October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipokryzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipokryzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 września 2011

Granice zakrzywiania rzeczywistości.



W dzisiejszej polityce PR jest rzeczą ważną, ale jako dodatek a nie jako baza. Wygląda na to, że wielu dziś o tym zapomina.

Każdemu zdarzają się wpadki, nie każdy się zna, nie każdy chce słuchać, wtedy z pomocą przychodom piarowcy, którzy w stanie są przedstawić ciekawą narrację. Marketing polityczny wyspecjalizował się do dnia dzisiejszego do takiego stopnia, że nawet sromotną klęskę można obrócić w sukces. Są jednak takie momenty gdy ta cała misternie budowana konstrukcja zaczyna się chwiać.

Jeśli markuje się politykę, udaje się, że wszystko jest dobrze, działa się, tylko doraźnie nie bacząc dla długoterminowe perspektywy to musi doprowadzić to do katastrofy. To tak jak z zębem, który zamiast być borowany i dopiero zaklejany jest tylko zaklejany. Taki ząb gnije od środka. Taka iluzoryczna polityka też gnije.



Właśnie dochodzimy do kresu tego czarowania. Już nie można mówić, że wszystko jest dobrze, że nie ma z kim przegrać, że na PiS głosują tylko mohery i źle wykształceni, że Tusk jak nikt zadba o Nasze interesy. Jest dokładnie odwrotnie!!!

Od samego początku tej kadencji rzeczywistość coraz bardziej rozjerzdzała się z tą kreowaną przez speców od wizerunku. Czym było gorzej tym ładniej nam to przedstawiano.

Dziś chwalą władzę za wysokie standardy, a jak jest na prawdę?? Korupcja, warcholstwo, pycha, cwaniactwo, cenzura i hipokryzja.

Wczoraj rano widząc to całe bagno załamany człowiek targnął się na swoje życie. Premier na pewno z początku miał pełno w gaciach, ale zahartowany strzałem w mordę, który otrzymał przy wizytowaniu wałów podczas powodzi, czy chociażby spotkaniami z paprykarzem i panią Teresą Milczarek, będzie próbował te wszystkie dramaty przekuć w tryumf. Mam nadzieje, że się przeliczy.

To już zaczyna się sypać, król jest nagi. Już nie da się wmawiać ludziom takich zbdur jak, że Ryszard C. chciał też zabić Niesioła, że podczas katastrofy smoleńskiej były naciski Prezydenta.

Już nikt wam nie wieży i damy temu wyraz przy urnach.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Narkotyki.



Wiem, że temat jest wałkowany prawie codziennie w różnych mediach, ale ja też pokuszę się o komentarz. Mimo, że temat jest poruszany tak często, wcale to nie sprzyja lepszemu zapoznaniu się z zjawiskiem a wręcz przeciwnie. Po ilości czasu poświęcanego na to zagadnie, spodziewać by się mogło, że każdy obywatel zna konsekwencje zażywania, budowę chemiczną i działanie tych środków.

Otóż nie, "wie" tylko tyle, że maryśka powinna być legalna, bo w Holandii już jest. Drugim i ostatnim argumentem jest rzekomy brak skutków ubocznych tego specyfiku. No i na tym kończy się "wiedza" młodego wykształconego z dużego miasta. Co bardziej lotni umysłowo młodzi wykształceni... zachodzą w głowę jak możliwe jest, że kiedyś narkotyki można było nabyć w aptece a teraz nie można. i tym właśnie zagadaniem chciałbym się dzisiaj w szczególności zająć.

Tajemnicą nie jest, że wiele z dzisiejszych narkotyków miało kiedyś zastosowanie medyczne. O właściwościach narkotycznych danych leków dowiadywali się ciekawi świata debile, którzy znacznie przekraczali dawki farmakologiczne lub też całkiem przypadkowo ludzie podczas leczenia. Przykładem jest tu choćby heroina, która to używana była chociażby jako lek przeciwbólowy. Głównym negatywnym skutkiem zażywania tego "leku" była szybko zwiększająca się tolerancja i uzależnię, mimo że przy dawkach farmakologicznych nie występował efekt narkotyczny. Z tego też powodu zdecydowano się ten specyfik z produkcji wycofać i zastąpić go innym.
W tym miejscu mój wywód powinien się zakończyć, bo chyba każdy pełonosprytny obywatel ten prosty wywód zrozumiał, ale jak się okazuje w polskim internecie pałęta się horda korwinistów, którzy to pewne sprawy z wielką lekkością uznają za oczywiste a inne muszą mieć drugie tfu.. co ja mówię trzecie i czwarte dno.

No i jak się okazuje z tymi narkotykami mamy do czynienia z ową mnogością den;) a to z prostej przyczyny, bo się nie zgadza z zaleceniem kongresu.
Podczas jednej z niskolotnych dyskusji dowiedziałem się, że narkotyki w aptekach jednak powinny być sprzedawane. Argumentacja była taka, że leki takie nie zostały usunięte z punktu aptecznego przez producenta czy sprzedającego, ale przez jakiegoś zaplutego socjalistę. Delikatnie podsuwany był argument o wolnym rynku, ale tak delikatnie, bo oponent bał się zbłaźnienia. Ale poznęcajmy się trochę.

To może najpierw, czym jest apteka. Apteka – placówka, zajmująca się głównie sprzedażą leków i innych produktów medycznych (np. opatrunków, środków higienicznych). Czyli raczej narkotyków nie powinniśmy się tu spodziewać. Człowiek, który rozumie znaczenie słów nawet by się nie domyślał, że w aptece można kupić coś poza leczniczego. Jak widać tak sobie ma się naprawa pojęć u korwinistów.

Paradoks następny: krowiniści uważają, że demokracja jest be bo rządzeniem powinien zajmować się kto się na tym zna, natomiast zatwierdzaniem leków nie powinien się zajmować ktoś kto się na tym zna, tylko jeden z drugim ćpunem i właściciel koncernu, który będzie trzepał kasę z uzależnionych. Żelazna logika.
W takim miejscu można też posłużyć się demagogią wolnego rynku, ale moja odpowiedź była by równie demagogiczna w myśl parafrazy: gorszy lek wypiera lepszy.

Poza tym dla mnie niewyobrażalne jest, aby idąc do apteki dostać lek groźny, uzależniający, czy wcale niedziałający, tylko dlatego, że aptekarz ma na nim wyższą marżę.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

arbeit mach frei


link
No i napis się znalazł. J nie byli to żadni neonaziści tylko jacyś bezrobotni. Nawet była wyznaczona nagroda 100 tys. złotych. Tak się zastanawiam czy za tą stówę nie dałoby się odlać takiego napisu ze złota, bo jak by nie stykło na złoto to na srebro już na pewno. Za stówkę to nie jeden by swojego ojca podkablował a co dopiero np. sąsiada.

A wracając do sprawców co mądrzejsi od razu wiedzieli, że nie ma co się spieszyć z wyrokowaniem na temat złodziei. Takim był np. Robert Gwiazdowski.

Byli też i głupsi a nawet dużo głupsi. W tym miejscu bijemy pokłony w stronę Doxy, który ostatnio przeprowadził się z bloxa na własną domenę. Myśleliśmy, że jeśli zdecydował się publikować pod swoim nazwiskiem zerwał, ze swoim infantylizmem, teoriami spiskowymi i antyklerykalizmem, a zajął się poważnym pisaniem. Nic bardziej mylnego.

Napis został skradziony. Nie zrobiło tego dwóch pijaczków, wygląda to na działanie profesjonalne. Sprawcy wiedzieli gdzie są strażnicy i jak ich podejść. Jakie są działania policji?

Przesłuchano już kilkunastu pracowników muzeum oraz strażników, którzy w nocy z czwartku na piątek pełnili dyżur na terenie muzeum. Ich zeznania niczego nie wniosły do sprawy. Przeszukano też kilkadziesiąt punktów skupu złomu oraz brzegi przepływającej przez Oświęcim rzeki Soły.

Genialne. Sprawdzono, że nikt w nocy nie wycinał najmniej dostępnego elementu stalowego, żeby go oddać na złom i sprawdzono też, że napisu nie wyrzuciły na brzeg fale.

Doxa

Co prawda można by się w tym miejscu bronić argumentem o tym, że była to akcja opłacona przej jakiegoś "szalonego kolekcjonera", ale tą wiadomość usłyszeliśmy w radiu RMF FM, więc jutro dowiemy się, że żadnego kolekcjonera nie było. A nawet gdyby był to co? Zaplanowałby akcję, dałby plany monitoringu i pracy strażników. Przecież to niedorzeczne panie Doxa.

Doxa ma jakieś dziwne skrzywienie względem państwa Izrael. Można by powiedzieć, że jest bardziej izraelski niż sami Żydzi. Ostatnio nawet dał wyraz swojego poparcia dla państwa Izrael wklejając u siebie oto taki propagandowy obraz:

niedziela, 13 grudnia 2009

Gorliwy neofita


neofita
Określenie to stosuje się do nowego wyznawcy danej ideologii lub do polityka zmieniającego przynależność partyjną. Ma ono wtedy charakter ironiczny i podkreśla jego przesadną gorliwość oraz niejednokrotnie ostentacyjne obnoszenie się z nowo przyjętymi zasadami.
wikipedia

Ile ja w życiu takich osób widziałem. Całe multum. Zastanawia mnie zawsze jak taki człowiek może się z dnia na dzień odwrócić od swoich założeń i zacząć krytykować to co robił, wierzył jeszcze niedawno. Być może tego nie rozumiem, bo nigdy nie wygłaszam pochopnych też, jeśli już to nagle się z nich nie wycofuje, tylko po cichaczu. Bo gdy myślę sobie, że raz mówię to a raz to krytykuje. Gdy czegoś jeszcze nie znam powstrzymuje się od komentowania np. słyszę jakąś piosenkę i wydaje mi się fajna to nie krzyczę od razu: kurwa, słyszycie jaka zajebista piosenka. i słucham jej co chwila a po tygodniu mówiąc, że chujowa jest i ten komu wydaje się, że jest fajna jest gupi. Hipokryzja co nie? Chciałbym ten temat zilustrować na dwóch dobrze znanych nam wszystkim przykładach czyli rozwojowi muzyki klubowej od roku 2000 i obecnych trendach neopoganizacyjnych współczesnej Polski.

Równie ciekawe dla mnie jest, że nasz neofita już od pierwszego nawrócenia już nigdy się nie nawraca i swoje pierwsze objawienie uważa za wiążące. Może wstydzi się przyznać, że zbłądził?
Czy nawrócić można się tylko raz? Otóż nie, ale osoba taka za zwyczaj lubi palić za sobą mosty. Tzn. promowane przez siebie zachowania bardzo silnie chwali, wiec gdy zmienia zdanie na przeciwne musi krzyczeć jeszcze głośnie, wiec trudno było by sobie wyobrazić jak głośno musiała by ta osoba drzeć ryja aby powrócić do zdania pierwotnego. Chociaż istnieje tutaj ryzyko uznania takiej osoby za mało wiarygodną, bez zdania, miotająca się niczym chorągiewka na wietrze, lub za osobę psychiczną, bo tak ryja drze. A wszystko było by ok. gdyby nie darła tak ryja od początku(jest to niestety wynikiem przyjęcia miary jakoby wartość osób mierzono w ilościach decybeli, które z siebie wydają). Poza tym zauważam niepokojąca tendencje u współczesnej populacji. Ludzie lubią się kłócić. Czemu? A bo tak. (Ale o tym innym razem wpisie dyskusja z burakiem).

Pamiętam jeszcze tych ludzi którzy spuszczali się jaka to wyjadana impra była. Jak się cieszyli, że idą na następną. Jak sami bawili się atomiksem jak muza z głośników była słyszana z kilometra koszulki clubbasse, jak nosili białe rękawiczki, jak wyskoczenie jako pierwszy na parkiet było uznawane za punkt honoru, jak widziałem te ich skrzywione miny gdy sami byli na parkiecie, te pretensje do innych, że nie umieją się bawić. Dziś widzę tych samych ludzi którzy jeszcze niedawno śmiali się z rękawiczek muzykę tę nazywają wiksą białe rękawiczki uznają za szczyt siary. Dziś na dyskotekę nie pójdą, bo z wixą nie chcą mieć nic wspólnego a usłyszenie utworu o tempie ponad 100 uderzeń na minutę kojarzone jest jednoznacznie(polecam w tym miejscu Mozarta- 60 uderzeń na minutę). A wszystko to, bo jakimś gością z wytwórni nie podobało się, że Polacy robią biznes na muzyce bez nich. A że dobrym sposobem walki jest ośmieszenie reszta już gładko poszła. W zamian dali nam Tiesto van Burena Gielena i całą resztę a chodziło w tym wszystkim tylko i wyłącznie o kasę. Polskie techno trwało by po dzień dzisiejszy gdyby Kriss i spółka chcieli podzielić się kasą.
A wracając do naszych żałosnych neofitów początkowo przerzucili się na to co im wielki brat daje czyli na trance, a że trance, też zaczynało się stawać popularne wkraczając do miejsc, których chcieli unikać i tego się wyparli zniżając się coraz bardziej najpierw do hausu, później do elektro, aż wychodzą całkowicie z tej rodziny gatunków do całkowicie niszowych takich jak reggae, funky i huj wie co, może i nawet do disco. Panowie ci pamiętają że najbardziej szczekać mają na techno. Tacy gorliwi neofici.
Kolejnym a zarazem ostatnim przykładem będą nawróceni katolicy, tacy którym nie chce się chodzić do kościoła i znajdą sobie 100 wymówek dlaczego. Słyszałem wiele razy od takich, że zamiast iść do kościoła lepiej jest się samemu pomodlić w skupieniu, że chodzenie do kościoła co tydzień jest głupotą, że ten przymus jest idiotyczny. Na pierwszy rzut oka te ich tezy wyglądają dość logicznie, ale i tu znajdziemy nieścisłości. To ja pytam takiego neofitę: to jeśli uważasz, że zamiast iść do kościoła lepiej się pomodlić, to powiedz mi kiedy się ostatnio modliłeś. Co się okazuje, że nie pamięta.
Innym ciekawym aspektem jest też to, że taki neofita ignoruje swoje subiektywne, bądź obiektywne odczucia spostrzeżenia na rzecz nowo przyjętej doktryny. Dziwi mnie to o tyle, że to oni wytykają brak refleksji nad punktem spornym tradycjonalistą.
Warto też wspomnieć, że gorliwy neofita to rodzaj pożytecznego idioty który za zadanie ma powtarzać wbite mu banialuki.

Wszystko było by dobrze gdyby taki neofita osiągał swoje „oświecenie” sam. Jednak najczęściej dzieje się to za sprawą jego otoczenia, mediów i innych grup nacisku. Ale czy o takim neopoganinie można powiedzieć, że jeśli jego wiara a ściśle niewiara zależna i tożsama jest z jakąś grupą osób, że jest sekciarzem? Myślę, że spokojnie można go tak nazwać, bo jeśli boi się powrócić do swojej pierwotnej koncepcji ze względu na jakąś formę nacisku np. wyśmianiem to już można mówić o terrorze.
Z deszczu pod rynnę, jak mawiali dziadowie.

czwartek, 10 grudnia 2009

krzyż cd.

Po ostatnich wydarzeniach katolicyzm jak i jego główny symbol krzyż, są w delikatnej defensywie.
Przy robieniu rzeczy złych zawsze jest miejsce dla dwóch typów osobowości, czyli ludzi złych i pożytecznych idiotów.
O ile można zrozumieć tych pierwszych, ponieważ działają w imię prywaty i osobistych interesów. O tyle tych drugich nie można zrozumieć w żaden sposób, bo działają w imię interesów tych pierwszych.
Ale spróbujmy!! A więc tak: jak wiemy pożyteczni idioci zawsze pojawiają się po akcji tzw. ludzi złych. Pożyteczni idioci to pachołki i łatwo nimi manipulować. Ludzie źli dobrze o tym wiedzą i swoje pseudo-tezy mieszają z faktami tak aby ich chorągiewki uznały to za prawdę.
foto z bloga Senyszyn

Przykładem pierwszego typu ludzi jest na pewno Joanna Senyszyn euro posłanka. Jest bardziej lewicowa niż cała lewica razem wzięta np. taki Józef Oleksy nazwał ją kilka dni temu zjawiskiem samym w sobie. Joasia ma ostatnio parcie na szkło. Była niedawno z Cejrowskim w TVP info. Później nawet u samego Tomasza Lisa. Szkoda tylko, że ta pani nie różnicuje swojego repertuaru. Najpierw naskrobie coś na swoim blogu to samo powie w TVP info, u Lisa też to samo. Gdy jej wrzaski nikogo nie ruszają zaczyna krzyczeć głośniej i głośniej, głosząc swoją herezję, posuwając się nawet do bluźnierstwa. W tym swoim spektaklu kobita całkiem się zatraciła. Powiedziała nawet, że krzyż w Sejmie został zawieszony nielegalnie. he he a to dobre. Asia na pewno tęskni za czasami PRL-u gdy takie rozwiązania nie były możliwe. Pogląd na świat naszej bohaterki różni się znacznie od wyobrażenia przeciętnego Kowalskiego. Zastanawia mnie tylko jedna sprawa czy Senyszyn liczy na to, że jej kontrowersyjne podejście znajdzie dość liczną rzeszę wyznawców w Polsce(w co wątpię), czy też może liczy na jakiś angaż przy niszczeniu polskiej świadomości i tożsamości.

Drugiego typu jakiś trzech pajaców z Wrocławskiego LO.
Wyżej wspomniani nie wysuwali takich tez wcześniej. Oczy "otworzyły" im dopiero media a w dalszej kolejności Joasia. Wcześniej nie chodzili na religię, bo im się po prostu nie chciało. Chcieli zaimponować przed kolegami to nawet petycję napisali. A w petycji chodziło im o wywieszenie wszystkich możliwych symboli religijnych. Czemu tak twierdze, ponieważ napisali tak "Umieszczanie symboli religijnych w publicznej instytucji odbieramy jako przejaw faworyzowania przez szkołę konkretnego światopoglądu". Ktoś może powiedzieć, ale to nie tak. To chodzi o to żeby w szkole nie było żadnych symboli, wtedy nie było by żadnego faworyzowania żadnych światopoglądów. Otóż było by faworyzowanie ateizmu. Tak ateizmu, bo jak bardziej można faworyzować ateizm niż usuwanie konkurencyjnych znaków religijnych(o zastąpieniu znakiem ateistycznym nie ma mowy, bo o ile mi wiadomo takowy nie istnieje)

Jest jeszcze jeden typ tzw. mieszany, czyli trochę tego i tego. przykładem jest Joasia Krupa, która z jednej strony będąc modelką i aktorką musi dbać, aby ludzie o niej nie zapominali a z drugiej strony daje się manipulować bandzie zdemoralizowanych przeciwników kościoła. Bo ochronę zwierząt na pewno nie chodzi, bo każdy człowiek oglądający ten plakat nie zwraca uwagę na jego przesłanie, tylko na dupeczkę w negliżu.http://wiadomosci.onet.pl/138191,21,0,pokaz.html
Tu występuje podobna kwestia jak w reklamie. Jest wiele reklam ciekawych, które nasz poruszają a nie wiemy co było promowane np. tak reklama kronopolu. straszna afera była, że w reklamie była (sic!) murzyńska pupa. Mimo, że przez chyba 3 dni ją w wiadomościach wałkowali to i tak mało kto pamięta co ten kronopol produkuje.
Moim zdaniem Krupa się źle zachowała robiąc akurat teraz taką sesję zdjęciową, ale może właśnie o ten timing chodziło. Jeśli tak to mam nadzieje, że zarobi na tym kupę kasy i niech spierdala!

sobota, 5 grudnia 2009

Nowy porzadek?- UE

Działo się ostatnio wiele ważnych rzeczy np. takie powstanie Unii Europejskiej. Przy okazji lewaki będą myśleć jak nam tu narzucić polityczna poprawność. Najważniejsze w tego typu koncepcji żeby kogoś broń Boże nie urazić, tfuu.. raczej boże, bo jak wiadomo słowo Bóg odnosi się do boga chrześcijańskiego. Wiemy przecież, że chrześcijaństwo a w szczególności katolicyzm jest politycznie niepoprawny. Stąd pomysł włoskich lewaków aby krzyże z przestrzeni publicznej usunąć. A zaczęło się od ukarania Włoch za krzyże w jednej ze szkół. Niejaką Soile Lautsi tak nie mogła znieść krzyży w szkole, że nawet zaczęła się procesować ze szkołą. Jak i to nie dało rezultatów poleciała do samego Strasburga gdzie o dziwo zapadł pozytywny dla niej wynik. Nawet zasądzono dla niej odszkodowanie w wysokości 5 tys. euro za jak to określono, straty moralne. I w tym momencie dowiadujemy się, że nasza religia jest niemoralna. Co z tego, że to właśnie chrześcijaństwo jest jednym z głównych systemów moralnych na naszej planecie. UE preferuje jakiś wyższy, jeszcze niedoprecyzowany system moralny. Wyższy stopień moralności, który charakteryzuje się głównie przyzwoleniem zabijania dzieci nienarodzonych, zabijaniu niedołężnych i promocji homoseksualizmu. Myślę, że na pewno wiele z tego nie wyniknie. Powstało nowe imperium, które jak wszystkie dotychczas na tym terytorium upadały, tylko szkoda, że te tak szybko.

A wracając do politycznej poprawności to jak wiemy suwerennych państw dotyczyć nie musi, np. Szwajcarii, której to obywatele niedawno wypowiedzieli się przeciwko budowie minaretów na swoim terytorium. Co prawda już tamtejsi lewacy zapowiedzieli skierowanie sprawy do Strasburga, ale jak miewam nic tego nie będzie. Przecież Szwajcaria to suwerenny kraj, który może budować na swoim terytorium co chce, a jak nie to nie.
A u nas może niedługo zaczną powstawać takie kwiatki jak w Kanadzie

Znalezione na: http://hansklos.blogspot.com/

wtorek, 24 listopada 2009

Rzecz o wiarygodności mediów.

W mediach jakiś czas temu była podana wiadomość o tym, że jakaś kobita została zwolniona z racji swojego wyglądu. No to sobie myślę no kurcze co się porobiło. Kiedyś to było ciężko z brzydką buzią pracę dostać, ale jak się już dostało to i się ją miało a tu zwolnienia.

Później się okazało, że nasza bohaterka straciła pracę, bo nie była brzydka tylko (sic!) zbyt piękna. Piękno znów odbija się piętnem na czyimś życiu(skaranie boskie). Doznałem konsternacji, ale po chwili doszedłem do siebie i myślę, że to piękno musi być samozwańcze, a może stoją za tym feministki(jak donosi Agent Tomek dość aktywne ostatnio) Myślę sobie tak: jeśli można dyskryminować ze względu na kolor skóry, płeć to można i za urodę. Dodałem do tego dwa założenia.
założenie pierwsze: feministka jest zawsze dyskryminowana(zawsze!)
założenie drugie: mało która feministka jest ładna, więc jakaś mądra głowa wymyśliła, że jest dyskryminowana właśnie ze względu na urodę.
No, ale znów pudło czytam dalej... a to babka w więzieniu pracowała i była strażniczką. Ponoć za bardzo się za nią skazani oglądali, co negatywnie wpływało na dyscyplinę we więzieniu i tak straciła pracę. Wszystko było by ok gdyby ta pani naprawdę była taka piękna jak to opisują.
Niestety i to życie zweryfikowało. Nasza redakcja "dotarła" do fotek poszkodowanej.
I co się okazało co prawda nie brzydka, ale na miano pięknej to też nie zasługuje.
Wiemy również, że cena jest kształtowana przez popyt i podaż a w takim więzieniu to raczej deficyt lasek jest. To i "nic szczególnego" jawi się jako cudo. Sam to przerabiałem podczas dwumiesięcznym pobycie u naszych zachodnich sąsiadów.
Oczywiście są pewne granicę, bo można powiedzieć, że kobiety pracują jako strażniczki i takich problemów nie mają np. pani Jadzia lat 60.
Pani Jadzia brania nigdy nie miała, bo pewnie ma nadwagę, nie te lata i pewnie jeszcze jakieś inne mankamenty.
Natomiast nasz bohaterka tak na oko ze 28-30 lat. BMI tak około 19,8 i parę kilo tapety na budzi co może już stanowić rarytas w bardzo nudnych ścianach więzienia. Co dość dobrze ilustruje teoria braku laku.

Oto jej fotki:


Pierwsza fotka bardzo ładna. odpicowała się. Włosy ładnie zrobiła nawet brwi uregulowała. Jakieś zmarszczki na szyi wystają znad apaszki, ale po oględzinach tej fotki to może nawet i sam bym ją puknął. Ale...



...na tej fotce dzieje się coś niedobrego. Nos wydaje się krzywy a buzia też jakby nieforemna.



Nasza przypuszczenia zdają się sprawdzać na tej fotce nosek jest już wyraźnie przekrzywiony, dodatkowo uwidocznione zostały poobgryzane wargi i mongoloidalne rysy twarzy.



a tu nasza laseczka w pełnej krasie. Tu wygląda jak chomik, albo inny koń. Nic specjalnego może poza barkami które ma naprawdę fajne;-)

Tego typu wydarzenia zawsze skłaniają do refleksji. Mnie np. do zastanowienia się nad rolą mediów w dzisiejszym świecie. Uważam, że rola mediów powinna być informacyjna a nie rozrywkowa. Gdy słyszę bądź czytam jakiś nagłówek w którym jest jeden z tych wyrazów: super, mega, niewiarygodne, nieprawdopodobne, pilne, z ostatniej chwili, cała prawda, musisz przeczytać itd. po prostu omijam taki artykuł. Myślę, że każdy z nas powinien w ten sposób reagować, bo może wtedy wydawcy i redaktorzy przestali by nas traktować jak debili i udzielali rzetelnych informacji. A tak napisze taki denny artykuł, zarzuci zanętę w postaci "szokującego" tytułu i śmieje się z was, żeście to łyknęli.

poniedziałek, 16 listopada 2009

przyczyna, skutek, interwał czasowy.

Często bywa tak, że ktoś uczy się mało, bądź wcale a mimo to osiąga dobre wyniki w nauce lub słabo się uczy a wkłada to dużo pracy. Jest chudy a dużo je. Bądź mało je a jest gruby. Znamy oczywiście te dyrdymały wszyscy. Na pierwszy rzut oka wszyscy biorą to za normę. Twierdzenia te mogą zgadzać się w wąskim zakresie czasu, a generalnie są one nieprawdziwe, czyli wtedy kiedy dana osoba wygłasza taką tezę. Spróbujmy obserwować taką osobę np. 2 tyg. później i wyjdzie, że jednak mija się z prawdą np. dwa dni diety i znowu obżarstwo przez pół roku.


Żeby być chudym nie trzeba wcale katować się na siłowni i uprawiać głodówki tak samo zresztą z uczniem się. Nie musi od razu osiągać spektakularnych rezultatów w nauce.(wiele dyscyplin naukowych jest opartych na efekcie domina. Np. matma, języki obce.) żeby się rozwijać trzeba najpierw zmierzyć swoje rezultaty. Czyli ile jemy normalnie, ile się na co dzień uczymy( nie ile się uczymy gdy się uczymy a nie ile jemy gdy chcielibyśmy jeść, chodzi o to żeby było to naprawdę szczerze) później możemy wyznaczyć sobie jakieś cele, tylko żeby nie były zbyt restrykcyjne. Obcinamy lub dodajemy trochę kalorii, więcej się uczymy. Nie szarżujemy za mocno, bo nam się szybko znudzi. Chodzi o progres i dyscyplinę. Wolniej jedziesz dalej zajedziesz. Nie sztuka przez krótki czas się uczyć np. student, który uczy się tylko w krótko przed sesją może powiedzieć, że uczy się w sporo i ma straszny zapierdol a mimo to nie zda egzaminu. Podobnie jest z naszym odchudzającym się mało je nawet biega codziennie(dla niektórych codziennie to już 2 dni z rzędu), ale jest generalnie gruby i leniwy. W jednym jak i w drugim przypadku jest to bardzo zgubne, ponieważ daje fałszywą iluzję tego, że te osoby się starają. W rzeczywistości oszukują tylko siebie. Zwracają uwagę słuchaczy na dany temat tylko wtedy, gdy się starają przez resztę czasu o tym milczą. Przez takie osoby tworzy się stereotyp, że te nie każdy może być szczupły, bo ma wolniejszą przemianę materii takie geny i huj wie co jeszcze. Podobna zależność występuje w sferze intelektualnej. Że jakoby ktoś się słabiej uczy bo jest mniej zdolny. Może i tak, ale że kurwa z wszystkich przedmiotów ? Nikt nie każe ci być laureatem konkursów.

Nie jesteśmy nigdy zdeterminowani do końca, mamy dość duże pole manewru. Musimy wyjść poza schematy, każdy musi pracować nie tylko ciężko, ale i mądrze. Gdy będziemy się trzymać ściśle określonych reguł nic dla nas nie jest nieosiągalne, ale do tego potrzeba czasu. Nie od razu Rzym zbudowano. Na początku nigdy nie widać rezultatów. Łatwo można zilustrować to na przykładzie sinusoidy. Gdy jesteśmy na dole nawet duży postęp nie wygląda imponująco tak samo gdy jesteśmy na górze i zjeżdżamy w dół tego nie widać. Po prostu gdy przyczyna i następstwo są rozdzielone pewnym interwałem czasu, dlatego mniej inteligentni ludzie ich nie kojarzą. Doskonale wykorzystują to rządzący zadłużający nasz kraj(zobacz jak szybko wskakują cyferki na liczniku). Za kilkanaście latek wiele osób spyta się, dlaczego Polska jest w tak trudnej sytuacji gospodarczej. Dlaczego nie może być tak jak dawniej. Obwiniając ówczesny wtedy rząd nie wiedząc o tym, że dług tak sam z siebie nie powstał i nie nagle.

sobota, 14 listopada 2009

11 listopada- mieszane uczucia.


W środę mieliśmy bardzo ważną datę. 11 listopada. Ważna o tyle, że nie tylko jest to rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości Oby nie był to ostatni raz. Jak pewnie wiecie z dniem pierwszego grudnia tego roku powstaje nowe państwo- Unia Europejska. W skład Unii Europejskiej wejdzie 27 państw w tym Polska. Ważne będzie teraz, aby nie dać się w tej uni zmarginalizować. Musimy prowadzić politykę podmiotową.
Czy taka będzie prowadzona? Szczerze wątpię, leser Tusk nie jest do tego zdolny. On raczej będzie polował na ciepłą posadkę w Brukseli, bo dla niego teraz Polska jest częścią kraju o nazwie unia europejska, czyli dla niego oznaczałoby to de facto awans.

sobota, 7 listopada 2009

Bajka

Dziś opowiem wam bajkę o pewnym gospodarzu.

Za górami za lasami żył sobie się pewien gospodarz przez którego to łąkę sąsiedzi zrobili sobie ścieżkę na skróty. Gospodarz przez długi czas nie reagował na to, ale pewnego dnia nagle zaczęło mu to przeszkadzać, więc gdy widział ludzi przepędzał ich z tej łąki. Nie dlatego, bo mu to przeszkadzało tylko dowiedział się, że jego rodzina wie, że przez tą łąkę wszyscy uczęszczają. Jemu to zwisało czy ktoś robi sobie skrót przez jego działkę ,ale jak zaczęła go rodzina podsycać tekstami typu: łażą ci po łące a ty musisz dzierżawę płacić, przecież mogą chodzić na około a poza tym to na pewno tu śmieci wywalają itd. Nieszczęsny uległ presji i musiał wziąć się za ochronę swego terytorium. Co prawda od początku było dla wszystkich wiadome, że i tak będzie tam ścieżka i tak nawet dla gospodarza. No ale coś zrobić musiał żeby się później nie wstydzić przed rodziną. Chodził na tą łąkę przeganiać przechodniów, ale rzadko mu się to udawało, ponieważ każdy z daleka już go tam widział a poza tym jako rolnik miał wiele innej pracy. No, ale dobra pilnował, czyli nikt nie chodził, ale ścieżka jest. jak to mogłaby spytać rodzina gospodarza. Gospodarz więc potrzebował dowodów dobrego pilnowania (sic!) własnej posiadłości. A że tłuczono mu przez całe życie, że ma być porządny, więc nie kłamie w danej sprawie, ale mijanie się z prawdą to już co innego. nie powiedzenie nie dopowiedzenie itp. to już nie kłamstwo. np. bardzo wpieniają mnie ludzie którzy są tak fałszywie poprawni którzy rzucają tekstem ja mu nie powiem, ale jak mnie spyta to mu powiem prawdę. no ja by byli tacy szlachetni to jeszcze dało by się to znieść, ale jak taki zaczyna kręcić a gdy dojdzie się do tego jak naprawdę było to taki ci powie, że albo nie pytałeś albo że mówił ci to ale inaczej. kurwa kurwa kurwa jak jeszcze kogoś takiego spotkam to zajebie.
A zmierzając do meritum to taki gospodarz ma podobnie najebane w bani on nie kłamie ani nie mówi prawdy. bardzo problematyczne dla jego debilnej rodziny, ale i dla niego samego. Im się może w tej sytuacji należy(za głupotę), ale czym zawinił na biedny gospodarz. Gospodarza zaczyna to też powoli denerwować. Z jednej strony wkurwia go rodzina a z drugiej cała ta sytuacja. Gospodarz musi się wykazać. Jest coraz bardziej sfrustrowany. Musi te żale wyrzucić, ale nie do sprawców całej tej hecy, czyli debilnej rodziny nie dlatego, że nie było by to właściwe bo było by jak najbardziej, ale z powodu bardzo pokręconej mentalności gospodarza, którą przekazały mu pokolenia wcześniejsze. więc patrząc na drugą stronę gospodarz nie ma innego wyjścia jak zaczaić się na łące i opierdolić przechodnia a przy okazji wylać swoje żale właśnie w jego towarzystwie. przejebka. wiec gospodarz robi tą przyczaje łapie „cwaniaczka”, który „bezczelnie” maszeruje przez jego łąkę i prawi mu już wcześniej ułożony wywód przy okazji dokładając kilka epitetów zaczepnie. No i teraz ten „bezczelny” przechodzień ma dylemat, albo wycofać się od razu i z burakiem w ogóle nie gadać, albo wdać się w kłótnie. którą bramkę wybierze uczestnik programu zależy od jego osobowości jeżeli nasz figurant rozumie trudną sytuację i motywy cerbera łąki to od razu się wycofa mając na celu nie danie satysfakcji rolnikowi(o tym za chwile) jest jeszcze bramka nr 2 czyli o kurwa będzie mnie obrażał parobek jeden. Taki osobnik IQ (jeśli w ogóle) nie wiele wyższe od swego przeciwnika. Wtedy dwa buraki zaczynają się kłócić. Dla debila nr 2 przejście przez łąkę staje się celem priorytetowym. Nie ustąpi, bo nie będzie się dawał obrażać. debil nr 1 nie ustąpi, bo to jego działka i może sobie na niej robić co chce a poza tym to jak powiedział, że gościu ma wypierdalać, to ma wypierdalać. Stawka się cały czas podnosi jak w pokerze pula rośnie im ktoś później się wycofa tym gorzej dla niego, ale z drugiej strony to gospodarz jest uprzywilejowany tak jak bankier w grze oczko. Bo debil nr 1 nie przegrywa od razu może to rozłożyć na raty natomiast debli nr 2 sprowokowany do wymiany zdań może w sumie bardzo efektownie przegrać a wygrana jest mało prawdopodobna, ale to następny efekt pojebanego myślenia człowieka dzisiejszego.

Rolnik w sumie się cieszy, że debila wciągną w dyskusje, ponieważ w domu będzie się mógł pochwalić jaki to mężny był i jacy to ludzie są skurwiali. Co prawda całą sytuację bardzo ubarwi i naciągnie co spowoduje debatę całodniową nad powyższym problemem. To będzie mniej więcej dyskusja w tonie dwóch ludzi o odmiennych poglądach tylko z tą różnicą, że o tych samych. Czyli taka kłótnia ze sobą, ale bez stron jest to naprawdę niezwykłe, bo niby jeden front, ale uczestnicy czują się atakowani. Normalni ludzie jak się ze sobą zgadzają kończą dyskusję na ten temat, bo już doszli do konsensusu a tu nie. a taki ewenement. No, ale to w najlepszym wypadku, bo jeśli debil nr 1 przegra na froncie prowadzi jeszcze dywersje jeśli musiał odpuścić na łące musi zawalczyć w domu. Dyskusja w domu jest prowadzona w podobnym tonie(inaczej dyskutować nie potrafią) gospodarz czuje się dużo mniej komfortowo niż w pierwszym przypadku(tak może być to jeszcze bardziej nieprzyjemne) debil nr jeden musi to ubarwić bardziej musi wiedzieć jak jego przeciwnik się nazywa musi kilkakrotnie podkreślić jego bezczelność, musi podkreślić swoje racje (nawet gdyby nie miał). Co prawda dostanie niezły wpierdol od rodziny, taki wpierdol mentalny, ale na drugi dzień już ma zmontowaną ekipę która będzie rozpowiadać "fakty" o całym zajściu. Gospodarz też musi udawać zaangażowanie całą sytuację i też łżeć w tej sprawie, ale ma do wyboru, albo być wyśmianym przez te stado debili, albo brnąć w to próbując w to wierzyć i po tygodniu być całkowicie wolny od presji rodziny. Dlatego gdy znajdziesz się w kiedyś w podobnej sytuacji pamiętaj, żeby z takim człowiekiem nie kłócić się bo: po pierwsze on nie szuka problemu, bo nie za bardzo rozumie cały mechanizm a, że cię obraził nie przejmuj się wiedz, że wycofując się robisz mu większą krzywdę, bo nie będzie mógł nić ciekawego w domu powiedzieć na temat swoich heroicznych czynów a poza tym to nie musiałbyś się później szykować na dywersję.

A jak to w bajkach zawsze na końcu morał. Morały z tej bajki to:

Jak z debilami się obdajesz, debilem zostajesz.
Z debilami nie dyskutuj, inni mogą nie zauważyć różnicy.
Dla debila nie mówienie prawdy to nie kłamstwo, jak i pół prawdy to też nie kłamstwa.

środa, 28 października 2009

Prawo pierwszej nocy i kodeks Hammurabiego, czyli co komu wolno.

Zasady zasadami a życie życiem

Prawo pierwszej nocy (łac. ius primae noctis) – prawo pana feudalnego do spędzenia pierwszej nocy ze świeżo poślubioną żoną każdego ze swych poddanych i zdeflorowania jej.
Podobnie jak prawo do wyboru narzeczonej dla swego wasala, stanowiło rodzaj podatku. W niektórych rejonach, gdzie to prawo stosowano, zostało ono zastąpione "transakcją" polegającą na tym, że pan feudalny w zamian za zgodę na spędzenie nocy poślubnej z żoną poddanego pozwalał mu na upolowanie jednego lub kilku jeleni ze swego lasu — zwyczaj ten szybko wyszedł z użycia, ponieważ mężowie zgadzający się na taką "transakcję" nie cieszyli się szacunkiem w swoim otoczeniu (jedyny ślad to nazywanie zdradzanego męża "rogaczem").

foto: bethyada.blogspot.com
Kodeks Hammurabiego
Znaczna część spisanych praw dotyczyła kwestii ochrony majątku oraz spraw rodzinnych (np. rozstrzygnięć w sprawach dziedziczenia, przynależności dzieci, zdrady małżeńskiej). Wiele miejsca poświęca się też problemom handlowym, kredytom, umowom, odpowiedzialności z tytułu wynagrodzenia szkody. System kar opierał się na zasadzie talionu oraz na prawie mutylacji (Czym uczyniłeś to ci odetniemy. Na przykład jeśli syn uderzył ojca, ucinano mu rękę). Wiele przestępstw zagrożonych było karą śmierci. Tyko nieliczne kary były bezkrwawe i ograniczały się do grzywny w srebrze, co dla karanego mogło się skończyć niewolą za długi.
Wikipedia

Wspólnym mianownikiem tych praw jest ewidentna wyższość ludzi będących z wyższych warstw społecznych. W prawie pierwszej nocy jest to jednoznacznie zaznaczone, że pan feudalny może sobie puknąć tą panią natomiast w kodeksie Hammurabiego nie można było się tego jednoznacznie dopatrzyć. Z pozoru wykazywał równość prawa wobec obywateli. Niestety życie również i to zweryfikowało. Np. osławiona zasada oko za oko ząb za ząb(Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu.)
Mieszkańcy państwa Hammurabiego nie byli równi wobec prawa. O wielkości kary decydował status: wolny czy niewolnik, posiadany majątek lub funkcja (wyróżnia się urzędników - dwór). Liczyło się, kto skarżył i kto był oskarżonym. Za uszkodzenie ciała niewolnika odszkodowanie brał jego właściciel (odszkodowanie za utratę zdolności do pracy).

Dziś mamy bardzo podobną sytuację z tą różnicą, że nam wydaje się, że jesteśmy wolni. Rzeczywistość jest zgoła odmienna. Krępujemy się sami we własnym umyśle, co uniemożliwia zmianę na lepsze. Dziś drobny złodziejaszek dostaje taki sam wyrok jak prezes spółki który zdefraudował miliony. Równie powszechne jest molestowanie w pracy. Istnieje niestety na to ciche przyzwolenie społeczne. Parę razy nawet spotkałem się z przyzwoleniem na takie praktyki partnerów osób poszkodowanych. Ludzie w dzisiejszych czasach mają mniej godności niż kiedyś. Ich potrzeby zostały zredukowane do tych podstawowych jedzenia, spania, mieszkania itd.
Chłop pańszczyźniany czuł bezsilność wobec prawa, ale nie uznawał tego za normę podobnie mieszkańcy państwa Hammurabiego będący niższymi warstwami społecznymi, zdawali sobie sprawę z ograniczoności sprawiedliwości tegoż prawa. Dziś jest to jakby intuicyjnie rozumiane. Świadomie mało kto, zdaje sobie sprawę z ponadczasowości nierówności prawa wobec obywatela. Śmieszy mnie, więc to niemiłosiernie. Np. ten rzekomy honor. Leszcz stawi się silniejszemu fizycznie za obrazę jego, bądź jego krewnych, znajomych itd. Natomiast czuje się bezsilny w konfrontacji z silniejszym finansowo. Tak jakby ten silniejszy finansowo był w jakiś sposób nieosiągalny. W tym miejscu widać spuściznę epok wcześniejszych, taki kompleks chłopa feudalnego. Dziś człowiek za zadrukowany kolorową farbą świstek zwany pieniądzem człowiek zrobi bardzo wiele. Np. wejdzie w bliższy kontakt z szefem. Nawet pozornie będzie uważać, że może być to korzystne. Wyobraźmy sobie, że mamy małżeństwo Adama i Ewy. Nasza para pracuje w jednym zakładzie pracy Adaś wspólnie z Ewunią zauważają, że szef(nazwijmy go tu Zenonem) bardzo lubi Ewkę. A, że Adam jest „genialnym” strategiem sugeruje swojej lubej zainteresowanie się tematem. Mówi jej kurwa Ewa lepiej dobrze żyć z szefem(seniorem) bo w razie problemów trza mieć plecy, no nie? Zobacz Ewa kto pierwszy dostanie premie ty czy twoja koleżanka Irka. I do tego będziesz się mogła opierdalać, urlop kiedy chcesz itd. Nieźle nie tylko musisz dobrze zagadać, tylko Ewka wiesz bez jakiś tam krzywych ruchów. Nie? Niewiasta na to: no kurwa wiem. Nie? Nie wiedząc co się święci para zaczyna realizować swój jakże „genialny” plan. Niestety jest parę rzeczy o których Adaś nie pomyślał. Otóż nasz strateg nie jest kolegą Ewy tylko jej mężem i w razie obsuwy traci wszystko, wiec ewentualne profity Ewy go nie zadowalają. Adam i Ewa z początku czują się tak jakby złapali Boga za nogi. Nie dość, że opierdalają się w pracy to jeszcze dostają za to regularnie premie, ale, że Zenon nie był raczej zainteresowany zbliżenie intelektualnym z Ewą tylko innego rodzaju, przychodzi czas zapłaty. Początkowe poklepywanie po pupie Ewki przez Zenona nie mąciło spokoju Adama. Uważał to za element dobrych stosunków.

Pewne podejrzenia już nie tak genialnego stratega wzbudziły częste wyrabiane „nadgodziny” przez Ewkę, jej kolacje „biznesowe” i niechęć kopulacji z Adasiem. Ewa zaczyna działać na własną rękę próbują jak najwięcej wychaczyć dla siebie. Adam idzie w odstawkę, bo jest zwykłym robolowatym bęcwałem i nie ma jej nic ciekawego do zaoferowania. Ewa zostaje prywatną kurewką Zenka a Adaś rogaczem.
A pomyśleć, że gdyby Zenon był najwyżej brygadzistą do takiego rozwoju wypadków by nie doszło. Adam przyjąłby za punkt honoru bronienie swojej lubej a Ewka nawet by nie spojrzała w stronę skromnego adoratora(brak wysokich profitów). Do tego bardzo prawdopodobne jest, że Adam dalej będzie pracował w tym samy zakładzie pracy co Ewa.
W tym wpisie chciałem po prostu przedstawić jak w dzisiejszych czasach działa kompleks chłopa pańszczyźnianego. Ten kto jest w posiadaniu środków produkcji jest panem(seniorem). Dziś siłą są pieniądze. Można wszystko przehandlować, nawet godność. Tylko czy się opłaca?

poniedziałek, 5 października 2009

Bunt maszyn

Pani Alicja miała problem ze wzrokiem już wcześniej. I wiedziała o tym zachodzą po raz drugi w ciąże(Julka jest jej trzecim dzieckiem), więc dziwne wydaje mi się dlaczego t tysiąc zachodziła w ciąże po raz kolejny.
Pospekulujmy więc.
Załóżmy, że pani t tysiąc nie używała antykoncepcji bo uważała, że jest to niezgodne z wykładnią kościoła katolickiego? Niestety i ta koncepcja się nie klei, bo p. Tysiąc praktykującą katoliczką nie jest. Wynika to choćby z faktu, że aborcja dla KK jest większą zbrodnią niż nienaturalne metody antykoncepcyjne. Ale nawet gdyby to pani t-tysiąc może używać naturalnych metod antykoncepcyjnych. Kalendarzyk termometr itd. Chyba, że Alicja dzień bez dobrego rżnięcia uważa za dzień stracony. A tak swoją drogą to ten jej mąż to niezły perwers musi być jak lubi taki specyficzne „laski”.
Wszystko wskazuje na to, że zajście Alicji w ciąże było przypadkowe.(bo jak do kurwy nędzy mogło być planowane jeżeli Alicja Tysiąc najpierw zachodziła w ciąże a później chciała się upewnić, czy aby na pewno może stracić wzrok.)
Mąż pani Alicji wraca z pracy i mu się chce. Błąd mąż mani Alicji był/jest bezrobotny. Może był w knajpie pogadać ze znajomymi przy…..kawie. No to może z braku zajęcia zajmuje się igraszkami z T-1000. Alicja mówi, żeby dziś tego nie robili, bo może zajść w ciąże, ale mąż ignoruje jej ostrzeżenia. Alicja zachodzi w ciąże wtedy zaczyna się płacz. Skąd wziąć kasę na wyżywienie następnego bachora? Mąż wpada na genialny pomysł mówiąc: Alicja ty masz te oka trochę zepsute, pamiętasz co ci mówił lekarz poprzednim razem, że następne dziecko może ci ten wzrok jeszcze bardziej rozpierniczyć, więc idź do lekarza on ci to jeszcze raz potwierdzi i będziesz miała sprawę załatwioną za free, bo jak nie to ja ci tych pieniędzy nie dam, bo nie mam. To jedyne wyjście.
Alicja tysiąc idzie do lekarzy. Niestety lekarze nie są jednomyślni. Alicja „usunąć” dziecka nie może, zaczyna się prawdziwe piekło. Państwo tysiąc nie mają kasy nawet na bieżące potrzeby a tu może przybyć następny członek rodziny. Co robić? Na szczęście z pomocą przybywają jej organizacje feministyczne i tym podobne zboki. Alicja ma prostą kalkulacje, albo sama spróbuje walczyć w sądzie i nie dostanie nic, ale zostanie anonimowa, albo zostanie sztandarem lewaków, feministek itp. i z nadzieją na jakąkolwiek kasę.
Wybór jest dość prosty, bo i potrzeby człowieka są dość prosto zhierarchizowane.
Człowiek najpierw musi zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, następnie mniej ważne i na końcu bardzo błahe. Np. człowiek najpierw musi się najeść a dopiero później idzie do kina czy sięga po książkę.
Dlaczego o tym mówię, bo p.1000 na szali musiała z jednej strony postawić honor(potrzeba wyższa) a z drugiej jakikolwiek byt(potrzeba podstawowa). Więc wybór Alicji był z góry przesądzony. Niestety pomoc nie była bezinteresowna, bo miała posłużyć zboką do przepychania swojego stanowiska w naszym kraju.
Nasza hipoteza pasuje do faktów. Alicja po zaspokojeniu podstawowych potrzeb (zobaczcie jak ta pani się zmieniała)
wzięła się za zaspokajanie tych mniej ważnych czyli za jak ona to określa za naruszenie jej godności. Jesteśmy bardzo ciekawi co wymyśli Alicja Tysiąc ze swoją świtą gdy pieniążki się skończą. Może pani tysiąc stanie na czele partii feministycznej, która będzie startować do parlamentu. Zastanawiacie się może jak ktoś z takim obyciem
może piastować takie stanowisko?
A tu akurat ja dziwie się waszemu zdziwieniu. Jeszcze nie dawno mieliśmy nawet prezydenta tego pokroju. Tak Wałęsa nie wiele się różni od pani tysiąc. Pomimo, że tyle lat jest na salonach do dziś logicznie myśleć nie potrafi. Wystarczy, że rozumie co to znaczy Cash i to tak za dużo.

Myśleliśmy również nad sprawą aborcji tzn. jak dobrze pamiętacie co robić ze zwolennikami aborcji, bo ostatnio ta kwestia nie była rozwiązana. Co prawda kwestię eutanazji rozwiązaliśmy natomiast sprawa aborcji jest znacznie trudniejsza. My w tym miejscu jesteśmy zwolennikami obowiązującego prawa w Polsce, ale to nie rozwiązuje problemu definitywnie, bo nie zamyka dyskusji. Pewnym rozwiązaniem mogłoby być dopuszczenie aborcji, ale matka ponosiła by za nią odpowiedzialność, czyli chcesz zabić swoje najprawdopodobniej zdrowe dziecko(obowiązujące prawo zezwala na aborcję gdy płód może zaszkodzić matce, czyli jest to niejako w obronie własnej), więc i ty musisz zginąć. Było by to bardzo sprawiedliwe w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb. No to by było na tyle. Na rozluźnię obejrzmy film jak Cejrowski masakruje jakąś pseudo mądrą feministkę.






Gdy dopuścimy do głosu takich ludzi jak ta pani, to takie obrazki, jak u dołu mogą być u nas bardzo powszechne. Bruno używa bardzo podobnej retoryki jak ludzie pokroju tej pani. Różnica jest tylko taka, że wiadomo, że Bruno jest komediowy natomiast o tych ludziach się tego nie mówi.
http://www.youtube.com/watch?v=m51GVSEdDxQ
Czy taki Bruno będzie miał racje bytu w naszym społeczeństwie? Miejmy nadzieje, że nie.

piątek, 2 października 2009

bloga prowadzić każdy może, troche lepiej lub troche gorzej.


Wiem, że miało być o pani Alicji, ale boję się, że mógłby mi ucieć ważny temat. Dziś zajmiemy się niejaką Sergittą zamieszkującą bloxa. Sergitta popełniła ostatnio wpis: antykoncepcja i nauki przedmałżeńskie.

Oddajmy może głos bohaterce dzisiejszego wpisu.

(Kursywą zaznaczymy słowa Sergitty)

Temat antykoncepcji mamy już przewałkowany od najmłodszych lat. Pamiętam, jak w szkole z mozołem tłumaczyli mi, że stosunek przerywany to zupełna lipa, "kalendarzyk" to lipa, prezerwatywy to względna lipa (ale jako jedyne ochronią mnie przed AIDS) a najlepiej brać tabletki. Tłumaczyli jeszcze w podstawówce, kiedy chłopcy byli dla mnie gatunkiem nadającym się jedynie do zabawy w bazę wojskową... Ale - podobnie jak lekcje o narkotykach - szkolenia te podziałały i na szczęście do dziś nie interesuje mnie karfurowska alejka z pampersami.

Antykoncepcja to element planowania rodziny a nie element eliminacji potencjalnych członków rodziny(aborcja nie jest antykoncepcją). W przypadku pani sergitty doszło chyba nie do antykoncepcji tylko do sterylizacji, ale nie takiej w dosłownym znaczeniu tylko myślowej, psychologicznej. Objawiającej się lękiem do posiadania dzieci i obrzydzeniem do ludzi je posiadających.

Tak samo dobrze wyedukowani są moi znajomi. Wyobraźcie sobie więc ich zdziwienie, gdy na naukach przedmałżeńskich jakaś babka-zawsze-dziewica wytłumaczyła im, że to, czego uczono ich w szkołach, to szatańska manipulacja mająca na celu zwabienie ich biednych duszyczek do piekła.

O ile dobrze wiemy to polska ma podpisany z Watykanem konkordat. Oznacza to ni mniej ni więcej, że Kościół Katolicki ma spory udział w tym co jest przekazywane dziecią i dorosłym w tej materii, więc program nauczania antykoncepcji jest konsultowany właśnie z kościołem. Więc nie rozumiem dlaczego mógłby go krytykować. No właśnie w tym miejscu wychodzi, że pani sergitta nie za bardzo zapoznała się z tematem. Jej rzekoma relacja jest stekiem bzdur. Żeby wypowiadać się na jakiś temat trzeba mieć minimum wiedzy. Żeby być cynicznym na jakiś temat wiedzą trzeba się popisywać. Babka zawsze dziewica ten zwrot to bardzo tani chwyt populistyczny ze strony sergitty. Jest to niejako nawiązanie do prostego teksu, że jak ksiądz może nauczać na temat seksu jeśli go nie uprawia. Jest to dość perfidna figura retoryczna nie pozwalająca na kontr ripostę w dobrym tempie.

Kiedyś to było pięknie. Głównym zmartwieniem kościoła był seks przedmałżeński. I można się było z tym zgadzać lub nie, ale idea, przyznacie, była szczytna. Chodziło o świadome wybieranie partnera, z którym łączy nas miłość i wspólne plany a perspektywa zajścia w ciążę nie niesie za sobą ryzyka samotnego macierzyństwa.

Tak kiedyś było bardzo pięknie, zabijano księży, inwigilowano kościół, przesłuchiwano, werbowano do bezpieki. Komuniści chcieli zlikwidować kościół. Ich głównym celem było stworzenie człowieka ateisty. Jak widzimy komuchu są dziś w kontrofensywie. Racja bardzo fajnie było.

Dziś jednak kościół wziął się za seks sam w sobie, co oczywiście nie dziwi, bo któż mógłby więcej o seksie wiedzieć, niż ksiądz. Oto, czego moi znajomi dowiedzieli się na obowiązkowych naukach przedmałżeńskich:

Niestety pani sergitto i znowu fo pa. Kościół nie uważa że seks sam w sobie jest złem. A z tym księdzem to taki pleonazm logiczny. Seks służy jako ekspresja miłości obojga małżonków ma służyć zaspokajaniu potrzeb obojga partnerów. Przyjemność w tym miejscu jest bardzo ważnym aspektem oczywiście nie negowanym przez kościół.

Sergitta zachowuje się jakby przedawkowała Marsjanki. Przy tym swoje teksty układała tylko w swojej głowie bez zaczepienia o rzeczywistość bez rozmowy z normalnymi bądź zwykłymi ludźmi. Żeby nie być gołosłowny jak sergitta postanowiłem odwiedzić znajomego mi księdza i zweryfikować głupoty, które wypisała nasza naćpana blogerka. Bo są to banialuki i to ostre.

1. Seks z zabezpieczeniem to grzech, bo nie prowadzi do zapłodnienia.

Seks z zabezpieczeniem nie jest grzechem, bo nie prowadzi do zapłodnienia tylko, że głównym zadaniem rodziny jest posiadanie właśnie dziecka. Ludzie biorąc ślub kościelny niejako zobowiązują się do poszerzania rodziny. Na tej podstawie można nawet unieważnić małżeństwo. Małżeństwo może być nieważne gdy okaże się, że jeden z małżonków miał w planach nie posiadanie dziecka.

2. Seks w dni bezpłodne to grzech, bo nie prowadzi do zapłodnienia.

Oj banialuki. Seks w dni bezpłodne to nie grzech. Jedną z najczęściej promowanych metod antykoncepcyjnych to właśnie kalendarzyk, a więc jeśli seks w dni nie płodne to grzech, więc jaki jest sens prowadzenia takowego? Widzę że u sergitty z logiką coraz gorzej a pomyśleć, że kiedyś promował ją nawet sam kominek niestety sergitta nie wytrzymała tempa.

3. Uwaga, to będzie najlepsze: Brak seksu w dni płodne to grzech, bo nie prowadzi do zapłodnienia.

Uwaga wariat w blogosferze. 3 punkt jest całkowitą bzdurą. I całkowicie podważało by sens używania kalendarzyka chyba, że po to aby maksymalizować liczbę dziecie. Ha ha ha. Zbadamy tą hipotezę. Oj sergitta. W Polsce liczba dzieci przypadającą na kobietę to ok. 1,7 to tragicznie mało. Teraz wyobraźmy sobie chory scenariusz pani sergitty. W jej modelu każdego roku kobieta rodziła by dziecko. Załóżmy że średni wiek małżeństw w Polsce to 27 lat. Załóżmy, że każda kobieta może rodzić do 45 roku życia daje to 45-28 to 17 czyli dziesięć razy tyle. Niezły science ficion.

4. A w ogóle prezerwatywa to wynalazek diabła. I to diabeł wmówił nam, że ona chroni przed wirusem HIV. Bo w istocie prezerwatywa jest z takiego porowatego materiału. I te pory są na tyle małe, że nie przepuszczają plemników - i na tyle duże, żeby wirusy HIV mogły sobie bezpiecznie przejść. I producenci prezerwatyw specjalnie ją tak właśnie skonstruowali. Żeby szerzyć HIV.

Diabeł jest istotą nie materialną i niczego nie produkuje. Niczego tej nie wynajduje ani nie odkrywa. A te bajki z prezerwatywą to sama wymyśliłaś? Sergitta łapie się coraz bardziej tanich chwytów aby zwiększyć sobie ilość odwiedziń na blogu. Czyżby dochód z reklam był jedynym sergitty? Ja rozumiem, że szkalowanie kościoła jest ostatnio trendy, ale żeby to robić trzeba mieć jeszcze minimum polotu, bo używanie utartych schematów tupu kościół to tylko bezmózgie mochery i trzeba się z nich śmiać to nie jest dalekosiężna strategia. Sergittę z tego miejsca pozdrawiamy środkowym palcem i życzymy dalszych sukcesów.

wtorek, 29 września 2009

Alicja T.


Oglądałem wczoraj program Tomasza Lisa. Gościem była oczywiście pani Alicja 1000. Gdy usłyszałem, że będzie ona występowała tam pomyślałem sobie niezła będzie jatka, jeśli ona będzie musiała się sama bronić. Bo jak wiemy pani Alicja T-1000 do inteligencji nie należy.
Niestety Alicja T. Tysiąc nie siedziała na foteliku przy Tomaszu.

http://www.tomaszlisnazywo.pl/

Tak jak się spodziewałem jeśli Alicja Tysiąc musiałaby się sama bronić, dostałaby wpierdol, bo już na samym wstępie facet z Gościa Niedzielnego zmiażdżył ją argumentami. Alicja k1(ostatnio przechrzczona na Alicja k130) siadła na widowni obsadzona z obu stron towarzyszkami z Polskiej Federacji na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny(ta w czerwonym to Ewa Dąbrowska-Schulz, która jakiś czas temu dostała nieźle po głowie od Janusza Korwina-Mikke)







Alicja Tysiąc stwierdziła, że słowa z Gościa Niedzielnego ją bolały i bolą do dziś. Cóż, kwestia wrażliwości. Później stwierdziła, że nie wolno mówić o niej w kontekście aborcji używając jej nazwiska (za to sąd stwierdził, że można). Najśmieszniejsza była sytuacja, w której przerwała wypowiedź Bogumiła Łozińskiego, twierdząc że to on uważa, że aborcja jest zabójstwem, a ona inaczej, i wobec tego, że ona ma swoje zdanie, to prosi, by Łoziński je... (tutaj się zapowietrzyła), bo nie było wiadomo co Łoziński ma robić z jej zdaniem i tylko nerwowo rozejrzała się po swoich kompankach, by coś podpowiedziały! Niestety, ani Dąbrowska-Schulz, ani ta od kondomów nic nie wymyśliły i nie powiedziały na ucho...
Ogólne wrażenie - biedna kobieta, którą feminazistki wykorzystują.

Kazimiera Szczuka zachowywała się po prostu chamsko przedrzeźniając Girzyńskiego, jechała po bandzie na antyklerykalizmie, lansując przy okazji bajkę o biednej Alicji, która to musiała się bronić przed nikczemnymi, wszechpotężnymi władcami świata, jakimi są kościelni dygnitarze, czy jakoś tak. Na szczęście udało się bohatersko wybrnąć z tej sytuacji. Powiedziałbym nawet niczym bohaterska obrona Częstochowy, ale to porównanie byłoby chyba nie na miejscu.

Kalisz najpierw twierdził, ze GN twierdził, że Alicja zabiła dziecko, na co mu pięknie Piecha zripostował, że nie dziwi się, że nie wie co pisze GN, skoro jako komunista takiej gazety nie czyta. Później zaczął sypać łaciną, po co trudno powiedzieć, może aby fajniej wyglądało i potwierdzało jego racje, ale w jaki sposób nie wiem.
Na koniec zaś Kalisz powiedział, że Kościół ma szerzyć miłość, a nie nienawiść. Taka mowa trawa, czyli coś powiedzieć a nic nie powiedzieć a przy tym jeszcze coś zyskać. Czyli jednoznacznie można stwierdzić, że koalicja komunistyczna na rzecz promowania aborcji: Kalisz-Szczuka delikatnie mówiąc nie popisała się.

Za to popis(nie mylić z PO-PiS)dali posłowie PiS-u właśnie. Pokerowe zagranie Girzyńskiego z zacytowaniem wywiadu z Alicją, że wyskrobałaby Julkę gdyby wtedy miała 5 tys. po prostu zmiotło oponentów, że aż zaczeli majaczyć. Np. Szczuka o jakieś edukacji seksualnej. Na marginesie chciałem wspomnieć, że w W. Brytanii mają tą edukację seksualną właśnie, czego efekty we wcześniejszych wpisach przedstawiałem:
http://teoriazycia.blogspot.com/2009/09/bezstresowe-wychowanie-cd.html
Post robi się już nieco przydługawy, więc resztę dokończę jutro. Na koniec powiem jeszcze, że mam prosty sposób na rozwiązanie kwestii aborcji i eutanazji(często te zbrodnie próbuje się przepychać niejako w pakiecie). Otóż zwolenników eutanazji powinno się poddawać natychmiastowej eutanazji w myśl zasady: macie co chcecie. Przy życiu pozostaliby tylko przeciwnicy zalegalizowania tegoż procederu, więc spór by po prostu wygasł.
Natomiast pewnym problemem są zwolennicy aborcji, bo mało który z nich gdy był nią zagrożony mógł się na ten temat wypowiedzieć.
Ten problem zastawmy może na później.

sobota, 26 września 2009

mięsko

Coś dawno mnie tu nie było, a wszystko przez ból brzucha po sobotnim biesiadowaniu.
Miałem ostatnio bojowe zadanie. Mianowicie miałem nabyć kiełbasę na grilla. Grilla organizowaliśmy ze znajomymi, ale to ja miałem zająć się kiełbasą. Oczywiście zrzutka była.
A wiec jestem w masarniczym i od razu w oczy rzuciła mi się kiełbasa o wdzięcznej nazwie „kiełbasa ze świniobicia”(znajomym powiedziałem, że z koniobicia) Trochę się świeciła, więc pomyślałem, że pewnie w nocy myli ją ludwikiem a rano przetarli szmatką i nasmarowali oliwą.
Oto taki fajny sposób na odświeżanie wędlin.






Znam jeszcze kilka fajnych sposobów na odświeżanie mięsa np. jak już trochę zaczyna śmierdzieć można zamarynować w przyprawach i puścić na dyskont.
Można też po mielić ze świeżym i bezpośrednio sprzedać bądź zrobić z tego gotowe mielone lub pokroić w kawałki i sprzedać jako gyros.

Z trudniejszym zadaniem mamy do czynienia gdy musimy odświeżyć kawał surowego mięcha np. karkówki bądź szynki. Wtedy musimy mieć w posiadaniu mały zapas pektosoli(sól+ Azotyn sodu). Jak nam zaczyna mięso trochę ciemnieć to wkładamy do takiej pektosoli i ono momentalnie nabiera koloru mięsa świeżego.

Można też wybrać najbardziej hardcorowy sposób np. tak jak robi to Carrefour czyli na starą datę ważności przykleić nową.
Ale co np. z szynkami? Na to też znaleziono ostatnio sposób. Pionierami w tej materii jest Kaufland niedawno też i Intermarche.



15 września rusza nowa kampania wizerunkowa Intermaché, która będzie wsparta spotami w najważniejszych kanałach telewizyjnych w Polsce.

Zmianie ulega również hasło sieci. Tanio i świeżo to przekaz, który będzie powtarzany we wszystkich narzędziach komunikacji z klientami.

Ponoć teraz wędzą sami. To pewnie każdy pomyśli, że to teraz świeższe będzie no niekoniecznie, bo można zastosować trick z pektosolą, czyli będą wędzić tylko to mięso, które będzie im się psuć. Nie oszukujmy się, te wędzarnie nie są po to aby dbać o klienta i oferować mu namiastkę tradycyjnego wyrobnica, tylko żeby zmniejszyć koszty recyklingu mięsa.

Ps. Nikogo w tym miejscu nie zniechęcam do jedzenia mięsa, bo mięso trzeba jeść. Wiadomo przecież, że jest zdrowe, tylko trzeba dbać, żeby mięso pochodziło z pewnego źródła.

poniedziałek, 21 września 2009

coś się ruszyło

Każdy z nas w mniejszym bądź większym stopniu wierzy w liczby. Każdy zna pechową trzynastkę, szczęśliwą siódemkę, 666 jako liczbę szatana, mówi się do 3 razy sztuka, mniej znana jest liczba 23 itd. Niektórzy wierzą w znaczenie dat. W 2000 miał skończyć się świat w tysięcznym zresztą też. Natomiast niedawno była też fajna data bo 09.09.09. kurwa pamiętaliście? Ja też nie. Nie wierzyłem znaczenie tej daty aż do momentu jej nastąpienia.
Z pewnością zapisze się ona w mojej pamięci na zawsze, a za sprawą niecodziennych okoliczności związanych z tamtym dniem. Tego dnia szedłem sobie ulicą z moją dupeczką. Nic szczególnego powiecie. No ja też tak myślę, ale idźmy dalej. To idę sobie dalej ulica a tam. Gościu który rozdaje gazety. Wziąłem, choć na co dzień nie biorę, nie biorę bo nie pomagam. Nie pomagam, bo mam to głęboko w dupie. Do normalnej roboty obiboki a nie ludzi wkurwiać. Czasami biorę gazetę, albo ulotkę ale tylko dlatego, bo czasami mi szkoda jak jakaś brzydula, to rozdaje, albo hipopotam, a niech ma niech zarobi na pączka i kilo boczku. A tak poważnie to gdy widzę jakąś fajną dupeczkę to nie biorę od niej tego co rozdaje bo i po co i tak sobie poradzi.(teoria ewolucji) natomiast jak widzę jakiegoś szkaradnego osobnika, który nie może wytrzymać do następnego posiłku to pomagam, biorę tą ulotkę a nawet dwie. Ale inaczej było tym razem. Co prawda gazety rozdawał gościu, ale nie był brzydki ani gruby, więc nie kwalifikował się do pomocy(tak, tak zarówno kobiety jak i mężczyźni traktowani są równo!) przechodzę koło gościa udawając, że nie widzę odwracam głowę w drugą stronę a tam pełna pretensji twarz Marzenki, mówiąca weź! Ja na to nie. Jak nie, weź i już! Wziąłem chodź brać nie powinienem, ugiąłem się.
Gazetę schowałem do plecaka i poszedłem do szkoły. Zatrudnili nową panią przedszkolankę, więc nie chciałem mieć już na początku tyłów u pani wychowawczyni, więc zdecydowałem, że lekturą zajmę się po lekcjach. Już od początku dnia coś nie grało, wziąłem gazetę a z domu stare śniadanie, nie ta śniadaniówka. Nikt mi jedzenia odstąpić nie chciał, więc wyciągałem 2 zeta z kieszeni i poszedłem do sklepiku szkolnego, kupiłem batona. Batona zjadłem szybko, więc miałem czas na przeczytanie lektury jaką było metro- ścierwo agory. Chciałem zobaczyć co tam Michnik wyjąkał.

Pomijają już sławienie jedynej słusznej partii w oczy rzuca się tytuł. No rzuca się bo na pierwszej stronie. ZUS. ABW przyszła po prezesa i dyrektorów. Myślę sobie może jest to związane z nasza potrzeba ilustracji przykładu z życia dotyczącego naszego niedawnego tekstu o teorii oszukiwania, czyli ekonomi behawioralnej. Ale dla mnie ważniejszym tematem było. Nabazgrane coś na 6 i 7 stronie. Na szóstej i siódmej str. To pewnie pomyślicie 2 strony. No nie do końca, tekstu tam było na pół strony, tylko komuś tak się chujowo przedrukowało, że mu na drugą stronę wjechało.
O niebagatelnym tytule Wenecja odpływa na lewo. I prowokujące zapytanie: co sądzicie o festiwalu, na którym Oliver Stone prowadza się pod rękę z dyktatorem Hugo Chavezem.

My osobiście nic nie sądzimy, bo nie myślimy tak odpowie zgodnie chór przechodniów. Nie sądzimy nic bo nie było o tym jeszcze w telewizji. Chociaż nie, raczej go nie lubimy, bo to jakiś terrorysta jest antyamerykański czy cóś. Ach tak. Nieźle, nieźle fajnie bo wcześniej pojawia się w pytaniu słowo dyktator. No i już wiemy, że jest nie możemy mu ufać. Przecież i dyktatorem był/jest Husajn, Łukaszenko, Hitler, Mussolini, Tusk, Stalin.

W artykule wypowiada się jakiś kretyn, krytyk filmowy. Niejaki bolewski, sobolewski którego boli, że świat się zmienia i to w dodatku na lepsze. Może niedługo dojdziemy do miejsca gdzie sztuka już nie będzie dotowana przez państwo. Może nawet i sztuka nowoczesna upadnie. A wracając do festiwalu na głównym planie byli Michael Moore, Hugo Chavez i Oliver Stone.

Poglądami jako takimi w tym miejscu zajmować się nie będziemy. Zajmijmy się analizą samego teksu, tropieniem populizmu i wmuszaniu ideologii.
Tede sobolewski zaczyna z grubej rury mówi, że festiwal robią sieroty po Stalinie czy Mao…
Powiedz może od razu, że to terroryści.

„Chavez witany był jak gwiazda rocka, a jego fani byli w ekstazie”.
Może to z powodu bardzo „demokratycznych” rządów Berlusconiego?

Kim jest Chavez? Jest reformatorem.
Wenezuela za jego urzędowania osiągnęła znaczne sukcesy gospodarcze oraz w walce z ubóstwem. Kraj dzięki wysokim cenom ropy naftowej, której sprzedaż stanowi 90% eksportu i ponad 50% wpływów budżetu, zlikwidował deficyt oraz osiągnął nadwyżkę w bilansie płatniczym. W Wenezueli poprawiają się też wskaźniki społeczne. Od 2003 r. bezrobocie spadło o 8 p. proc. (z 18 do 10%). Od początku rządów Chaveza spadł też poziom biedy. W 1998 r. poniżej progu ubóstwa żyło 55% Wenezuelczyków, a obecnie jest ich 37,9% (2005).

Gdyby Chavezowi nie udało się przejąć władzy 10 lat temu, Wenezuela stała by się republiką bananową z ogromnym zadłużeniem. Wiele korporacji nienawidzi Chavez za to, że nie sprzedał kraju. Więc jego krytyka w mediach jest niejako zrozumiała.

Jakiś buras z II giornale ocenia: świat może się zmienić, ale w Wenecji ciągle jest to samo: czerwone widma, antyamerykanizm, antykapitalizm, antyberlusconizm, dyktatorzy i populiści.


Czyli to samo co wszędzie. W telewizji też co dzień widzę populistów. Tuska, Berlusconiego, Sarkoziego, Obamę itd.
A w czym lepszy jest amerykanizm od antyamerykanizmu?
Znów chodzi o podział stołków. II giornale działa z polecenia Berlusconiego, wiec w ich interesie jest zagłuszanie głosów opozycji.

Na koniec zajmijmy się może samym Tadeuszem Sobolewskim.
W PRL-u robił karierę. Pracował w tygodniku "Film", a od 1981 w miesięczniku "Kino", w którym w latach 1990-1994 był redaktorem naczelnym, dziś robi dla gazety wyborczej.

Tak więc bardzo zrozumiałe jest, że priorytetem jest bronie statusu quo, tym bardziej, że musi gdzieś upchnąć swoją córeczkę. Broni się rękami i nogami przed stwierdzeniem Michaela Moora, że żyjemy w niesprawiedliwym niedemokratycznym systemie. Nie ważne, że nie sprawiedliwym, ważne żeby sobolewskiemu się podobało.

piątek, 4 września 2009

Oj działo się, działo.

Czyli 70. rocznica rozpoczęcia drugiej wojny światowej.

Tuż przed obchodami Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powołał specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesom Rosji.

Wiadomo o fałszowanie nie chodzi, bo każdy tą historię fałszuje. Żydzi, Niemcy, Rosjanie, Polacy i cała reszta. Wiadomo, każdy broni tylko i wyłącznie swoich interesów. Każdy ma swoją prawdę. Jak rzekłby Niccolò Machiavelli lepsza jest ta prawda , która jest bardziej użyteczna.
Chciałbym przestrzec w tym miejscu wszystkim przed ślepym wyznawaniem prawdy przedstawianej nam przez struktury władzy, media itp. Stanowisko polskich władz znamy, że to my byliśmy najbardziej poszkodowani podczas wojny i, że to Hitler i Stalin nas chcieli zniszczyć a Anglia z Francją nasz olały.
Żydzi natomiast twierdzą, że to oni są najbardziej poszkodowani, że druga wojna to holokaust, że 6 mln ich wykosili itd.
Do tego grona poszkodowanych aspiracje ma też Rosja, która to ponoć również została zaatakowana przez Niemcy. Zaraz, zaraz a 17 września to kto kogo napadł? Ach tak, przecież to chodziło o ochronę ludności rosyjskiej, zamieszkującą wschodnie tereny. Bełkoczą coś o jakimś pakcie polsko-niemieckim o nieagresji(o czym za chwile).
Niemcy natomiast wojnę wypowiedzieć musiały, bo reparacje wojenne po pierwszej wojnie światowej zadusiłyby ich gospodarkę całkowicie. Ich pieniądze przedstawiały tylko i wyłącznie opałową czyli dokładnie tyle co dzisiejszy dolar Zimbabwe.
Fałszowanie historii rozumiem jak najbardziej. natomiast nie mogę pojąć przyznawania się do tego jak było naprawdę.
Nie mogę zrozumieć dlaczego Kaczyński przeprasza za zajęcie Zaolzia w 1938 roku. Do tej pory przecież część historyków traktowała okupację Zaolzia jako rodzaj rewanżu za ich zdaniem niesprawiedliwe dla Polski zapisy Traktatu Wersalskiego. I tak mogło pozostać, przecież i tak nikt dziś się ze zdaniem Czechów nie liczy. Więc po co? Przepraszał Kaczyński przepraszał i Kwaśniewski. Kwachu przepraszał za jedwabne chociaż nie wiadomo, czy nie zrobili tego Niemcy. Podobnie trudno mi zrozumieć Kanclerz Niemiec Merkel, która mówiła, że nie można odwrócić dokonanego podczas wojny zła, a "blizny będą widoczne zawsze". - Tu na Westerplatte wspominam los Polaków, którzy cierpieli zbrodniczą okupację niemiecką, wspominam zagładę Żydów europejskich, wszystkich, którzy zginęli straszną śmiercią w niemieckich obozach zagłady, miliony, które zginęły w walce przeciw okupacji niemieckiej.
Tusk jak zwykle pierdolił od rzeczy. Bo i o czym miałby mówić, przecież te sprawy nie są już do załatwienia.
Natomiast na wysokości zadania stanął Władimir Putin, który stwierdził, że niby wojna była, ale to nie wina Rosji. A mniej więcej mówił tak: że musimy zastanowić się nad tym, co doprowadziło do II wojny światowej, jakie polityczne idee doprowadziły do takiej agresji. Jak mówił, były to intrygi i spiski, a II wojna światowa nie zaczęła się z dnia na dzień - jej korzenie leżały w niedoskonałościach Traktatu Wersalskiego.
A szkoda, że Kaczyński mówił pierwszy przynajmniej nie było by potrzeby przepraszania Czechów.
Podkreślił też, że od 1934 do 1939 r. trwały wysiłki, by "uspokoić nazistów", którzy przejęli władzę w Niemczech. Robiono to - mówił Putin - poprzez porozumienia i pakty, które były nie do zaakceptowania z moralnego punktu widzenia, a z perspektywy politycznej "były niebezpieczne i złe".

- Kombinacja tych aktów doprowadziły do tragicznego początku II wojny światowej i musimy przyznać, że takie błędy zostały popełnione. Nasz kraj, Duma Federacji Rosyjskiej, nasz parlament, potępiła pakt Ribbentrop-Mołotow. Mamy prawo oczekiwać, że w innych państwach również zostaną potępione akty zawarte z reżimem faszystowskim i zostanie to uczynione nie tylko na poziomie oświadczeń politycznych liderów, ale także zostaną podjęte decyzje polityczne - powiedział Putin.
Putin nie przepraszał za Katyń i nie ma co się oszukiwać nigdy nie przeprosi.

wtorek, 1 września 2009

Gwałt.

Dziś mało poważny wpis, ale nie o poważnej sprawie, tylko o nie poważnym podejściu.
http://facet.wp.pl/kat,1007899,wid,10538316,wiadomosc.html

Na naszym blogu nie śmiejemy się z ofiar gwałtów, bo jak mało co cenimy sobie godność i prawo do nietykalności osobistej. Współczujemy wszystkim kobietą, które zostały w ten sposób potraktowane. W tym wpisie szydzimy tylko z autora, która sobie zrobił pośmiewisko z tak ważnego tematu i demaskujemy jego mijanie się z prawdą.


(kolorem niebieskim przedstawiony jest mój komentarz.)



Marta była mocno wkurzona na Janusza. Nie miała stałego chłopaka, a chciała się wybrać do nowej dyskoteki i to właśnie jej sąsiad, Janusz, przyjaciel od dzieciństwa obiecał jej towarzyszyć w najbliższy piątek.

jak pech, to pech. Fatum już wisiało nad Martą od samego początku.


Kilka godzin przed umówionym spotkaniem zadzwonił jednak na komórkę i powiedział, że wyprawy nici, bo przyjeżdża jego dziewczyna i idą do znajomych. Marta zdecydowała, że wybierze się sama.

Marta jak widać nie jest ich znajomą tzn. jest, ale nie jest. Zresztą sami wiecie. Przyjaciel to nie znajomy i na imprezy się go nie bierze.


Za serwowanym w większości lokali techno nie przepadała, więc była mile zaskoczona rytmami disco w nowym klubie. Spotkała znajomych z uczelni, chwilę porozmawiali, ale tamci mieli swoje towarzystwo, więc znowu siedziała przy barze i sączyła piwo.

Marta poszła rozczarować się rytmami techno w nowym klubie(bo takie miała zamierzenie), ale znów się pomyliła. Fatum trwa dalej.


Gdy obok usiadło dwóch facetów koło trzydziestki najpierw się zirytowała.

– Myślałam, że będą puszczać stałe teksty o „pięknej i samotnej”, ale okazali się całkiem mili – opowiada Marta. – Zamówili jeszcze jakieś piwo, bo mocniejszych alkoholi raczej unikam, porozmawialiśmy, z jednym zatańczyłam dwukrotnie i… dalej nic. Pustka.


Czy osoba zgwałcona miło wspominałaby oprawców słowami „okazali się całkiem mili”?
No może gdyby było to lekkie pukanie z jednym, ale tam już dochodziło do grupowego gwałtu z uszkodzeniem ciała.



Marta nie wie, co się działo prawie przez całą noc. Ocknęła się na ławce, na niewielkim skwerku. – Już było jasno, a przecież pamiętam, że niedawno była godzina 20 i tańczyłam w dyskotece w całkiem innej dzielnicy – relacjonuje dziewczyna.

jak widać Marta na dyskoteki się nie spóźnia. Do godziny dwudziestej zdążyła wypić co najmniej 2 piwa, zatańczyć dwa razy(sugeruje to przerwę miedzy dwoma tańcami najprawdopodobniej na trzecie piwo) i poczekać na działanie narkotyku. Wcześniej na tej dyskotece widziała swoich znajomych. Ciekawe o której ta dyskoteka musiała się zacząć?


– Byłam jakaś „połamana” bolał mnie brzuch, ogólnie źle się czułam, a na dodatek miałam kompletną dziurę w pamięci. Nic mi nie zginęło, miałam torebkę, a w niej komórkę i portfel, więc pomyślałam, że po prostu się upiłam.

Upitych się nie okrada. He he he. Marta nie wie, o której się obudziła chodź miała przy sobie komórkę.

Marta może przeszłaby nad całą sprawą do porządku dziennego, gdy nie fakt, że coraz bardziej bolało ją podbrzusze i zdecydowała się na pójście do lekarza.

Jak wiemy na naszą Martę czas działa trochę inaczej. Potrafiła w błyskawiczny sposób pozbyć się objawów rzekomego kaca. Nawet te „połamanie”. Niestety jeden objaw nie dawał jej spokoju. Coraz bardziej bolące podbrzusze. W błyskawicznym tempie podjęła decyzję o wybraniu się do lekarza internisty.


Internista zasugerował wizytę u ginekologa, a ten, po badaniu, stwierdził wprost: - Nie może pani uprawiać tak intensywnego seksu, bo to się może na zdrowiu odbić.

Że nasza Marta zwlekać nie lubi, już tego samego dnia była u ginekologa. Ta to dba o zdrowie i ma jakiś niesamowitych lekarzy w okolicy. Przeciętny Polak to by to tydzień załatwiał.


Marta zbaraniała: - Jaki seks? Przecież ostatni raz to było prawie miesiąc temu? Ginekolog nie zostawił złudzeń: - W ciągu ostatniej doby odbyła pani stosunek, i to chyba nie jeden.

Marta przypomniała sobie dwójkę dyskotekowych kompanów i zrozumiała skąd ta wielogodzinna luka w pamięci, obolałe ciało i werdykt ginekologa.

Marta przypomina sobie kompanów nawet taniec z nimi, jakimi tekstami ją zagadywali, ale niestety nie pamięta jak wyglądali, jak mieli na imię itp.

Dyskotekowy bywalec o „dragrejpie” słyszał, ale żeby tak z własnego doświadczenia, to nie.

– A co to za przyjemność na śpiocha? - wykłada swój punkt widzenia. – Tu dużo jest chętnych dziewczyn i wystarczy postawić parę drinków, a nie żeby od razu w dragi inwestować. Jakaś trawka to co innego, ale takie paskudztwo?

(przykład cymbała, który jeszcze dupy nie miał)


- Ale są takie palanty, co dosypują dragi do piwa – wtrąca przysłuchująca się rozmowie mocno wymalowana dziewczyna (później okazuje się, że ma 17 lat).


(Mocno wymalowana to pewnie nieletnia. Wiadomo nie, przecież tyle reportaży o tym było.)


– Jedna moja koleżanka poszła z taki na ognisko i obudziła się po dziesięciu godzinach goła w trawie, a wypiła tylko jedno piwo. Ale chyba nic jej nie zrobili, tylko rozebrali.

Jak się bawić to się bawić. Pomijając już fakt, że taka pigułka tania nie jest.


Gdy pytam, czy jakoś zareagowała i zgłosiła sprawę policji siedemnastolatka robi zdziwioną minę. – Żeby się starzy dowiedzieli? To by dopiero miała przechlapane i szlaban na wychodzenie z domu…

Autor chciał przedstawić rzekomą bezsilność wobec zjawiska. Też było o tym sporo reportaży.


Właściciel dyskoteki nie zna żadnego przypadku, żeby w grę wchodziła „pigułka gwałtu”.

– Gdyby coś takiego się zdarzyło, to pewnie byłaby policja, jakieś śledztwo. U mnie takiej sprawy na pewno nie było – wzrusza ramionami.

I teraz każdy wyobraża sobie, jak ten pan wzrusza ramionami, znamy to z psychologii tłumu.

– Tutaj wszyscy są pełnoletni, sprawdzamy dowody osobiste, żeby małolatom alkoholu nie lać, a jak się trafi ktoś z narkotykami to wylatuje na zbity pysk i ma szlaban na stałe.

No wiadomo, że nie lać przecież ich nie ma. A z tymi narkotykami to pokerowe zagranie. Gość nie wzywa policji tylko sobie w notesiku notuje, kto miał dragi.


A te wypowiedzi innych uczestników imprez, to są już po niżej pasa. Ja rozumiem, że głupota uwiarygodnia, ale też trzeba mieć trochę godności. Może i te teksy działają na wyobraźnie, ale są wyssane z palca. Jest to czysta bajka czyli krótki utwór literacki, żartobliwy, zawierający morał i charakter dydaktyczny.
Przekaz jest prosty nie chodźcie dziecka same na dyskotekę, szczególnie w rytmach disco bo tam same zboki są.

My w teorii życia mamy garść wskazówek dla innych Mart i właścicieli dyskotek jak przeciwdziałać tego typu ekscesom w przyszłości.

Załóżmy ze ta dyskoteka była tak wielka(sic! dyskoteka w mieście), że znajomi ze studiów, już Martusi więcej nie widzieli i tych 2 fagasów też nie.
Martusia mądra powinna swojego piwa pilnować, przecież ich nie zna. Nie ?
Załóżmy, że ochrona w dyskotece nie reagowała, gdy jacyś goście prowadzili najebaną w trzy dupy kobietę i ochroniarzom umknęły wizerunki tych panów.
To na pewno zarejestrowała ich kamera przed wejściem. Nie było? Wszędzie są. A monitoring miejski też nie sprawny? Przecież odbyła drogę do co najmniej sąsiedniej dzielnicy.
Pewnie był monitoring, ale ci panowie obeszli go stosując kominiarki, które ściągnęli po wejściu, (mogłoby to wzbudzić podejrzenia Marty.)
Od biedy Marta mogła również poprosić figurantów o okazanie dowodów tożsamości, ale nie.

Czytając ten tekst, też początkowo się nabrałem i pomyślałem co za skurwysyny, ale po zastanowieniu stwierdziłem, że coś tu nie gra i po analizie jasne było, że to tylko fikcja literacka.
foto z http://edunet.tarnow.pl/pl