October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 listopada 2011

Antypostawy.


W każdym społeczeństwie istniej grupa ludzi będąca zawsze w opozycji do ogółu. Gdy ta grupa nie jest zbyt duża jest to korzystne dla społeczności. Natomiast gdy taka grupa za bardzo przyrasta staję się to dla spoistości narodu problemem.


Bycie w grupie anty wcale nie zależy od koniunktury, bo taki antyczłowiek będzie w opozycji zawsze. W czasie dominacji jakieś religii będzie jej przeciwnikiem a w czasie krańcowej sekularyzacji będzie gorącym orędownikiem religii.

Skąd się to bierze? Różne są powody, może brać się to z poczucia wyobcowania. Brak więzi z otoczeniem zawsze prowadzi do nienawiści, pychy i pogardy. Wyobcowania nie należy mylić z postawą młodzieńczego buntu, który jest najczęściej wynikiem głupoty. Martwić się należy wtedy, gdy takowy bunt się przeciąga. Wyobcowanie bierze się też z niepowodzeń życiowych. Taki antyczłowiek jest bardzo powierzchowny, jeśli chodzi o analizę problemu osobistego. Jest skłonny negować wszystko co kojarzy mu się z określoną wspólnotą. Jeśli widzi, że inna wspólnota radzi sobie z jakiś względów lepiej, nigdy nie przyjdzie mu do głowy, że może być lepiej zorganizowana a jej członkowie bardziej zaangażowani. A że tak to już w przyrodzie bywa, że jedna społeczność walczy z drugą, to obca wspólnota nie widzi żadnego interesu w pomaganiu naszemu wyobcowanemu. Wyalienowany często chce dołączyć do wspólnoty drugiej. Raczej nie stanie się nigdy częścią tej wspólnoty. Za to z gorliwością neofity będzie walczył ze swoimi dawnymi sprzymierzeńcami. Przykładem takim jest Stefan Niesiołowski który chciał wstąpić do PiS więc jakby dzisiaj Kaczor powiedział, że Komorowski to dobry prezydent to Niesioł obsrałby i Komora.

Oczywiście takich wyobcowanych jest znacznie więcej i to o nich idzie gra. Normalnie takich ludzi jest niezbyt wielu, wiec trzeba ich wyprodukować, poprzez zohydzanie im więzi łączących ich z otoczeniem. Ważną sprawą jest walka z tradycją, religią i rodziną. Więc gdy dojdzie do pogorszenia sytuacji socjalnej takiego wyalienowanego to bardzo łatwo zasugerować, że ma to związek z wyżej wymienionymi wartościami, przy czym oczywiste jest, że trzeba mu podsunąć jakieś panaceum, które rozwiąże jego problemy. Wiąże się to właśnie z zrzeknięciem się tych wydumanych powodów niepowodzeń.

Oczywiste jest, że to doprowadzi jeszcze do pogorszenia sytuacji osoby omotanej przez populistę i możliwe, że ofiara nawet zauważy, że to nie tak jak miało być, ale działa jeszcze "zasada konsekwencji"(Cialdini) i taka osoba brnie dalej w błąd i skłonna jest przyjąć już najgłupszą wymówkę np. że rewolucja nie powiedzie się, gdy wszyscy nie przejdą na "właściwą" stronę. Człowiek z natury rzadko przyznaje się do błędów. Gdy tak się brnie rodzą się coraz to gorsze emocje jak pogarda czy nienawiść i stąd już blisko do czynów zbrodniczych.

A piszę to w kontekście obserwowanej narastającej agresji w Naszym społeczeństwie. Obserwując co działo się nieco ponad rok temu na Krakowskim przedmieściu przy akompaniamencie "Gazety Wyborczej", wyników wyborów, czy tego co się działo w okolicach 11 listopada chce zwrócić uwagę, że podczas nieuchronnie nadchodzącej zapaści finansowej Polski, możemy mieć duży problem z antypostawami. Trzeba za wczasu zneutralizować albo jeszcze lepiej usunąć przyczynę faktycznych a nie wydumanych antagonizmów w Naszym społeczeństwie.

czwartek, 30 września 2010

Piramida Maslowa

Dziś mamy taką ciekawostkę psychologiczną.

Im niższe piętro piramidy tym jest ważniejsze dla funkcjonowania człowieka.
Najniższe piętro to potrzeby fizjologiczne takie jak oddychanie, jedzenie, spanie, prokreacja itd. Czyli jakby nie patrzeć rzeczy bez których życie istnieć by nie mogło. Jak sam Maslow twierdzi dopiero po zrealizowaniu tych potrzeb człowiek może pokusić się o zrealizowanie następnych. Wiadomo przecież apetyt wzrasta w miarę jedzenia. Nawiasem mówiąc chciałbym zwrócić uwagę, że człowiek skonstruowany jest tak aby odczuwał przyjemność z realizacji potrzeb. Przy czym zauważam też skłonność do realizacji większej ilości potrzeb w stopniu średnim lub powierzchownie niż w mniejszej ilości a wysokim stopniu. Ponadto człowiek odczuwa przyjemność z realizacji potrzeby do momentu jej zaspokojenia np. drzemka u osoby śpiącej mało może być bardzo przyjemna, natomiast spanie dajmy na to 16 godzin na dobę jest tylko udręką.

sobota, 7 sierpnia 2010

Rzeczywistość normalna i rzeczywistość inna.

Człowiek normalny zwykł nazywać rzeczywistością to co go otacza, czyli jego środowisko, jego problemy, ale też rzeczy które dotyczą jego rodziny i znajomych, czyli wszystko to co sam przeżywa, to co na niego wpływa.
Mamy też ten drugi rodzaj rzeczywistości, czyli rzeczywistość inną. Inna rzeczywistość to fakty(i nie tylko) dotyczące osób i zjawisk na z którymi w żaden sposób nie mamy kontaktu poza oczywiście przekazami.
Kiedyś siłą rzeczy ludzie musieli być bardziej zainteresowani tą rzeczywistością normalną niż inną, ale po udoskonaleniu środków przekazu rzeczywistość inna zaczęła wypierać rzeczywistość normalną.

sobota, 15 maja 2010

Dyskusja z debilem.

I nie chodzi tu o debila w sensie medycznym, czyli niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim. Chodzi tu o debila-dyskutanta, chociaż z wieloletnich badań wynika, że znaczny odsetek debili-dyskutantów to właśnie osoby z niskim IQ, ale im wybaczamy, bo to nie ich wina. Znacznie gorzej jest gdy debil-dyskutant ma IQ w normie lub ponad przeciętne. Takich trzeba bezwzględnie tępić, bo są niejako debilami z wyboru.
Ale czym jest debil-dyskutant, jak sama nazwa wskazuje taki debil lubi "wdawać się w dyskusję". Często buńczucznie zaczepia adwersarza, gdy ten ulegnie pokusie intelektualnego zgniecenia agresora zaczyna się cyrk.
Z debilem-dyskutantem ciężko jest walczyć, ponieważ jego rozumowanie nie mieści się w żadnym konwencjonalnym schemacie. Żeby wygrać z debilem-dyskutantem w dyskusji trzeba się trochę napracować i być cały czas czujny. Nie wystarczy podawać dobre argumenty na rzecz jakieś tezy, bo debil często zmienia tezę, ot tak podczas dyskusji, skacze po tematach, często nawet próbując tezę adwersarza przypisać sobie. Pamiętaj też, że debil jest zawsze w opozycji do ciebie. Potrafi nawet odciąć się od poglądu głoszonego wczoraj, bo np. dziś głosisz go ty. Pół biedy jeśli taki debil po prostu lubi dyskutować i sprawdzać się w retoryce, gorzej jest jeśli zostaną wmieszane emocje np. debil próbuje się dowartościować, bo komuś dopiekł lub po prostu z kimś walczy, aby go zdyskredytować. Postawa debila-dyskutanta podobna jest do postawy pożytecznego idioty, z tą różnicą, że debili-dyskutant występuje w roli inspiratora własnych działań, czego nie można przyznać pożytecznym idiotom.
Postawa debila-dyskutanta jest trochę podobna do postawy gospodarza w bajce, którą już kiedyś wam przedstawiałem, tylko że w bajce dyskusja była bardziej ubolewaniem strony "konfliktu" nie były stronami. Dyskusja miała po prostu trwać, ale na określony temat i w określonym kierunku. natomiast w dyskusji z debilem stałe są strony a kierunku w zasadzie nie ma żadnego.
Debil dyskutant podobnie jak pożyteczny idiota lubi odwoływać się do zagrań nieczystych, czyli np. do stereotypów i wkładaniu adwersarzowi do ust słów, których nie powiedział, w tym miejscu debil jest bardziej niewygodny od idioty, bo ten śladowo myśli. Gdy debil nie ma już argumentów zapętla się i krzyczy. Wtedy co prawda delikwent jest straszliwie nieznośny, ale wtedy można go łatwo zneutralizować. Powtarzając to co go tak zabolało, ale w formie parafrazy(widać, że się nie zapętliliśmy, ale w gruncie rzeczy mówimy to samo, bardzo wkurza to debila).

sobota, 2 stycznia 2010

Jak manipulować skutecznie.


Często bywa tak że mamy coś do załatwienia. Czasami coś ważnego czasami mniej. No i za zwyczaj albo załatwimy, albo nie w zależności jak się staramy i jak nam zależy.
Bo od tego jak nam zależy, zależy jak się staramy. Jeżeli nam zależy to załatwimy, bo jesteśmy autentyczni(druga osoba na wierzy). Ale chcielibyśmy czasami coś załatwić gdy nam nie zależy w ramach bonusu chociażby. Wtedy jesteśmy mało wiarygodni, ale gdy się postaramy….
Żeby coś załatwić musimy poznać zasady rządzące relacjami wymiany między ludźmi. Tak wymiany, bo mało kto robi coś bezinteresownie. Jest to zasada wzajemności.
Jeśli chcemy coś z kimś załatwić to możemy go zaprosić np. najpierw na obiad. Działa to na kobietę, która używa zazwyczaj zasady lubienia, czyli jak ktoś mnie zaprosił na kolacje to na pewno mnie lubi a jeśli mnie lubi, to i ja mogę coś zrobić dla przyjaciela.
Na mężczyzn też to działa, ale trochę inaczej. Na zasadzie właśnie zobowiązania. Ona/on mi obiad to ja jemu/jej coś tam. Poza tym po spożyciu posiłku poprawia nam się znacząco humor a w dobry humorze jesteśmy w stanie więcej robić dla innych.
Ale istnieją jeszcze inne sposoby wpływania na ludzi. Chodzi o to że małym kosztem jesteśmy w stanie zyskać dość wiele. Techniki te różnią się w zależności od płci i relacji płeć-płeć, ale chodzi w każdym razie o rażącą dysproporcję między manipulowanym a manipulatorem.
Relacja mężczyzna-mężczyzna
Czynnik wspomagający alkohol
Moje obserwacje tego zjawiska wskazują, że użycie jednej flaszki wódki(ok.20zł) jest dużo bardziej opłacalne niż użycie banknotu o tym nominale. Tym bardziej że przy tak zwanym pójściu na flaszkę połowa flaszki(10zł) wraca do autora prośby natychmiast. Występuje tu podobna relacja jak przy postawieniu obiadu, ale dziwi mnie zaburzenie oceny wartości podarunku, który jest decydowanie przeszacowany. Tym bardziej, że ze 4/5 flaszki to podatek(VAT, akcyza).
Zauważalna jest tu korelacja im mniejszy iloraz inteligencji manipulowanego, tym jego zdolności oceny wartości środka płatniczego są mniejsze.
Relacja mężczyzna-kobieta
Czynnik wspomagający kwiaty. Jakoś tak kobiety mają, że potrafią wiele wybaczyć dostając kwiaty. Tym bardziej nie powinien dziwić gniew iż nie dało się kwiatów w jakąś rocznicę.
W tym przypadku już nie występuje już tak rażąca dysproporcja w oceni wartości podarunku jak w relacji pierwszej(kobiety wiedzą np. ile kosztuje tulipan a ile róża 90cm.), ale tu występuje jeszcze miękka metoda manipulacji, czyli lubienie. Nie żeby kobiety były dużo inteligentniejsze od mężczyzn i w związku z tym ich ocena była lepsza, po prostu kobiety bardziej ochoczo przyjmują podarunki, nie czując się przy tym zobowiązane. Zatem nie jest to tak spektakularna technika jak przy butelce wódki dla sąsiada, ale pozwala to na realizacje celów w przyszłości. Można też zauważyć przywiązanie do kwiatu, które dopiero w dalszej kolejności przechodzi na nas. Przywiązanie te nie jest wytłumaczalne, ale łatwo zauważalne np. każdy widział jak kobieta zmysłowo, zamykając oczy próbuje uchwycić woń róż, które właśnie dostała. Nawiasem mówiąc większość kwiatów z kwiaciarni nie ma żadnej woni, co sugerowałoby to na to, że to nawyk wyuczony.

Relacja kobieta-mężczyzna, czyli sytuacja odwrotna jak w punkcie wyżej.
Czynnik wspomagający uroda(szeroko rozumiana)
W technice tej występuje szeroki wachlarz możliwości, ale my konkretnie zajmijmy się wyłudzaniem pomocy. Takie wyłudzanie polega przede wszystkim na poproszenie ofiary o pomoc. Na początku coś małego a że mężczyzna z chęcią pomaga ładnym kobietą, to i spełnia prośbę w mgnieniu oka. Zanęta chwyciła. Mężczyzna myśli, że kobieta jest zainteresowana(może coś z tego będzie). Z czasem spełnia coraz więcej próśb wymieniając je za kilka uśmiechów, czułych minek. Mężczyzna w tym miejscu pogrąża się podwójnie, bo liczy na wzajemność(zasada wzajemności, która kobiety jakoś słabo rozumieją) i konsekwencji, czyli jak raz pomógł to czemu nie później(pula może przepaść i co wtedy?). Ale ta zabawa i tak się kończy bo nie chodziło tu o relacje natury sercowej(jak się wydawało ofierze) a czysto biznesowej.

Dodatkową ciekawostką jest, że w tego typu manipulacja kobieta niczym nie ryzykuje, ani nie kupuje, kwiatów, alkoholu czy czego tam akurat trzeba, więc zachęca to do recydywy, ale mamy nadzieje, że jednak takich ludzi jest mało.
Bronić się przed tą metodą można w sposób opisany np. tu

Relacja kobieta-kobieta
W tym miejscu nie czujemy się zbyt kompetentni z przyczyn oczywistych, ale pewnie ten typ manipulacji będzie polegał głównie na nadużywaniu zasady lubienia.

Wpis ten nie powstał aby nauczyć was jak manipulować innymi a po to aby uzmysłowić wam jak często potencjalnie to wy ulegacie tego typu procederom.

czwartek, 2 lipca 2009

Miejska obserwacja


Często jadąc tramwajem dostrzegam nietuzinkowe zjawiska dochodzę do ciekawych wniosków. Nie wiem dlaczego akurat w tramwaju, może dlatego że mam chwile czas na przemyślenia. W takiej relacji jazdę tramwajem uważam za coś pozytywnego, ale jak zawsze jest i druga strona medalu. Gdy się zamyślam nie kontroluje tak otoczenia. Wtedy gdy moja czujność jest uśpiona mogę być nieopacznie zapytany przez pana z plakietką o bilet. Zawsze grzecznie odpowiadam: „a nie pojebało Cię?” Jest to o tyle niefajne, bo zawsze wyprowadza mnie to z równowagi przez co urywa mi się wątek jakże istotnych przemyśleń. Dziś jednak miałem szczęścia nikt mi nie przeszkadzał a przy tym miałem wdzięczne obiekty obserwacji. Do rzeczy.
Jadą dziś tramwajem z moją dziewczyną spostrzegliśmy dziwnie wyglądających dwóch panów(?). jeden z nich(?) miał tribala wydzierganego na 26 centymetrowym bicepsie pasemka i coś tam jeszcze, ale nie chciałem się gapić za bardzo, bo odmieńców to razi. Druga drugi z nich też miał pasemka różową koszulkę i obcisłe spodnie. Generalnie pasowali do siebie. Tak chwile patrząc na nich spytałem moją partnerkę: podobają ci się tacy goście. Ona na to kiwając głową w sposób zastanawiający odparła: no wiesz fajne te pasemka i taki zadbany, fajny, ale nie jako mężczyzna tylko jako…
Patrycji brakowało słowa na określenie swoich myśli. W tym momencie nie mogłem pozostać obojętny pospieszyłem z pomocą. Podpowiedziałem jako pedał? Niestety już nie rozwinęła się ciekawa konwersacja na ten temat, ponieważ Patrycja wysiadła na następnym przystanku. Bardzo się spieszyła, ale ja dalej ciągnąłem ten temat, ale już niestety w zakamarkach swojego umysłu.
Gdy już mi całkowicie nic nie przeszkadzało wziąłem się za stworzenie jakieś nowej teorii, ale nie wiedziałem od czego zacząć, więc zacząłem od tezy. Tezą było, że są to homosie, ale i tą tezę musiałem zdementować, ponieważ za bardzo się afiszowali(homisie są raczej skryci) na domiar złego usłyszałem, że rozmawiają po angielsku. Stało się dla mnie jasne, że mogą być to geje(sic!)
W tym miejscu podzielam zdanie Janusza Korwina Mikkego: że homosie to niegroźna grupa o orientacji para seksualnej. Natomiast "Geje to importowana zza granicy formacja faszystowska, usiłująca, jak ludzie SA Ernsta Röhma, narzucić nam swoje poglądy siłą" Więc geje też są piątą kolumną. Niszczą podobnie jak durne portale ład społeczny. Homosie natomiast groźne nie są. Nie wpływają demoralizująco na kogo, nie opluwają, nie obrażają. Co prawda nie rozumiem homosi, ale twierdze, że nie zasługują na wyśmiewanie przez innych chodź są nieźle pokręceni. Stanowczo sprzeciwiam się w tym miejscu agresji skierowanej w ich kierunku. Niech żyją sobie w spokoju. Oni zawsze byli są i będą. Natomiast geje powinni być tępieni za swoją agresję i obsceniczność.
A wracając do moich dzisiejszych spostrzeżeń. Chyba rozwiązałem zagadkę jak oni dobierają się w pary.
Wychodząc z założenia, że związek stanowią kobieta i mężczyzna chodź pozornie tu nie pasuje. Otóż homoseksualiści mogą tworzyć pary w niejako sposób naturalny. Dzieje się tak, ponieważ jak już zauważyliście miałem problem z rozpoznaniem który to on, który to ona(dopiero po dokładnej analizie stwierdziłem, że w obu przypadkach to mężczyźni). Stąd wniosek, że te dwa osobniki mają cech zarówno męskie jak i żeńskie. Jeden z nich był jakby w 40% mężczyzną drugi był w około 60%. Razem stanowili 100% mężczyznę. Wiemy też, że kobiety nie porzucają stuprocentowych mężczyzn . W wyniku tego równania dowiedliśmy, że ta para ma szanse na poważny związek. Jest to niebagatelne odkrycie, które każdy homoś powinien wziąć pod uwagę a każdemu normalnemu heteroseksualnemu panu powinno dać do myślenia czy aby na pewno jest wystarczająco męski.

środa, 1 lipca 2009

Portale społecznościowe typu fotka.


Tego typu portale mają bardzo osobliwy wpływ na ogólnie pojęte relacje w społeczeństwie.
Zaczęło się niewinnie, powstało coś na podstawie portali randkowych, czyli miejsc gdzie nie do końca radzący sobie w relacjach damsko-męskich ludzie mogli sobie pogadać z innymi nieradzącymi sobie w takich sytuacjach osobnikami płci przeciwnej.
Wszystko działało jak należy do czasu, gdy bycie takim paździerzem z fotki zaczęło się stawać wartością samą w sobie(dyszki znajomi i te sprawy)
Boli mnie np. jak taki pasztet sadzi się jaki to nie jest zajebisty, bo dyma ją/jego jakiś inny potwór. Ja rozumiem ze np. ktoś ma jakieś większe potrzeby seksualne, ale Bozia urody nie dała no to wtedy sobie słabszy model załatwiamy, ale żeby się tym szczycić? No ja się pytam czym? A najfajniejsze jest to, gdy akurat taką osobę oszukującą siebie i swoich debilnych przyjaciół z bożej łaski masz na liście gg
I widzisz np. że taka ma chłopaka z zjebanym ryjem no i ogólnie o zjebanym całokształcie.

A tu patrzysz jak manifestuje miłość do tego dziwoląga przez opisy. No a że ja jako rasowy masochista zawsze lubię się trochę po maltretować to wyobrażam sobie jak np. ona z nim(nie próbujcie tego w domu. A już na pewno nie po obiedzie)
Tu właśnie po dość długim wstępie dochodzimy do pewnych przemyśleń.
Masz dużo znajomych na nk to jesteś a) zajebisty/ zajebista
b) jesteś hujowy/hujowa
Heh, ale nie ma tak fajnie, że sobie sam wybierasz odpowiedź.
Statystycznie nie jesteś zajebisty/zajebista, więc moglibyśmy tą część pominąć no, ale chwile poświecimy i tu.
no wiadomo, że do ludzi zajebistych ludzie się garną no i z tą te cyferki, ale one nie mają dla takiego człowieka żadnej wartości. Smutnie jest gdy w czyjś oczach one coś znaczą, wtedy jesteś hujowy wysyłasz zaproszenia do nieskończonej liczby osób, i co gówno. Zmienia się tylko cyferka w statystyce, ale mnie ani siebie nie oszukasz. Od tego nie staniesz się lepszy. Wciąż jesteś debilem. Liczy się jakość nie ilość jeśli będziesz miał kilku kilkunastu znajomych o naprawdę silnych cechach charakteru ty też jesteś kimś, pod warunkiem, że stosunek przyjaciół/znajomych pełnowartościowych jest co najmniej 1:3(wartość orientacyjna) gdy otaczasz się debilami najprawdopodobniej tez nim jesteś. No dobra przyjmijmy ze zdiagnozowałeś u siebie schorzenie zwane debilizmem(nie mamy tu na myśli lekkiego upośledzenia umysłowego).
Gdy już o tym wiesz, masz już podstawy do wyzwolenia się. Już z definicji oddalasz się od możliwości bycia debilem do końca życia.
Dyska dla ciebie.

wtorek, 30 czerwca 2009

Kilka słów o teorii.


Co prawda mój blog ma bardziej formę hipotez niż teorii, ale wszystkie moje wynurzenia próbuje w sposób obiektywny tłumaczyć a poza tym to teoria ładniej brzmi he he. Należało się wam kilka słów wyjaśnienia w końcu mój blog w tytule ma teoria życia, ale do rzeczy naszymi teoriami będziemy sobie tłumaczyć po prostu pewne zjawiska które obserwujemy na co dzień. Teorie będziemy raczej traktować jako przybliżenia porównania bo zależy nam bardziej na szacowaniu niż na liczeniu. Nie wszystkie czynniki jesteśmy w stanie uwzględnić więc szacowanie jest nam dużo bardziej przydatne. Ważne jest abyśmy nasz margines nie mieli zbyt szeroki ani zbyt wąski. Musimy też zostawić sobie trochę pola na improwizacje(po co trzymać się założonego planu gdy nadarza się jakaś okazja)
Teoria będzie na służyła niczym notatka w brudnopisie. Nasze teorie nie muszą być zawsze zrozumiałe dla kogoś z zewnątrz służba niczym notatka nielinearna(ważne żeby to tobie służyła) z resztą raczej nikomu nie musisz się tłumaczyć ze swoich myśli. Jeśli jakieś zagadnienie jest zbyt trudne spróbuj sobie skojarzyć z już istniejącą zależnością np. społeczeństwo niektórzy porównują do organizmu a ludzi do komórek tego ciała, ale ich teoria jest niewydolna, ponieważ już pod względem elementarnym coś nie gra, bo łatwo można zapytać w organizmie komórki dzielą się zasobami a w społeczeństwie nie bardzo, ale oczywiście taka teoria w wąskim zakresie może być komuś przydatna. Czemu nie. Choć wiadomo, że po głębszym przemyśleniu jest do dupy. Według mnie społeczeństwo bardziej przypomina łańcuch troficzny niż organizm. Silniejszy zjada słabszego. Pasożyt żeruje na innym organizmie, a poziomy troficzne mogą symbolizować warstwy społeczne. Czemu nie. Ktoś powie niezła teoria, ale ona też nie jest prawdziwa. Trzeba by stworzyć jeszcze inną teorie podać inne porównanie, ale taka teoria raczej większości będzie odpowiadać choć jest tylko przybliżeniem. porównanie z reguły jest kulawe, więc jego dokładność znacznie poniżej 100%. Musimy też uważać żeby nie przestrzelić całkowicie, teorie zmieniamy tak często jak nam to potrzebne i w miejscach w których nie trzyma się kupy. nasze teorie musimy cały czas konfrontować z rzeczywistością. Porównywać elementy naszych schematów porównywać cząstki poszczególnych elementów odpowiadających sobie.
Do teorii można dość na co najmniej dwa sposoby. Pierwszy to intuicyjnie rzucić porównanie następnie sprawdzać jak się ma to do rzeczywistości. Jeżeli nie mamy pomysłu stosujemy sposób drugi czyli dany schemat dzielimy na drobniejsze części a te części porównujemy do innych a tamte grupujemy w znane nam schematy i wybieramy bardziej użyteczny nam. Z czasem stajemy się coraz bardziej biegli w tworzeniu teorii i drugiego sposobu już tak często ni używamy. To by było na tyle teorii teorii.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Teoria w praktyce, czyli trening

Tak sobie kiedyś pomyślałem trening czyni mistrza. Zdanie to trzeba rozumieć dosłownie, więc czym prędzej wziąłem się za poprawianie biegłości w dziedzinach związanych z relacjami międzyludzkimi. No niby fajno, ale naprawdę za trening mogłem się wziąć gdy zrozumiałem, że powaga sytuacji nie jest zbyt wielka. To tak jak np. Raul Gonzales nie będzie testował nowej techniki strzału karnego podczas meczu finałowego ligi mistrzów gdy wynik spotkania nie jest jeszcze pewny. Tak ja musiałem się zdystansować i przyjąć że obecny czas jeszcze nie jest niczym wielkim. Muszę potrenować przed prawdziwym życiem. Tak samo jak trening poprzedza mecz. Nie możliwe jest dobrze grać bez treningu, więc trenować trzeba a żeby trenować trzeba mieć czas, a żeby mieć czas trzeba go sobie wydzielić.


Wiąże się to z planowaniem i ustalaniem generalnie strategii dalekosiężnej. Wiemy przecież że improwizacja na dłuższa metę przynosi więcej szkód niż pożytku. W życiu jak na forexie trzeba próbować różnych technik i wybrać tą która nam najlepiej pasuje, ale najpierw przetestuj na koncie demo. Takim kontem demo są dla mnie ostatnie lata życia gdzie testuje pewne strategie. Najpierw szacuje ryzyko i potencjalny zysk w danym przypadku i sprawdzam wynik po zakończonej próbie w ten sposób weryfikuje słuszność założeń. Co ciekawe często dochodzę do szokujących wniosków, że ryzykowna strategia z pozornie małą skutecznością może dać oszałamiające rezultaty.
Osobiście nie radzę stosowania takich strategii, ponieważ zmniejszają naszą czujność i wyczucie terenu. Mogą doprowadzić do tego że będziemy mało czuli na anomalie możemy je z czasem uznać za normę. A stan nierównowagi może się utrzymywać przez dłuższy moment może nas to zwieść i skłonić do kolejnego brnięcia w ryzyko. Podobne zjawisko ilustruje przykład bańki spekulacyjnej np. na giełdzie papierów wartościowych w 2007 roku, gdy media prześcigały się w zwiastowały coraz to nowe rekordy wartości indeksów. Egzaltacji nie było końca. Jakby to indeksy miały rosnąć w nieskończoność a przecież były ogromnie przeszacowane. Gdy bańka spekulacyjna pękła, czar prysł okazało się że rzeczywistość wygląda z goła odmiennie.
Czy jestem za stosowaniem ryzykownych metod? Raczej nie, ale przedstawię dwa stanowiska w tej sprawie. Pierwsze to takie, że gdy masz wiele możesz zaryzykować część i zarobić bardzo dużo, lub mając bardzo nie wiele zyskać sporo, lub też znając cały mechanizm móc się bronić przed działaniami spekulacyjnymi naszych potencjalnych rywali. Ja wybieram zdecydowanie to drugie, ponieważ jak wiecie mój system wywodzi się z postawy defensywnej, więc raczej nie będę nigdy w stanie opanować tej jakże ofensywnej sztuki działania asymetrycznego i paradoksalnego.



Ostatnie kilka miesięcy było tylko czasem pomiarów i testów w celu zrozumienia mechanizmu. Co prawda straciłem na tym dość sporo, ale za to zyskałem bardzo cenne doświadczenie, które przyda się w dalszym życiu. Dzięki temu wiem, że ryzykownie można grać gdy nić już prawie nie mamy lub gdy mamy już tyle, że nam już to zdecydowanie wystarcza. A poza tym strata na koncie demo tak nie boli. W moim przypadku sprawa dotyczyła sytuacji w której wydało się że jestem osobą bezwzględną, knująca, żadną władzy. Wydawało by się że jestem w tym momencie całkowicie zbankrutowany a moje dążenia na tym gruncie już się nie rozwiną, ale co się okazało, że zamiast buntu przeciwko mojej osobie ukształtowała się akceptacja tej niedoli w myśl zasady nie wchodzenia mi w drogę „nie szukania problemów”. Udało się, ale mogło się nie udać. Wtedy mogłem zrealizować zysk i czekać na inną dogodną okazje, ale ja się pchałem z bańki w bańkę nie dużo by brakowało straciłbym wszystko. Co prawda na demo, ale traktowałem to bardzo poważnie. Co prawda i tak wyszedłem na plus, ale perspektywy były ogromne, ale to i może nawet lepiej. Dzięki temu łatwiej w przyszłości będzie zachować zimną krew.