October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 grudnia 2013

Gdy się Chrystus rodzi...

Dziś mamy już Wigilię, jutro Boże Narodzenie. Powinien być to czas radości, pogody ducha, ale czym tu się cieszyć gdy tak mało bliźnich gotowych jest na Narodziny Pana Jezusa? 

Mamy ciekawe czasy w których pogląd głupi jest równoważny lub nawet ważniejszy niż pogląd mądry. A jeśli uważasz inaczej to jest to nazizm, faszyzm i nietolerancja. W połączeniu z powszechną infantylizacją mamy bardzo podatny grunt na hodowlę lewackich bredni.
Umówmy się, że ukończenie przez kogoś osiemnastego roku życia nie jest równoważne w wejściem w dorosłość. Jako taki bardziej dobitny fakt uznałbym posiadanie własnego potomstwa. Nie mówię, że nie ma rozsądnych, bezdzietnych ludzi, lub infantylnych dzieciatych, ale jednostkami zajmować się nie będę.
Często bywa tak, że właśnie pod wpływem pojawienia się dziecka człowiek staje się naprawdę odpowiedzialny. Wcześniej sam jest trochę jak to dziecko, bo żyje dla siebie.
Prostym sposobem na sprawdzenie jak zmienia się myślenie człowieka jest spytanie o pewne kwestie moralności. np. co sądził o danym zagadnieniu jakiś czas temu np. 20lat temu gdy sam był młody i co sądzi dziś o tym samym w stosunku do swojej córki. Nie są to jakieś psychologiczne, czy socjologiczne czary mary i oczywiste jest, że przykładowo dziś czterdziestoletni pan Zdzisław sceptycznie nastawiony jest do swoich pomysłów sprzed ćwierć wieku, zadziwiająco zbieżnych z pomysłami jego latorośli odnoszących się np. do używek czy kontaktów damsko-męskich.
Patrząc na dzisiejszy poziom rozrodczości można śmiało powiedzieć, że dzieci zostały wyeliminowane co w prostej linii doprowadziło do wyeliminowania jednego z poziomów rozwojowych społeczeństwa. Mamy więc społeczeństwo mentalnych nastolatków z tendencją do jeszcze większej infantylizacji. Nie dziwi więc taki poklask dla deprecjonowania autorytetów. Po prostu gówniarz zawsze będzie z autorytetem walczył.
Wyobraźmy sobie, że teraz nastolatka emancypujemy z władzy rodzicielskiej, pozwalamy mu na wszystko i usuwamy środek dyscyplinujący. Jako że to osoba nie do końca odpowiedzialna to rozwój wypadków jest łatwy do przewidzenia. Coś podobnego może nie w jaskrawej wersji stało się nawet z naszym, jakby się wydawało konserwatywnym społeczeństwem. Stąd nie dziwi agresja debili gdy widzą Terlikowskiego lub gdy ktoś zacytuje Pismo Święte.

Tolerancja dziś to przyzwolenie na każdą głupotę, knebel na moralność i kij służący do rugowania jakichkolwiek wartości. Trochę to śmieszne, bo jakby tą tolerancje brać na serio to wypadałoby od "tolerancjonistów" wymagać poszanowania również dla norm tradycyjnych. Przecież tolerancja nie jest tylko dla przeciwników. Chodzi o nowy totalitaryzm infantylizacji, będący wypaczenie pojęcia tolerancji. Żeby nie być gołosłowny to proszę zobaczyć co dzieje się w sejmie wokół krzyża. Ludzie mający na sztandarach tolerancje przeszkadza krzyż. Wyraz "przeszkadza" i "tolerancja" jakoś tak nie przystają do siebie.

Temat dzisiejszego posta jakoś tak mi się nasunął rozmawiając ze znajomymi, którym infantylizm udzielił się w pełnej krasie. Są już na tyle duzi, że mama już im nie zabrania niczego i nie każe a jeszcze nie na tyle dorośli aby wziąć odpowiedzialność za kogoś innego. Doprawdy zabawne jest podpuszczać człowieka, który się uważa za ateistę, deistę, agnostyka czy teistę(w zależności od humoru) czy przypadkiem nie bojkotuje Bożego Narodzenia. Z obserwacji dzieci wiemy, że łatwo przychodzi sprzedanie poglądów za cukierka i tak się z "dorosłymi" też dzieje;) Do kolacji Wigilijnej siądzie, opłatkiem się podzieli, ale o spowiedzi nie pójdzie, bo obraża to jego pychę i gówniarskie poczucie godności.
Na Boże Narodzenie chciałbym życzyć Wam przede wszystkim wystrzegania się przemożnego wpływu infantylizmu, dużo zdrowia i pogody ducha.

wtorek, 12 listopada 2013

Narodowcy będą rządzić

Narodowcy odnieśli sukces na który pracowali od kilku lat. Dziś zbierają tego owoce. Na szczęście nie korzystają na tym tylko oni, ale my wszyscy.
Co prawda jakieś tam zadymy były, ale znowu ich nie było tak dużo a poza tym czy to źle, że skłotersów wyrzucano z meliny? Po pierwsze to z różnych źródeł dobiegają głosy, że to lewactwo zaczęło nawalać mołotowami i wtedy przybył odwet, ale nawet jakby założyć wersję oficjalną, że biedny, lewacki, luźno podchodzący do własności kolektyw, został zaatakowany to nic nie usprawiedliwia rzucania koktajlami mołotowa. Teraz proszę sobie wyobrazić, że kupcy z KDT walą mołotowami w Zubrzyckiego nasłanego przez HGW. Oczywiście szaty rozdzielali by różne Olbrychskie itp. ochlejmordy. Głównym argumentem estabilisz(mentów) był oczywiście fakt, że kupcy zajmują KDT nielegalnie zupełnie jak lewacy na "Przychodni". Żeby tego było mało te antylewackie grupki pragnęły robić porządek za darmo a nie za pensję jak Zubrzycki.

Pewnie nie wszyscy pamiętają, ale początki Marszu były bardzo trudne. Brak pieniędzy na organizację, brak poparcia medialnego, rozdawanie gwizdków przez GW, blokady marszu, niezrozumiałe działania policji, organizowanie kilku marszy w jednym miejscu to są wszystko obiektywne przeszkody z którymi Narodowcom udało się uporać w imponującym stopniu. Dziś zbierają tego żniwo. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi bez zwolenników RM i PiS to doskonały wynik!

Wielu się oburzyło na to, że Marsz to agitacja quasi partyjna i że Narodowcy nie mogą tego robić, bo to święto wszystkich Polaków i nie może być zawłaszczane. No to trochę tak jakby powiedzieć, że Kaczyński zawłaszczył 10 kwietnia... no sorry. Poza tym każdy mógł sobie taki marsz zorganizować i tak cud, że taka szansa leżała na ziemi tyle lat.

Innym sukcesem Narodowców jest wyparcie niemal całkowite lewackiego elementu, który w tym roku postanowił rękawic nie podejmować, bo i po co się narażać na śmieszność.

Bronisław "bul" Komorowski oczywiście do pojedynku się zgłosił, bo śmieszności się nie boi. Poza tym sypie się cała lewicowa koncepcja patriotyzmu bez patriotyzmu gdzie patriotyzm to sprzątanie psich kup itp. bzdety. Dziś dzięki temu jesteśmy w nieporównywalnie lepszej sytuacji jak jeszcze do niedawna i to nie dzięki PiSowi a właśnie Ruchowi Narodowemu.

Narodowcy są może i radykalni, ale nie wszystko da się załatwić łagodnie. Wielu tego dziś nie rozumie, ale w wielu sprawach lewactwo zdobędzie w najbliższych latach pole. Polit-poprawność może stać się tak nieznośna jak na zachodzie i jedynym obrońcą normalności mogą stać się właśnie oni. Zaryzykuję nawet tezę, że to za kilka lat będą oprócz PiSu lub tego co z niego zostanie i jakieś partii władzy na wzór TuskoMillera rozdawać karty Ruch Narodowy i Sierakowski z Krytyką.


Ciekawe materiały odnośnie samego Marszu będą pojawiały się na moim fejsbukowym koncie teoriazycia i teoriazycia.tv

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Chciałbym chwilkę przystanąć nad istotą Świąt Bożego Narodzenia. Ponarzekać trochę, ale też i życzyć wszystkiego dobrego.

Jak sama nazwa świąt wskazuje w Święta Bożego Narodzenia obchodzimy właśnie na pamiątkę narodzenia Jezusa Chrystusa. Coraz częściej ten fakt umyka ludziom i na to wpływ ma kilka rzeczy.
Nie wiem na ile celowo w naszym dyskursie mówi się o samych "Świętach" a na ile z lenistwa objawiającego się w niewymienianiu całej frazy?

Innym takim osobliwym dowodem niezrozumienia istoty Świąt Bożego Narodzenia jest mówienie o "magi świąt". Co prawda fakt zejścia Boga na Ziemie i przemienienie się w człowieka (a nie odwrotnie jak sugeruje to Prof. Hartman) było zjawiskiem nadprzyrodzonym, ale używanie(co prawda synonimu) magiczny jest jednak w mojej ocenie deprecjonujące i stawiające Cud Narodzin Pańskich obok okultyzmu i pogańskich czarów.
O ile na użycie słowa magiczny możemy się jeszcze zgodzić, bo nie każdy bierze wszystko tak dosłownie jak ja, to z żalem trzeba pochylić się nad potocznym sformułowaniem "Magii Świąt". Otóż nie wiem czy wiecie, ale wiele osób jako magię świąt uznają: Uwaga, Uwaga!!  śnieg za oknem, zapach pierników i choinkę. Nie wiem co jest nadprzyrodzonego w śniegu za oknem? Może dla ekologów z Greenpeace tak, bo oni tam wierzą w to, że klimat się w niewyobrażalnie szybkim tempie ociepla, ale spokojnie, to kwestia nie lat a tysięcy, jak dobrze pójdzie oczywiście;).
W przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia przeszkadza w oczywisty sposób libertynizm. W czasie gdy człowiekowi obiecuje się coraz więcej przywilejów bez dodatkowej liczby obowiązków, dusza ludzka raczej się nie hartuje.
 Wielu magię świąt kojarzy z dzieciństwa, kiedy to faktycznie dziecko mimo nikłego zrozumienia istoty miało lepsze warunki do "przeżywania" niż to samo dziecko w wieku dorosłym. Chodzi o to, że dziecko nie za bardzo ma dostęp do dozownika uciech. Rodzic na ogół wie, że od nadmiaru może się w głowie przewrócić,  dlatego też raczej dziecku nie folguje zbytnio, więc i atmosfera oczekiwania na ucztę u dziecka jest spora. Co innego u rodzica, który to dziecko może i dobrze wychowuje, ale sobie najczęściej popuszcza. Inna sprawa to dziecko ma znacznie więcej czasu niż dorosły. Człowiek, który nie zatrzyma się trochę w adwent, nie pości i z biegu wejdzie w Święta, zje tą samą a może trochę droższą szynkę tej magii(nawet tej dziecinnej- śnieg,mandarynki, choinka) nie poczuje.

Przez ten pryzmat rozumiem już lepiej tą platoniczną miłość do Donka i jego partii, bo to on właśnie pomaga Nam pościć co dnia, przejmując ten "dozownik uciech" deprecjonując nas przy tym do roli właśnie tych małych dzieci, co dla mnie jest perspektywą odpychającą, ale pewnie nie dla tych wszystkich  śniących o "magii świąt". Dodatkowo jest jeden szkopuł, bo oprócz postu, trzeba "dzień święty święcić". Co przekłada się na syto obstawiony stół wigilijny a później świąteczny, o czym Nasz narodowy dozownik zdaje się zapominać;(

Na koniec życzenia: Dużo zdrowia kochani, abyście nie musieli odwiedzać zbankrutowanej służby zdrowia, suto zostawionych stołów, abyście mogli dzień święty święcić, no i przede wszystkim żebyście zjednoczeni z Bogiem mogli żywo przeżywać Cud Jego Narodzin.


sobota, 24 grudnia 2011

Post zwykły i wigilijny.


Wielu nam współczesnych nie rozumie roli postu w życiu człowieka. Winny jest konsumpcjonizm i brak posłuchu dla tradycji i zasad.

Zacznijmy od tego, że zaspokojenie żądz cielesnych człowieka jest niemożliwe. Oczywiście można próbować konsumować więcej i więcej, ale do niczego dobrego to nie prowadzi. Z pomocą, więc przychodzi nam post. Post nie tylko oczyszcza umysł, ale i zwiększa satysfakcje z przyszłej konsumpcji, prowadzi też to szybszego i pełniejszego nasycenia. Dodatkowo wpływa na sumienność, pracowitość i pokorność.
To jest oczywista, oczywistość, ale jakoś nie każdy to rozumie. Więc jeśli odwiedzają tego bloga jakieś lewaki to niech chwilę pomyślą. Jeśli człowiek jest wyposzczony(wiem, że wam się tylko z jednym ten przymiotnik kojarzy) to później ma lepsze wiadomo co;).

Post generalnie świetnie wpisuje się w cykliczność życia człowieka. Post sprawia, że człowiek wyzwala się ze zniewolenia dóbr cielesnych. Człowiek poszczący nie odczuwa potrzeby pogoni za nowym gadżetem, czy dobrem innego rodzaju. Taki człowiek potrafi radować się, pozornie mniejszymi rzeczami. Gdy człowiek zwolni już tą pogoń za kasą, potrafi dostrzec rzeczy na prawdę ważne.

Post jest dziś tak silnie rugowany ze względu na wszechogarniający konsumpcjonizm. W konsumpcjonizmie ważne są tylko słupki sprzedaży, produkcji, PKB itp. W interesie producentów nie jest to, aby sprzedawać innemu człowiekowi to co go faktycznie zadowoli, tylko co będzie mu dawało chwilową ułudę. Najlepiej jeszcze jakby produkt ten jeszcze uzależniał. Chodzi o forsę nic więcej. Przykład ten wskazuje też na to, że zniewolenie żądzą zysku a co w dalszej kolejności konsumpcji, zarażać próbują producenci konsumentów.
W konsekwencji człowiek zostaje zredukowany do niewolnika, który ma bezrefleksyjnie pracować->pochłaniać->pracować->pochłaniać->pracować->pochłaniać.

Dlatego też uważam, że nakaż przestrzegania postu przez KK nie jest próbą zniewolenia, ograniczenia Nas, tylko wyzwolenia. Ilość postu wyznaczonego przez Kościół jest optymalna i określona na podstawie wielu wieków obserwacji biologicznego cyklu człowiek, więc nie próbujmy być on nich mądrzejsi. Ten jeden dzień w tygodniu, cztery tygodnie przez Bożym Narodzeniem i czterdzieści dni przez Wielkanocą to nie jest tak wiele a pozwala na pełniejsze przeżywanie świąt, na prawdę poprawia satysfakcję z życia.

Dlatego też chciałbym dziś Wam życzyć: Wyzwolenia z materializmu, satysfakcji z egzystencji, spokoju ducha i wyciszenia się chociażby w te Święta.

poniedziałek, 31 października 2011

Dzień Wszystkich Świętych.


Wszystkich Świętych jest dniem refleksji nad śmiercią i przemijaniem. Dniem w którym powinniśmy odwiedzić groby bliskich, rodziny i ludzi którzy walczyli za wolność Ojczyzny.

W dzisiejszym świecie sukcesywnie wypiera się śmierć, cierpienie, starość z umysłów ludzkich. Młodzi nie chcą dopuszczać do siebie myśli, że gdy zaczną się starzeć zaczną chorować, cierpień. Gdy młodego człowieka coś boli to boli krótko, góra parę dni i po problemie, tylko, że z wiekiem boli coraz dłużej i mocniej, w końcu boleć nie przestaje wcale, sił coraz mniej, wzrok i coraz bardziej niewydolny w uszach zaczyna świszczeć. Młody człowiek nawet nie chce o tym myśleć, u niego ma być wszystko zawsze git. Jak już wielokrotnie wspominałem, nasz "młody wykształcony.." chciałby, się tylko nażreć, poruchać i posiedzieć na fejsie. Nie dopuszcza myśli, że znajomi z fejsa, będą coraz częściej odchodzić z tego świata, ruchanie bez niebieskiej tabletki będzie niemożliwe a zjedzenie czegokolwiek bez środka na pobudzenie apetytu będzie katorgą. W wyniku braku refleksji nad przemijaniem ranga jutrzejszego święta jest pomniejszana.

Innym czynnikiem wpływającym na niechęć do obchodzenia 1 listopada jest lenistwo. Tak lenistwo. I tu nie chodzi o takie zwykłe: "nie pójdę na groby, bo mogę iść w każdy inny dzień" tylko takie znacznie głębsze. W dobie informatyzacji, kiedy to nawet zakupy spożywcze można zrobić przez internet, wycieczka na cmentarz jest nie lada wyprawą.
Jeszcze innym czynnikiem, który będzie niszczył tradycję obchodzenia dnia Wszystkich Świętych jest skąpstwo. I nie chodzi już o przyżydzenie na zniczach, tylko na całych pomnikach. Jak wynika z sondażów coraz więcej ludzi ceni sobie bardziej kremację niż pochówek tradycyjny. Myślę, że taka zmiana poglądowa wynika właśnie z tego skąpstwa i lenistwa niejednocześnie. Kremacja jest znacznie tańsza niż pochówek tradycyjny a przy tym nie trzeba się nigdzie fatygować, dbać, kupować kwiatów i w ogóle gites. Inną sprawą jest, że po redukcji zasiłku pogrzebowego przez Tuska, zakup pomnika może być poza zasięgiem niższej warstwy społeczeństwa. Warto zauważyć, że spotkanie na grobach 1 listopada związane jest z Mszą Świętą, która się wtedy odbywa. Takie zgromadzenia wiernych muszą lewusów niemiłosiernie rozsierdzać. Dlatego też już nawet można przeczytać, że "za granicą" "na zachodzie" pomniki są passe a obecny "trynd" to kremacja. Żeby było śmieszniej to ta kremacja najpopularniejsza jest u Niemców, którzy ten typ "pochówku" testowali już jakiś czas temu na szerszą skalę z tym, że początkowo nie na swoim narodzie.
Część osób chce swoje ciało oddać dla "dobra" nauki np. dla studenciaków z medycyny. Brzmi to trochę śmiesznie, bo dziś nie jest to tak istotna "pomoc naukowa" jak kiedyś. Ale dlaczego tylko dla dobra nauki? Czemu nie np. dla dobra przemysłu kosmetycznego?
Gdyby przypadkiem udało się naszym lewuskom przemianować ten dzień na świecki może można by było jak za starych, dobrych czasów rozegnać te nielegalne zbiegowisko.
Alienacja społeczeństwa rozwija się po myśli tych całych postępowców. Takich okazji do spotkań ludzi jest coraz mniej i właśnie dlatego, nawet jak nam się nie chce oglądać mordy sąsiada na cmentarzu, czy może wkurwia nas rodzina, powinniśmy się na ten cmentarz wybrać i pokazać, że jesteśmy jednością, nie tylko w Narodzie, ale i w Bogu.

wtorek, 28 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach.

Minęły nam właśnie Święta Bożego Narodzenia. Tradycja obchodzenia tych świąt jest bardzo silna, tak silna, że nawet obchodzą je ludzie których ciężko by było o to podejrzewać. Nic by mnie nawet taka hipokryzja nie obchodziła gdyby nie fakt istnienia pewnych grup wtrącających się nam do Bożego Narodzenia. Niech już sobie świętują co tam chcą, jeśli im Boże Narodzenie nie odpowiada, ale niech cię nie wtrącają w obrządki chrześcijan.



Wielu też próbuje maksymalnie zlaicyzować ten szczególny okres nazywając go po prostu świętami, tak aby się z Bożym Narodzeniem nie kojarzyło. Jeszcze inni próbują atakować tradycyjne sposoby świętowania i symbole.
Pewnej grupie lewaków nie spodobało się, że Polacy na święta zabijają karpie. Przecież to takie niehumanitarne, bo trzeba tego karpia w ciasnym kontenerze przetransportować później w nieludzkich warunkach trzymać w markecie z którego zabierze go jakiś moher w reklamówce, wrzuci na chwile do wanny a następnie zamorduje, tłukąc młotkiem i nożem.
Aż dziw bierze, że to ta sama grupa, która jawnie opowiada się za mordowaniem dzieci nienarodzonych. Jak powszechnie wiadomo wśród lewaków-ateistów nie ma rozróżnienia jakościowego między człowiekiem a zwierzęciem. Z tego można wnioskować, że chcą się w ten sposób wywinąć od odpowiedzialności za mordy na nienarodzonych, przecież "wszyscy jesteśmy mordercami" my co prawda mordujemy dzieci i starców a wy karpie więc jest po równo. A może coś więcej?, bo znając praktykę komunistyczną z której to dzisiejsi lewacy czerpią pełnymi garściami możemy spodziewać się najgorszego. Jak widać grunt jest już szykowany.
Niedawno, bo 11 listopada na ulicach Warszawy pojawiała się banda antyfaszystów samozwańców, którzy to walczyli z rzekomymi faszystami. Nauczeni tym doświadczeniem możemy się spodziewać pogromów przeciwko np. katolickiej sekcie, czy zaściankowymi prymitywom.

Przesadzam? Zapraszam do kolejnego filmiku.



W tym filmie ogromnym zagrożeniem dla cywilizacji i chuj wie czego jeszcze jest choinka. Ale tak poważnie to w tym filmik gra w trochę inną nutę, bo bardziej uderza w symbol. Nie chodzi tu może o niehumanitarne traktowanie drzewka(chociaż po obejrzeniu trzeciego filmiku nie jestem pewien), tylko przedstawienie strojenia choinki jako coś prześmiewczego. W tym celu umieszczenie kolesia z piwnym brzuchem ubranego w sweterek ala Kononowicz nasuwa jednoznaczne skojarzenia.



W tej części autor sugeruje, żeby wrażliwy widz przestawił się na chemosyntezę ewentualnie fotosyntezę. Autor zmierzył się tutaj z przedstawieniem dramatu umierania szczawu. Ogólnie mówiąc nic ciekawego, ale końcówka utworu tłumaczy nam już wiele, a w niej znajdujemy cytat z Marksa, dzięki czemu wiemy jakiej grupie możemy przypisać cała trylogię.
Tak, więc bądźcie bardziej czujni na bzdety.

czwartek, 23 grudnia 2010

Reforma kalendarza i jesienna ofensywa legislacyjna.

Jak dobrze wiecie mamy już drugi dzień zimy a co za tym idzie skończyła się kalendarzowa jesień. Ale gdzie ta jesienna ofensywa legislacyjna, którą zapowiadał Tusk?? Jedyne co pamiętam to uchwałę w sprawie dopalaczy.

Ale chwila, chwila może jesień się jeszcze nie skończyła. Jak donosi dziennikarz pyta.pl w tym roku sylwester będzie dopiero 13 stycznia, czyli dwa tygodnie później. Jeśli sylwestra przesuwamy to pewnie początek zimy też i w tym miejscu właśnie znajdujemy lukę na wyżej wspomnianą ofensywę legislacyjną. Ofensywa będzie jak najbardziej, przecież Donald powiedział, że będzie jesienią to będzie.

Według starego kalendarza jutro powinna być Wigilia Świąt Bożego Narodzenia, ale jakoś nie orientuje się w tym nowym. Może ten kalendarz Tuskowy jest przejściowy miedzy Gregoriańskim z naszymi świętami a tym nowym od Komisji Europejskiej http://fronda.pl/news/czytaj/halloween_i_walentynki_ale_bez_bozego_narodzenia_nowy_europejski
Niestety w tym nowym próżno szukać Bożego Narodzenia (Komisja Europejska wydała kalendarz dla gimnazjalistów z wszystkich krajów UE. Zaznaczono w nim datę Halloween i walentynki, ale Świąt Bożego Narodzenia i innych religijnych świąt już nie. W Polsce kalendarz pozytywnie zaopiniował MEN i objął go swym patronatem.)
Ale ja na wszelki wypadek złoże wam życzenia:

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Urodziny bloga!!!


Właśnie rok temu ukazał się pierwszy tekst na witrynie http://teoriazycia.blogspot.com/. Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do rozwoju tego bloga w szczególności Stiviemu i Maverickowi. Podczas tego roku napisałem łącznie z dzisiejszym 99 postów, wiec zaraz szykuje się kolejny jubileusz, na który to przygotuje coś ekstra. Jestem zadowolony z tego roku w blogosferze, ale chciałbym, więcej, dlatego zmienię trochę kurs. Będę bardziej pisał o tym o czym ludzie chcą czytać, oczywiście nie obędzie się bez moich charakterystycznych przemyśleń, ale więcej będzie tu dla was. Przez ostatnie dwa miesiące analizowałem statystyki bloga i okazało się, że potrzebujecie jednak trochę innych treści. Zmieniam też szablon bloga.
Jeśli macie jakieś propozycje co do tematyki lub innych elementów bloga, z cała powagą je rozwarze.
Dziękuje za miło spędzony czas i życzę sobie, żebyśmy spotkali się za rok, na kolejnym jubileuszu już w znacznie szerszym gronie.

wtorek, 9 marca 2010

8 marca

Co prawda życzenia spóźnione, ale za to szczere;)



Niestety teraz muszę zniszczyć tą wspaniała atmosferę stworzoną przez Krzysztofa.
Będąc jeszcze pod wpływem ostatniego wpisu chciałbym rozwiać kolejny mit. Tym razem będzie to mit dyskryminacji kobiet. Akurat fajnie, że to teraz poruszam ten temat, bo jako przedstawiciel męskiej części populacji czuję się dyskryminowany z powodu braku dnia mężczyzn jako oficjalnego święta. Kiedyś to mogłem mieć na to wyjebane, bo był dzień dziecka, później nawet dzień chłopca dla niepoznaki nazywany dniem chłopaka, żebyśmy czuli się bardziej dorośli. Co prawda można jeszcze obchodzić dzień ojca, ale jakoś nie śpieszy mi się do tego a poza tym to i tak w kalendarzu jest dzień matki, więc nie czułbym się wyróżniony, ale może do tego czasu coś spece wymyślą. Trzeba mieć nadzieje. Zawsze zostaje też dzień dziadka.

A o czym to ja miałem mówić? A tak, otóż utarło się przekonanie, że kobiety są dyskryminowane w pracy. Niektórzy "eksperci" przytaczają dane statystyczne z których jasno wynika, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają czasem nawet i o 1/3 mniej niż mężczyźni, co jest oczywiście nieformalną zmową mężczyzn przeciwko kobietom. A teraz zejdźmy może na ziemie. Załóżmy, że jesteśmy właścicielami firmy, która to oprócz z horrendalnymi podatkami, musi się zmagać z konkurencją. Dla dobra firmy oczywiście zatrudniłbym same kobiety, żeby mieć niższe koszty pracownicze niż inni a to stwarzałoby sporą przewagę nad konkurentami.
Tak więc gdy odrzuciliśmy dyskryminację jako motyw przewodni, zajmijmy się innymi możliwościami.
Pierwsza to możliwe, że kobiety nie są wcale dyskryminowane i nie zarabiają mniej.
Druga to, że kobiety nie pracują jednak tak dobrze jak mężczyźni i nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia płacenia takiej samej pensji.
Szczególnie pozdrawiam w tym miejscu feministki wojujące.

czwartek, 31 grudnia 2009

jak spędzić sylwestra i trochę podsumowań.


Polacy w obchodzeniu sylwestra i nowego roku są raczej tradycjonalistami. Niezmiennie od lat królują prywatki. Głównym aspektem przemawiającym za popularnością tego typu celebrowania wyżej wspomnianych świąt jest stosunkowo niski koszt pieniężny, który trzeba ponieść na zorganizowanie tego typu przedsięwzięcia.
A że odbywa się to w domu któregoś z uczestników to koszt sali jest już załatwiony.
Dalej alkohol kupiony w okolicznym monopolowym cenowo jest bezkonkurencyjny dla np. zakupionego w klubie, bądź dyskotece.
Kolejnym często pomijanym aspektem wyższości prywatki nad innymi sposobami obchodzenia sylwestra jest fakt, że podczas prywatki możesz nawalić się jak Messerschmitt i nie martwić się o sprawy organizacyjne typu: jak wrócę do domu i czy na pewno nie zarzygałem sali. Przecież nocować możemy u organizatora. Poza tym na prywatne znajdują się osoby dobrze nam znane. Prywatka jest, więc najlepszym sposobem obchodzenia sylwestra.

Wyróżnić można jeszcze inne odmiany obchodzenia sylwestra np. wynajęcie sali ze znajomymi i zorganizowanie sobie coś na kształt prywatki. Do plusów można oczywiście zliczyć ograniczenie towarzystwa do naszych znajomych i duża przestrzeń, której może brakować podczas prywatki. Minusami są oczywiście koszty wynajęcia sali i obowiązek wyniesienia się po skończonej imprezie.
Ten typ celebrowania uroczystości polecamy osobą młodym, które to nagle dowiedziały się, że rodzice jednak nigdzie nie wychodzą.

trzecim sposób to wyprawa do dyskoteki lub klubu. Ten typ imprezy nie jest już tak atrakcyjny jak dwa wyżej, ale jeśli nie przeszkadza Ci ścisk i obecność całkowicie ci obcych osób to jakoś wytrzymasz. Do plusów takiego spędzania sylwestra można zaliczyć stosunkowo niskie koszty, zbliżone do tych z prywatki, na dodatek nie musisz się jakoś oficjalnie ubierać, ale za to nie możesz się najebać jak szmata, bo cię okradną, bądź zamarzniesz. Ten typ zachowania dedykowany też jest dla ludzi młodych, którzy nie zostali zaproszeni na obchodzenie sylwestra na prywatce lub sali.

Czwarty sposób to wybranie się na bal sylwestrowy. Bal sylwestrowy jest w pewnym sensie podobny do rozwiązania drugiego z tą różnicą, że przychodzi tam wiele osób nam nieznanych, ale wszyscy to raczej ludzie kulturalni, więc nie powinniśmy się niepokoić. Sporym minusem tego rozwiązania są horrendalne koszty wstępu na taką imprezę, ale za to mamy zapewniony pełen profesjonalizm. Do minusów zaliczmy jeszcze potrzeba występowania w oficjalnym, niezbyt wygodnym stroju. Plusem jest fakty, że oprócz stroju nic nas nie obchodzi, nic nie organizujemy i nie ryzykujemy, że znajomi wysadzą nam dom w powietrze. Te rozwiązanie jest kierowane do osób raczej starszy, z zasobnym portfelem i nie mających czasu na przygotowywania.

Pewna część plebejuszy mogła by mi wytknąć pominięcie najpopularniejszego sposobu obchodzenia Sylwestra, czyli Sylwestra z jedynką. Sylwester z jedynką to nie obchodzenie sylwestra, tylko jego bojkot.

A teraz część bardziej oficjalna

Koniec roku to tradycyjnie czas podsumowań i nowych postanowień. my w tym miejscu oryginalni nie będziemy.
Na tym blogu zaczęliśmy pracę pod koniec czerwca a blog ruszył z kopyta we wrześniu.
Do dnia dzisiejszego napisaliśmy 60 postów. Mamy nadzieje, że w roku 2010 ten wynik utrzymamy a nawet poprawimy.
Podczas rozpoczynania pracy w założeniu mieliśmy, że będziemy rozwiązywać problemy natury filozoficznej i egzystencjalnej, natomiast nie mieliśmy pojęcia, że będzie tu tak dużo polityki. Nie wiedzieliśmy, że będziemy musieli się użerać z feministkami i innymi lewakami. Być może to nawet lepiej, bo świadczy o elastyczności naszej ekipy.
Dobra, dobra koniec już tych rozważań, bo jak za dużo obiecamy to na pewno nie dotrzymamy a chcielibyśmy uchodzić za ludzi słownych. A teraz życzenia.

Życzę wam w nowym roku zrealizowania wszystkich założonych celów w stopniu co najmniej zadowalającym i motywacji do poprawy jakości życia we wszystkich dziedzinach.

wtorek, 22 grudnia 2009

Nieszczęsne parytety.


Wczoraj u Tomasza Lisa spotkali się Stefan Niesiołowski i Kazimiera Szczuka. Rozmawiali właśnie o tych nieszczęsnych parytetach. Otóż okazało się, że feministki i grupa pożytecznych idiotów zebrała ponad 100 tys.(ponoć nawet 128) podpisów w sprawie deformacji demokracji, w wyniku zastąpienia sprawiedliwości normalnej, sprawiedliwością społeczną.
Normalnie sprawę tą bym olał, bo i po co rozmawiać o pierdołach(bo ustawa i tak nie przejdzie). Ponoć była to niebywała mobilizacja niczym pospolite ruszenie. I w tym momencie nie wytrzymałem i zdecydowałem się zabrać głos w tej sprawie. Otóż, kurwa wiem jak te głosy były zbierane. Ludzie odpowiedzialni za zbieranie głosów to nie byli żadni wolontariusze, ludzie działający w dobrej wierze i w przeświadczeniu o słuszności swojego postępowania tylko ludzie opłaceni. Tak opłaceni.
Siedzę sobie jakby nigdy nic z przyjaciółmi w akademiku i naglę słyszę pukanie do drzwi. Na to my -proszę.
Wbija jakiś koleś i mówi: taka sprawa jest, zbieram podpisy za tym aby w sejmie było więcej kobiet. Im więcej podpisów zbiorę tym więcej kasy dostane. Oczywiście chodziło o skierowanie sprawy o zagwarantowanie pewnej ilości miejsc w sejmie właśnie kobietą. W ramach sprawiedliwości społecznej.
Oczywiście nie podpisaliśmy i koledze podziękowaliśmy. Oczywiście zawsze byłem przeciwko parytetom, ale po tym zdarzeniu utwierdziłem się w tym przekonaniu.
Bo otóż jeśli by była to naprawdę słuszna sprawa, to ludzie by to poparli a wolontariusze sami by się znaleźli bez szastania im sakiewką przed głową. Do czynienia rzeczy słusznych na pewno nie jest potrzebna kasa, tylko dobre chęci. A wydawanie na coś kasy traktujemy jako inwestycję, więc jeśli ktoś dał na to kasę to pewnie liczy na jakieś profity w przyszłości. Tak więc ta sprawa śmierdzi na kilometr.
A wracając do bohaterów debaty u lisa to Niesiołowski bez trudu rozgromił Szczukę.
A wyglądało to tak.
http://www.tomaszlisnazywo.pl/lis_tv/252,odcinek_74_programu_21122009.html#
cz.3 i 4
W sumie to ze wszystkim co powiedział Niesiołowski się zgadzam, może poza przykładami kobiet w polskim sejmie, jakie podawał Niesiołowski. Cała argumentacja trzymała się kupy w przeciwieństwie do argumentacji boskiej Kazimiery, która posiłkowała się populizmem. Próbując najpierw wyzywać Stefana Niesiołowskiego od rasistów, gdy ten przytoczył prawdopodobne skutki stosowania parytetów. Później coś bredziła o rozwoju demokracji, że w bardziej rozwiniętych demokracjach takie parytety są i to się sprawdza, że w Europie, że w cywilizowanym okrutnie a nawet nieprzyzwoicie, bogatym zachodzie tak właśnie mają.
Dobra nawet gdyby tak było, że rozwój cywilizacji zależałby od ilości kobiet na wysokich stanowiskach(oczywiście się z tym nie zgadzam,ale tak załóżmy), to mogę to porównać do oceny rozwoju dziecka na podstawie jego wielkości obuwia. Wiadomo, czym większe(bardziej rozwinięte) dziecko tym większe buty. Rozmiar butów w tym miejscu symbolizuje ilość kobiet np. w sejmie, to ubieranie większych butów nie sprawi, że te dziecko zacznie się szybciej rozwijać. Przecież to absurd!
No, ale w lewackiej retoryce nie chodzi o logikę tylko o sofizmaty. W tym miejscu Kazimiera wyciąga asa z rękawa, czyli jeszcze dość silne kompleksy Polaków względem zachodu(bo będą się z nas śmiać). Wałkowała tą bzdurę, że na zachodzie tak jest to u nas też tak ma być. Jeśli się nie mylę to chyba ze 4 razy użyła tego argumentu, więc w końcu Niesiołowski ją zgasił kontrargumentem, że to w Rwandzie jest przecież najwięcej kobiet w parlamencie. Argument o korelacji rozwoju demokracji a ilością kobiet w sejmie się posypał, więc Kazia znowu coś zaczęła bredzić o rasizmie.

Zostawmy już politykę w spokoju. Niedługo Święta Bożego Narodzenia, więc chciałem wam życzyć na ten czas:
wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i radości.

wtorek, 17 listopada 2009

Idą Święta.

Z okazji nadchodzących świąt, wpadł mi do głowy pomysł aby bloga trochę udekorować. W końcu już 17 listopada. W sumie to wszyscy do boju ruszają już 2 listopada, bo przed Wszystkimi Świętymi jakoś nie wypada. Brak śniegu w tym roku start kampanii reklamowych trochę opóźnił(śnieg był, ale w październiku a to falstart). Już chyba tradycyjnie pierwsza do boju rusza Coca Cola ze swoją ciężarówką.


Początkowo nasz sztab miał problem z koncepcją designu strony. Stwierdziliśmy, że najbardziej optymalnym rozwiązaniem, będzie zastosowanie prostych rozwiązań(w myśl zasady geniusz tkwi w prostocie).

A że nie mieliśmy pomysłu stwierdziliśmy, że może wyjdziemy z biura(na świeżym powietrzu lepiej się myśli). Niestety jednak i to nic nie dawało. Powiedziałem więc: podawajcie nawet głupie pomysły. Takowych również nie było, więc ja się poczułem zobligowany do działania. Pomyślałem głupie pomysły rodzą się po alkoholu, więc poszliśmy po piwo.

Po spożyciu pewnej ilości zapasów nabytych w pobliskim monopolowym powtórzyłem założenia którymi kierowaliśmy się na początku, czyli coś prostego a zarazem wyrazistego. Padła propozycja to może choinka. Powiedziałem: ok, ale skąd teraz choinka i bombki. Odpowiedź padała taka: bombkę to my mamy Panie szefie a choinkę to się znajdzie.

Po spożyciu reszty trunków załączyła nam się kreatywność i zrobiliśmy choinkę z tego co mieliśmy, czyli z puszek po piwie, pobliskiego kasztana i reklamówki.

A wyszło nam tak:






Po zrealizowaniu tego trudnego zadania dowiedziałem się, że ktoś zorganizował konkurencyjny projekt. Poszukałem tu i ówdzie i dowiedziałem się, że neonaziści też sobie zrobili choinkę. Też taka trochę nietypowa.

link Jupiterimages