October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 stycznia 2013

Sowiecka Historia

Z racji faktu, że niedawno niejaki operator komórkowy Heyah wpadł na pomysł, aby promować się na komunistycznym zbrodniarzu Leninie, warto przypomnieć kilka faktów na temat tego morderczego systemu, póki polityczna poprawność na to jeszcze pozwala.
Oczywiście operator komórkowy jest winny głupoty, ale po części go rozumiem. Lewackie ideologie podnoszą właśnie łeb. Poza tym lewackie gówno leje się do popkultury całymi strumieniami(Che Guevara przecież taki mody), więc Heyah mogło być zaskoczone falą odzewu.Mniejsza o tą kampanie, bo to na prawdę marginalne.
Problemem jest to, że komunizm nigdy nie został potępiony i rozliczony jak to stało się z nazizmem. Niestety komunizm nie miał swojej Norymbergi co pewnie w niedługim czasie krwawo się dla nasz wszystkich skończy.
Z jednej strony mamy ustawę, która zakazuje promowania symboli totalitarnych z drugiej POlsce pod rządami rudego jegomościa nie przeszkadza finansowanie Krytyki Politycznej czy też zapraszanie bandytów do naparzania rekonstruktorów w dniu narodowego święta.
Inna sprawa to fakt, że w sejmie trzecią siłą polityczną jest SLD czyli spadkobiercy PRLowskich władz. SLD to nie tylko ciągłość ideologiczna, ale wręcz biologiczna PRLu. Jest to aberracja tak niezrozumiała, że żądam od następnego rządu delegalizacji tej formacji. Zróbmy tak jak zrobił to Orban.
Swoją drogą to dziwny, ale zrozumiały jest fakt, że nazizm jest jednoznacznie potępiany i na dźwięk słowa nazista, faszysta kaja się każdy nawet najbardziej rozdokazywany interlokutor. Dziwnym trafem termin faszysta upodobali sobie wszyscy śliniący się na myśl o ideologii komunistycznej.
Przypomnę tylko, że dla komuchów faszystami byli Polacy, Żydzi, Norwegowie czyli generalnie każdy kto miał dostać kuku. Po prostu taki pretekst.
Dziś jest z resztą podobnie komunistyczne mordy znowu bredzą coś o faszystach. Czy szykują się na jakieś większe kuku tego nie wiem, ale grunt w razie czego jest gotowy. Czy będą to mohery, pisowcy, kler czy jeszcze ktoś inny tego nie wiem.
I tu dochodzimy do sedna, bo podobnie jak kiedyś werbalnie komuchy potępiały faszyzm tak i dziś. Nie jednemu z krypolu czy ruchali kota marzy się, żeby jakiś faszysta chwycił za ryj kraj i żeby było z kim kolaborować i w związku z czym ciągnąć gruby jurgielt.
A co do samego filmu to pojawia się tam stwierdzenie, trafne z resztą, że nazizm i komunizm to bliźniacze ideologie. Warto pamiętać, że te totalitaryzmy były wielkimi entuzjastami ateizmu.
Jeśli jesteś młody i nie wiesz jakim bezmiarem gówna jest komunizm, obejrzyj koniecznie!!!

środa, 4 kwietnia 2012

PRL w Polsce jeszcze się nie skończył, czyli o książce Turalińskiego "Zabić Szpiega".

Większość zbrodni komunistycznych nie jest jeszcze do dziś wyjaśniona. Część takich zbrodni opowiada książka wymieniona w tytule. Narrator opowiada gównie o tajemniczej śmierci Marka Strużyka, ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Książka opowiada jak ginęli poszczególni świadkowie, wykonawcy procederów takich jak przemyt, zabójstwa, kradzieże, handel narkotykami i ludźmi.

Gdy dogorywał komunizm, służby bezpieki zmieniły kierunek działań operacyjnych po zachodniej stronie żelaznej kurtyny. Na zachodni front zostali oddelegowani nie tylko oficerowie służb, ale i SB i TW. Na nieszczęście Stróżyka, został zmuszony do tworzenia siatki mafijno-gospodarczej. Marek Stróżyk był świadomym, czynnym
współpracownikiem służb specjalnych PRL-u: przynależącej do cywilnego resortu spraw wewnętrznych Służby Bezpieczeństwa oraz kontrwywiadu wojskowego WSW. Na polecenie SB wykonywał czynności na terenie wrocławskiego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. Założyć można, że infiltrował struktury tamtejszej Solidarności, choć nie zachowały się żadne dokumenty dowodzące składania meldunków z takich czynności.

Był dlatego niebezpieczny, bo po upadku komunizmu mógł zostać przewerbowany przez inny wywiad, głównie RFN i amerykański. wcześniej Strużyk został zweryfikowany co do swej wiarygodności, a wręcz zaliczony w poczet elitarnego wówczas AWO. Jedynymi rzeczywistymi powodami zniszczenia wiarygodności zmarłego pozostać mogła wola zachowania w tajemnicy rangi realizowanych przez niego czynności, albo kompromitującego dla polskich służb przewerbowania wywiadowcy przez służby specjalne państw NATO.

Książka interesująca jest głównie z tego względu, że można z niej odczytać pewne analogie do dnia dzisiejszego np. sposób tuszowania/"dochodzenia" przyczyn, brak poszanowania demokratycznych norm i bezwzględność, ale i nieudolność Ubeków.
Książka zaczyna się od opisu miejsca rzekomego samobójstwa Stróżyka.

Marek Strużyk według oficjalnej wersji się powiesił. Co dziwne stopień zakneblowania wskazywał na niemożność samo zaknebolowania. Dodatkowo brak plam opadowych na stopach, nogach(powstają gdy zwłoki wiszą w pozycji wyprostowanej), plamy zlokalizowane były na lędźwiach, wskazywały raczej na pozycje poziomą w czasie śmierci, co sugerowałoby, że denat nie mógł się powiesić sam, ktoś musiał upozorować samobójstwo. Nikt nie wmówi mi, że denat najpierw się zabił po czym się zakneblował i powiesił, lub najpierw zakneblował potem zabił i na końcu powiesił. W każdym razie musiał najpierw umrzeć a później w cudowny sposób przenieść się do zwisu. Mimo to dla milicjanta było to samobójstwo ewidentne do tego stopnia, że uznano obecność prokuratora przy oględzinach jako zbędą.
Mimo próśb o sekcje zwłok ze strony pogotowia ratunkowego prokurator uznał że sekcja jest zbędna, bezzasadna. "po co do tego wracać, skoro on jest już tam”. już wiem z czego GW i okolice czerpią wzorce. po katastrofie smoleńskiej też były podobne stwierdzenia padające z ust Komorowskiego i Niesiołowskiego. Podobnie jak przy katastrofie smoleńskiej nie zebrano ani zabezpieczono żadnych śladów. Masa dowodów zaginęła. sprawa była ewidentna i już. Nadmienić również trzeba, że protokół sekcji zwłok przeprowadzonej 4 dni i 10 godz. od śmierci nie udziela odpowiedzi na pytanie, czy stwierdzone we krwi stężenie alkoholu na poziomie 0,69 promila odpowiada ilości alkoholu spożytego, czy też może to być powstający samoczynnie po upływie około 24 godzin od zgonu alkohol endogenny.Podczas katastrofy smoleńskiej Błasik ponoć też miał być pijany.

A wracając do śmierci Stróżyka, to zabójcy byli na tyle nieudolni, że nie mieli nawet porządnego kabla(kabel był za cienki, po analizie wytrzymałości kabla i czasu zgonu wynika, że denat na kablu tak długo by się nie utrzymał- w sensie do czasu znalezienia zwłok). Aparat bezpieki dopilnował też żeby do ciała nie miał nikt dostępu aż do samego pogrzebu. Trochę to podobne do zaspawania trumien ofiar smoleńskich.

Inną metodą operacyjną było szkalowanie, wykpiwanie i ośmieszanie osób zainteresowanych wyjaśnieniem sprawy- analogi chyba nie muszę czynić?

Zastraszanie
Już w "wolnej" Polsce wyjaśnieniem tajemniczej śmierci Marka Strużyka zainteresowały się media, ale zrezygnowały m.in. kilku dziennikarzy telewizyjnych.
Jeden z nich oznajmił, że „po tajemniczym telefonie musi odstąpić od realizacji reportażu, ponieważ mieszka sam ze starszą, schorowaną matką i boi się tej sytuacji”. Pozostaje to o tyle znamienne, iż nikogo nigdy nie informowano o planowanych publikacjach, a jednak zarówno przedstawiciele wojska, jak i Policji, nie mieli kłopotu z prewencyjną identyfikacją właściwych dziennikarzy. Źródłem takich informacji mógł być podsłuch linii telefonicznej Teresy Jankowiak, stała jej obserwacja lub najmniej prawdopodobna, acz najbardziej niepokojąca, możliwość stałej infiltracji wolnych już mediów.

Z przedstawionych tu informacji można śmiało wysnuć wniosek, że komuna trwa do dzisiaj. Ogromne wpływy widać np. w wspomnianych akapit wyżej Mediach jak i Sądach (niemożności wyjaśnia sprawy, wznawiane, przerywane procesy) i wielu innych aspektach nie wymienionych w książce. Sprawy kierowali do ponownego rozpatrzenia między innymi nieżyjacy już Zbigniew Wasserman, czy Beata Kempa.

Mam nadzieje, że w końcu sprawa w końcu zostanie wyjaśniona, a odpowiedzialni poniosą konsekwencje. Wierzę, że ta sprawa uruchomi lawinę, która wyciągnie więcej tego typu spraw i będzie przyczynkiem do wymiecenia sługusów poprzedniego ustroju ze struktur państwowych jak i życia publicznego.

Niżej krótki film opowiadających o sprawie Stróżyka:

niedziela, 11 grudnia 2011

Przeprosiny?


Zbliża się kolejna rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Na tą okazję Generał Wojciech Jaruzelski uraczył nas oświadczeniem, w którym rzekomo Nas przeprasza.

Szczerze to po przeczytaniu nagłówków typu "Jaruzelski: przepraszam" wierzyłem, że Wojciech J.(bo tak powinno się o nim mówić), który żegna się już z tym światem, zwyczajnie się zreflektował. Teraz i tak już władza ziemska nie może go osądzić, więc stać go na taki gest, ale nie.
Piszę o rzekomych przeprosinach, ponieważ po zapoznaniu się z treścią oświadczenia, wynika jasno, że Jaruzelski nie przeprasza. Co prawda samo słowo przepraszam pada, ale tylko jako ozdobnik.
Towarzysz Jaruzelski dalej brnie w tą salonową narrację, że tak naprawdę to ocalił Polskę, przed inwazją sowiecką, że wprowadzenie stanu wojennego było koniecznością.
Jaruzelski pisze, że gdyby znowu stał przed wyborem, czy stan wojenny wprowadzać, czy nie, to zrobiłby dziś to samo co 30 lat temu.
W takim kontekście słowo przepraszam brzmi cynicznie, bo jak można przepraszać za coś co w czyimś mniemaniu jest słuszne? Co innego gdyby Wojciech Jaruzelski powiedział, że dziś postąpiłby inaczej, gdyby przyznał się do błędu.

Jeśli więc Jaruzelski nie chciał przeprosić, to po co to oświadczenie? Po Marszu Niepodległości i Solidarności można zawsze zarzucić Kaczyńskiemu mściwość, konstruując dość prosty przekaz: Schorowany bohater przeprosił, więc czego jeszcze chcecie? Czy nie żal wam umierającego człowieka?
Co prawda można by spytać: czy Jaruzelskiemu nie było nigdy szkoda zastrzelonych np. przy pacyfikacji kopalni "Wujek".

Drugi powód oświadczenia jest bardziej oczywisty. Chodzi o umacnianie legendy "szlachetnego obrońcy" ojczyzny. W podobnym celu Jaruzelski pisze swoją ostatnią książkę. W książce oczywiście powtórzy te wszystkie brednie wmawiane nam przez te wszystkie lata, ale nie przeszkadza to tworzenia otoczki wokół procesu twórczego nad tą książką. A jakby przypadkiem Generał Jaruzelski nie zdążył skończyć książki przed śmiercią, to można zawsze przypisać analogię do Requiem Mozarta.
Kto wtedy dokończyłby książkę? Z wystarczająco "godnych" przyjaciół Generała, nasuwa mi się tylko Bronisław Komorowski i Adam Michnik.