October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 sierpnia 2013

Bailout: The Age of Greed

Dawno nie było tu żadnego filmu, więc teraz coś wrzucę. Nie jest to film zgodny z tematyką bloga, ale na tyle mi się spodobał, że uznałem, że warto go tu umieścić.

Z grubsza fabuła filmu polega na tym, że gość inwestuje oszczędności swojego życia w lipne derywaty. Na domiar złego ma bardzo chorą żonę. Traci wszystko co zainwestował a nawet białe kołnierzyki "proszą" go o uzupełnienie depozytu. Gość się zadłuża, bank ściga, prawnik ma w dupie. Mimo że główny bohater stara się jak może i mimo pomocy przyjaciół jest skazany na przegrana. Dodatkowo żona nie chcąc być ciężarem popełnia samobójstwo.

Bohater filmu wiedząc, że stracił już wszystko nie zważa na nic i urządza sobie prawdziwą jatkę wśród jakby się wydawało nietykalnych, białych kołnierzyków.

Mimo dość osobliwej fizjonomii(szczęka jak u probodybuildera nie współgra z sylwetką)  główny budzi sympatię.

W filmie podobać się może to, że bohater przedkłada sprawiedliwość nad prawo, które jest konstruowane w ten sposób żeby chronić wielkich przekrętasów.


czwartek, 21 lutego 2013

Krótki kurs samoobrony intelektualnej- Normand Baillargeon


O książkach za dużo tu nie pisałem. Krótki kurs samoobrony intelektualnej porywającą lekturą nie jest, ale dla początkującego może być przydatna.

Książka pisana językiem aż nadto prostym. Dla osoby która liznęła tematu nie wnosi nic, ale za to poprawnie napisana. Są też liczne przykłady, pozwalające zrozumieć o co chodzi.

Z książki dowiadujemy się, że można opowiedzieć dowolną bzdurę jeśli ubierzemy ją w ładne słowa, często obce lub trudne, dodając do tego odpowiednią dykcje.

Zaciekawił mnie w książce fragment o żargonie. Zaciekawił mnie dlatego, bo to pierwsza rzecz w tej książce, której jeszcze nigdzie nie czytałem, ale się już wielokrotnie spotkałem w życiu codziennym i przemyślałem.

Otóż często bywa tak, że wykładowca akademicki, nauczyciel czy ktoś inny używa fachowego języka, żeby ukryć swoją niekompetencje. Oczywiście na pewnym poziomie ciężko jest dyskutować bez specjalistycznych haseł, ale każdy fachowiec powinien umieć przetłumaczyć to co powiedział na ludzki język laikowi, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Często bywa tak, że ludzie niedokształceni posługując się fachowymi terminami, ponieważ zamiast zrozumieć o czym się uczą po prostu wkuwali na blachę.  Zresztą dla kompletnego laika bełkot od mowy fachowej jest nierozróżnialny.

Używanie dużej liczby trudnej terminologi służyć może podwyższeniu prestiżu naszej wypowiedzi. Po postu wtedy brzmimy mądrzej lub żeby truizm sprzedać jako niezwykle wyszukane przemyślenie.

Mi osobiście szeroki zasób słownika często służy do spławiania idiotów. Po prostu uważam, że debilowi nie da się wytłumaczyć, że jest debilem. Wystarczy ubrać twierdzenie w ładniejsze słowa i problem z głowy. Najlepiej używać terminologi, której nasz szanowny adwersarz nie znajdzie w wikipedii. W 99% taki geniusz kapituluje.

A wracając do meritum, to książkę polecam raczej ludziom młodym którzy nie mieli styczności z trudniejszymi dziełami. Jest tu trochę metodologii naukowej, trochę retoryki i logiki. Zresztą tu są zebrane wszystkie podstawy, których trzeba byłoby szukać po kilkunastu książkach.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Boss

Boss to pozycja obowiązkowa dla każdego fana polityki. Może nie jest to przewodnik po świecie w którym obracają się rządzący, ale pozwala zrozumieć niektóre niezrozumiałe dla laika zachowania polityka.
 Bohaterem serialu jest Tom Kane, burmistrz Chicago. Kane dowiaduje się, że jest chory na nieuleczalną chorobę neurologiczną, która najprawdopodobniej w dwa lata zrobi z niego roślinę. Do tego czasu mimo niedomagania Kane próbuje utrzymać się na stołka.
 Dla wielu z Was może od razu wydawać się niezrozumiałe, dlaczego tak poważnie chory człowiek próbuje dalej rządzić. Wielu powiedziałoby, że ostatnie lata życia woleliby spędzić w inny sposób np. z rodziną w domu. Otóż władza dla takich ludzi jak Kane, których w polityce jest na pęczki najwyższą wartością jest władza, ale i walka. Tacy ludzie to urodzeni fajterzy wręcz upajający się adrenaliną. Ale to tyle rysu psychologicznego.
Może zabrzmi to jak truizm, ale polityką nie rządzą sentymenty. Tu jest tylko pragmatyzm. Handluje się wszystkim. Dawni rywale mogą nagle stanąć po naszej stronie, gdy nadarzy się okazja na zysk. Przy czym oczywiste jest, że lojalność to też waluta. Dziś podkładający sobie świnie politycy mogą wylądować w jednym biznesie np. Arłukowicz-Tusk.
W Bossie jest chyba pokazane nawet dobitniej. Ponadto w serialu pokazane jest dość dobrze, że politycy z jednego środowiska mogą żreć się pod dywanem przy tym w oczach opinii publicznej uchodzić za przyjaciół.
Przez pryzmat mediokracji może niektórym wydawać się, że wszystkie gesty w polityce kierowane są do publiczności, otóż niekoniecznie. Nie zawsze liczy się PRowski zysk. Czasem puszcza się oczko do towarzyszy lub też daje do zrozumienia innym polityką. Jest to swoisty język przekazu. Pozornie jakiś gest może wydawać się z punktu widzenia gawędzi strzałem w piętę, sztuczną ustawką a jest jasnym komunikatem dla innego środowiska. Podobny gest niedawno pokazał Palikot odwiedzając Jaruzela w szpitalu. Pod względem PRowskim strzał w stopę, ale taktycznie strzał w dziesiątkę.
Gest Palikota miał pokazać leberałom z SLD i PO, że jest nowy pupilek radzwiedzki i mediów.
Innym aspektem w filmie jest wyraźna doraźność posunięć w myśl zasady: Przeżyć jeden dzień, potem następny i następny... Normalnie jak nasz Donek, który już tak 5 lat ciągnie.
W serialu mamy też trochę dwuznaczności i ozdobników czasami wręcz bzdur, ale w całokształcie daje radę.
Polecam!
Reszta odcinków tu: http://zalukaj.tv/sezon-serialu/boss,776/ Zachęcam do dyskusji!

wtorek, 16 października 2012

Zawsze jest większy cwaniak

Niestety nie każdy zdaje sobie sprawę, że zawsze jest ktoś cwańszy od nas, jak w wierszu Mickiewicza "Zając i Żaba". Weźmy takiego Coryllusa, który to myślał, że już jest cwaniakiem największym.

Jeśli ktoś z Was miał styczność z Panem Maciejewskim(Coryllus) na płaszczyźnie blogowej to wie, że jest to klasyczny socjopata. Człowiek opryskliwy, oschły, często sarkastyczny a nawet cyniczny.
Ja rozumiem jakby Coryllus miał te 15 czy 20 lat, to mógłby się w ten sposób zachowywać. Jak się komuś serwuje cały czas jakiś Wojewódzkich, Dody czy nawet Hausa to będzie myślał, że to fajne i tak trzeba, ale stary chłop? Inna sprawa, że na cynizm można sobie pozwolić będąc naprawdę obytym lub/i bardzo inteligentnym inaczej ma się tylko tupet, taki gówniarski tupet.