October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retoryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retoryka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lutego 2013

Krótki kurs samoobrony intelektualnej- Normand Baillargeon


O książkach za dużo tu nie pisałem. Krótki kurs samoobrony intelektualnej porywającą lekturą nie jest, ale dla początkującego może być przydatna.

Książka pisana językiem aż nadto prostym. Dla osoby która liznęła tematu nie wnosi nic, ale za to poprawnie napisana. Są też liczne przykłady, pozwalające zrozumieć o co chodzi.

Z książki dowiadujemy się, że można opowiedzieć dowolną bzdurę jeśli ubierzemy ją w ładne słowa, często obce lub trudne, dodając do tego odpowiednią dykcje.

Zaciekawił mnie w książce fragment o żargonie. Zaciekawił mnie dlatego, bo to pierwsza rzecz w tej książce, której jeszcze nigdzie nie czytałem, ale się już wielokrotnie spotkałem w życiu codziennym i przemyślałem.

Otóż często bywa tak, że wykładowca akademicki, nauczyciel czy ktoś inny używa fachowego języka, żeby ukryć swoją niekompetencje. Oczywiście na pewnym poziomie ciężko jest dyskutować bez specjalistycznych haseł, ale każdy fachowiec powinien umieć przetłumaczyć to co powiedział na ludzki język laikowi, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Często bywa tak, że ludzie niedokształceni posługując się fachowymi terminami, ponieważ zamiast zrozumieć o czym się uczą po prostu wkuwali na blachę.  Zresztą dla kompletnego laika bełkot od mowy fachowej jest nierozróżnialny.

Używanie dużej liczby trudnej terminologi służyć może podwyższeniu prestiżu naszej wypowiedzi. Po postu wtedy brzmimy mądrzej lub żeby truizm sprzedać jako niezwykle wyszukane przemyślenie.

Mi osobiście szeroki zasób słownika często służy do spławiania idiotów. Po prostu uważam, że debilowi nie da się wytłumaczyć, że jest debilem. Wystarczy ubrać twierdzenie w ładniejsze słowa i problem z głowy. Najlepiej używać terminologi, której nasz szanowny adwersarz nie znajdzie w wikipedii. W 99% taki geniusz kapituluje.

A wracając do meritum, to książkę polecam raczej ludziom młodym którzy nie mieli styczności z trudniejszymi dziełami. Jest tu trochę metodologii naukowej, trochę retoryki i logiki. Zresztą tu są zebrane wszystkie podstawy, których trzeba byłoby szukać po kilkunastu książkach.

niedziela, 5 września 2010

O dyskusjach raz jeszcze.

Ludzie rozmawiają, dyskutują, dzielą się informacjami codziennie. Można więc rzec, że dla człowieka konwersacja jest czymś naturalnym. Ale czy na pewno wiemy jak dyskutować?
Otóż okazuje się, że nie wiemy. Przekonuję się na każdym kroku. Już mniejsza o erudycje, dialektykę czy retorykę, bo to przeciętnie dla nas ludzi współczesnych za trudne. Chodzi mi o takie same podstawy dyskusji.
Na początek trzeba sformułować o co toczy się spór.
następnie wygłosić tezę i wysłuchać tezy drugiego rozmówcy.
następnie przechodzimy do argumentacji swojej tezy, ewentualnie dodaje kontrargumenty.
teraz ocenia się racje, dochodzi do konsensusu i cześć.
Wydaje się proste, ale często obserwuje dyskusje w których nie ma nawet tezy, lub teza jest zmienna. Często też jedynym kontrargumentem jest teza. Bardzo zła manierą spotykaną głównie u ludzi mało inteligentnych jest Argumentum ad personam .Łatwo stwierdzić, że używanie argumentum ad personam jest najłatwiejszym sposobem sprowokowania bójki.
Żyjemy też w czasach kiedy to ani nie umiemy ani nie mamy czasu na debaty w stylu antycznej Grecji, więc bardzo pomocne będzie zastosowanie zasad dobrego stylu, czyli:
jasność, prostota, zwięzłość i jed­nolitość.
Jasność stylu
- takie ukształtowanie treści wypowie­dzi, które zapewnia zrozumiałość tekstu dla zakładanego odbiorcy. Przy wybo­rze środków językowych nadawca musi się więc liczyć z możliwościami percepcyjnymi adresata wypowiedzi, z jego znajomością słownictwa określonego typu.
Z tym akurat nie ma problemu, bo jakoś tak jest, że murarz po zawodówce kumpluje się z innym murarzem po zawodówce.
Prostota zakłada dobór elementów leksykalnych najbardziej natural­nych w danym typie wypowiedzi, a więc np. nieużywanie wyrazów o charakterze oficjalnym w sytuacji prywatnej, nienadużywanie wyrazów erudycyjnych (zwła­szcza zaś zapożyczonych i abstrakcyjnych), a także stosowanie możliwie prostej składni.
To jest bardzo ważne, bo za każdym razem gdy słyszę osobę delikatnie mówiąc mało elokwentną używającą wyrazów których nie rozumie to mnie krew zalewa. Np. jak słyszę słowo bagatela to już wiem, że ktoś użył go błędnie (http://teoriazycia.blogspot.com/2010/02/rola-znaczenia-sow-w-wypowiedzi.html)
Zwięzłość polega na unikaniu elementów językowych niepotrzebnych w danej wypowiedzi, niepełniących w niej żadnej jasnej funkcji.
Jednolitość stylu wypowiedzi polega na tym, że wszystkie jej składniki (wyrazy, związki frazeologiczne, dłuższe sformułowania) pochodzą z tej samej odmiany gatunkowej wypowiedzi. Naruszeniem jednolitości stylu jest umiesz­czanie obok siebie w jednym tekście wyrazów z różnych odmian polszczyzny, na przykład potocznych i książkowych.
Co prawda nie przestrzegam zaleceń tego punktu, bo i nie muszę, ponieważ używam stylu publicystycznego.
Podobny tekst: dyskusja z debilem

poniedziałek, 19 października 2009

Dlaczego mówimy nie mając nic do powiedzenia ?


Znakomita większość ludzi nie posługuje się swoimi argumentami, tylko z skądś zaczerpniętymi opiniami. Równie często ludzie mylą fakty z opiniami. Opinie są subiektywne już w swej naturze a fakty są kwintesencją obiektywizmu. Jak wiemy opinia nie jest faktem, nie jest nawet wnioskiem. Wnioski wyciągamy na podstawie obserwacji podobnie jak obserwuje się fakty, ale fakty są pewne na 100% a obserwacja jest co najwyżej wiernym odzwierciedleniem faktów. Na samym końcu plasuje się opinia. Uwaga! Opinia nie musi być oparta nawet o relacje świadków, czyli może być całkiem zmyślona . Z opinią może być tak jak w zabawie w głuchy telefon. Jedna osoba ze środka stawki może celowo przeinaczać fakty. W tym momencie cała reszta łańcuszka ma co najmniej zniekształcony przekaz. Dlatego lepiej będzie jak najczęściej być z przodu kolejki, jeśli nie chce nam się tego sprawdzać do końca.
Równie niefajne jest mylenie korelacji z zależnością. Często bywa tak że dwa zdarzenia występują jednocześnie. Mamy wtedy problem czy te dwa czynniki są ze sobą powiązane czy jest to czysty przypadek. Mylimy wtedy elementy układanki. Nie wiemy który czynnik jest akcją a który reakcją.
Chciałbym w tym miejscu zdementować pogląd jakoby w głowie się komuś pierdoliło po sterydach. Nie pierdoli się. Tu może pojawić się kontrargument jakoby ludzie zkoksowani byli burakami. Istotnie tak często tak jest, ale burakami byli już zanim zaczęli koksować. Koks nie jest wtedy katalizatorem reakcji, tylko jej produktem, często jest tak, że mały głupi człowiek ma kompleksy, problemy itd. Musi czymś nadrobić swoje braki, żeby nie zostać zepchnięty na margines(teoria ewolucji), więc próbuje swoją głupotę zakryć kilogramami mięśni. Prawdą jest, że koks tylko u kilku procent ludzi wywołuje mniej, bądź bardziej trwałe zmiany w psychice. Jeśli jesteś poukładany to koks cię nie zmieni, ale jeśli jesteś burakiem to staniesz się mega burakiem(może mieć to związek z luzowaniem sobie). Innym przykładem korelacji i związanymi z nim nieporozumień jest problem: skąd się biorą dzieci. Mamy 2 możliwości robocze.
a) wersja oficjalna, przerabiana na biologii
b) przynosi je bocian.
Pierwszą tezę łatwo udowodnić wystarczy wejść na porodówkę i wiemy już skąd . Drugą tezę możemy rozpatrywać na zasadzie korelacji. Mamy do dyspozycji takie oto statystyki w Niemczech ilość urodzeń dramatycznie spada. Wiemy też że populacja bocianów w tym kraju spadła. Co ciekawe liczebność bocianów spadła o ten sam procent co dzietność rodzin niemieckich . Wniosek sam ciśnie się na usta: to bociany przynoszą dzieci. Podobnie jak w przykładzie ze sterydami wnioski są absurdalne(chociaż przykłady są całkiem inne ilustrują podobną ignorancje osoby stawiającej tezę) dowodzą brutalnej prawdy , że są to po prostu bzdury nie oparte na żadnych zależnościach, tylko na korelacji. W tym miejscu nie namawiam do dogłębnej analizy każdego skrawka otaczającej nas rzeczywistości, natomiast wymagam aby każde twierdzenie nie było oparte na opinii kogoś innego, tylko na obserwacji.

Radziłbym też nie podchodzenie emocjonalnie do każdego wypowiadanego zdania przez siebie. A obrony swoich nawet błędnych tez, jak obrony Westerplatte. Jeśli kogoś mądrzejszy zwraca ci uwagę to atakuje twoje argumenty a nie ciebie.
Przypomina mi się tu fajna anegdotka z pewnego forum dyskusyjnego. Często na forum dyskusyjnym pojawia się jakiś koleś który pierdoli całkowicie od rzeczy obalając sprawdzone tezy. Powołując się na nikomu nie znany autorytet słowami a ktoś powiedział mi tak... ble ble. A prawda jest taka, że tak powiedział bo mu się nudziło, bądź chciał młodego wkręcić a później taki wierzy i rozpowszechnia fałsz.
Czym byłby świat gdyby ludzie mówili tylko na tematy na których się znają. Z dnia na dzień trzeba by było pozamykać gazety, radio i telewizję. Zapanowała by bezdenna cisza. Może nawet i lepiej.