October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 maja 2010

Logika socjalistyczna.

Ekonomia mimo, że nie nauką ścisłą w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale podlega twardym prawom logiki. Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne. Nelson DeMille
Cytat ten podpowiada nam, że związek przyczynowo-skutkowy jest nierozerwalnym elementem życia ludzkiego. Wszystko co robimy dzisiaj będzie miało skutki w bliższej,bądź dalszej przyszłości. Zawsze gdy dodamy 2 do 2 wynik będzie się równał 4

Ale istnieje też jeszcze jeden rodzaj logiki a mianowicie logika socjalistyczna. Czym jest logika normalna z grubsza przed chwilom przedstawiłem i każdy mniej więcej rozumie o co biega, natomiast logika socjalistyczna już tak zrozumiała nie jest. Logika socjalistyczna nie podlega pod znane nam prawa matematyki, więc 2+2 możne się równać np. 5, ale też np. 3(jak u Orwella w 1984). Tak, więc logika socjalistyczna nie jest stała jak logika zwykła. Logika socjalistyczna nie podlega co zrozumiale logice zwykłej, co może nasuwać myśl, że logika socjalistyczna żadną logika nie jest a co najwyżej zwykłą ściema.
Logika socjalistyczna jest doskonałym narzędziem do wyciągania z ludzi kasy. Jeśli człowiekowi wmówi się ze zabierając mu 5zl odda mu się później 4 będzie bogatszy to na prawdę można działać cuda. Nie dość, że się taki człowiek nie zdenerwuje, to jeszcze będzie wdzięczny.
Nie będę tu już pisał o socjalizmie państwowym, bo to zagadnie jest szeroko opisane w internecie i nie mam tu wiele do dodania. Napiszę natomiast o przypadkach z życia codziennego.
Spacerując sobie niedawno natkałem się na reklamę na autobusie akcji "kultura się liczy". W pierwszym monecie pomyślałem, że chodzi o zwrócenie uwagi obywatelowi na jego kulturę osobistą. Niestety nie o to chodziło, chodziło o dotowaniu kultury. A bilbord wyglądał tak.

Według logiki socjalistycznej ten obrazek jest jak najbardziej logiczny. Inwestując w kulturę, która to przez system naczyń połączonych, napędza cala gospodarkę. Równie dobrze mógłbym wnioskować do rządu RP o dotacje 1mld PLN na "własne wydatki", przecież w ten sposób napędzam gospodarkę, nie?
No właśnie nie. Logika zwykła w tym miejscu nam nie sprzyja. Wszystko by było fajnie gdyby tak jak na obrazku były te trzy probówki. W rzeczywistości są tylko dwie, te połączone. Trzecia jest gdy odlejemy z tych dwóch. A ile się wtedy rozleje to już tylko zależy od laboranta.
Co prawda cały mi ten schemat nie odpowiada, ale przyjmijmy, ze nie jest to głupota. To morze lepiej było by lać do tej drugiej probówki, przecież jak nalejemy do gospodarki to i kultura tez zyska, nie? Pewnie według logiki socjalistycznej nie, ale ja na logice socjalistycznej nie znam się tak jak na zwykłej.
W dalszej części widzimy, ze od marnowania ma wzrosnąć kreatywność społeczeństwa, być możne, gdy zmarnujemy wystarczająco dużo to zmusi nas to do kreatywności, ale chyba nie o taka kreatywność chodziło. O wzroście PKB już nie wspominając.

niedziela, 25 kwietnia 2010

obrazek.



Jeden obraz wart jest tysiąca słów- jak mawiają Chińczycy, ale i tak nie odmówię sobie przyjemności jego opisania.

Mapka po lewej przedstawia współczynnik feminizacji a po prawej średnie dochody mieszkańców poszczególnych regionów.

Co łatwo zauważyć więcej młodych dziewcząt przypada na mężczyznę w regionach bogatych niż biednych. Oczywiście jest to przypadkiem, bo jak od zawsze wiadomo kobiety nie lecą na kasę(obrzydliwa insynuacja). Co innego mężczyźni, którzy to celowo wyjeżdżają na wieś, żeby się dochapać na dopłatach do rolnictwa a że są tacy głupi i nie umieją tak dobrze obracać pieniędzmi jak kobiety, to ta mapka wygląda jak wygląda;)

Jeśli odrzuciliśmy tezę o chciwości kobiet możemy też odrzucić tezę o dyskryminacji kobiet na tle płacowym(pisałem już o tym tutaj), bo skądś się ten dochód bierze. Jeżeli uznamy, że kobiety wybierają mężczyzn na podstawie innych cech niż te odzwierciedlające zasobność, to z wykresu wynika, że ten dochód muszą wypracowywać kobiety. Kolejny argument z ręki lewaków został wytrącony. Dobrze o tym pamiętać przy kolejnej dyskusji o parytetach.

niedziela, 7 marca 2010

pogromcy pogromców mitów.

Przeglądając siec zawsze można znaleźć inteligentnie brzmiące bzdury, tym razem oto takiego kwiatka znalazłem na blogu trystero: http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/02/26/pseudo-liberalne-mity-korwin-mikke-o-ubezpieczeniach-oc/

Trystero tym razem wcielił się w postać pogromcy "mitów". Trys zresztą ma bardzo bogatą historię starć z różnego rodzaju "mitami ekonomicznymi". Zazwyczaj powołuje się na tzw. konsensus naukowy, czyli po prostu bo tak jest. Tym razem jednak trystero użył zaawansowanych metod statystycznych i analitycznych w postaci exela.

Co my tam bedziemy pieprzyć, oddajmy głos bohaterowi wpisu:

Przede wszystkim, ustalmy jedną rzecz: Korwin-Mikke pisał o obowiązkowych ubezpieczeniach OC. Trudno przecież uwierzyć, by ten radykalny zwolennik wolnego rynku zachęcał do brutalnego ograniczenia wolności zawierania umów i zdelegalizowania ubezpieczeń komunikacyjnych.

Takich fikołków erystycznych dawno nie widziałem, brawo! Czyli według trystero zniesienie przymusu jest równoznaczne z ograniczaniem kogokolwiek. Nam się zawsze przymus kojarzył z ograniczeniami a nie jego brak. dodatkowo wypowiedź okraszona słowami radykalny zwolennik i brutalne ograniczenie wolności a może od razu ultras i faszysta?

Zacznijmy od pewnej ciekawostki. Istnieje cywilizowane miejsce na świecie gdzie prawo nie wymaga posiadania komunikacyjnego ubezpieczenia OC – to stan New Hampshire (NH) w USA. Zapewne, czytelnicy zastanawiają się teraz jak wielkie rzesze rezydentów New Hampshire skorzystało z tej wolności od przymusu posiadania OC. Znam odpowiedź: 11%. Pozostałe 89% wykupiło ubezpieczenie OC chociaż nie jest ono obowiązkowe. Warto zwrócić uwagę, że średni odsetek nieubezpieczonych kierowców w USA w 2007 roku wyniósł 13,8%. Innymi słowy: mimo, że nikt nie zmusza rezydentów NH do posiadania OC i tak odsetek kierowców z OC jest wyższy w NH niż średnia dla USA.

No i bardzo dobrze, że ich nikt nie zmusza a jeśli ilość ubezpieczonych jest wyższy przy braku przymusu, to może lepiej ten przymus znieść, więcej ludzi się ubezpieczy i to bez gadania, że muszą. Usprawiedliwianie ograniczenia wolności brakiem chęci jej posiadania(ucieczka od wolności erich fromm) już przerabialiśmy po I Wojnie Światowej i wiemy jak to się skończyło.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na gigantyczny błąd jaki popełniają zwolennicy radykalnego liberalizmu (RL): zupełnie ignorują fakt, że większość ludzi obdarzona jest bardzo silną awersją do ryzyka. Nie wiem czy wśród zwolenników RL jest nadreprezentacja osób z uszkodzonym mechanizmem samozachowawczym – faktem jest jednak, że historia cywilizacji to historia szukania stabilności i bezpieczeństwa. Zapytajcie swoich znajomych ilu z nich nie wykupiłoby OC gdyby nie było obowiązkowe… Myślę, że wyniki nie będą odbiegać od przykładu z New Hampshire. Mówiąc prosto: ubezpieczenia są odpowiedzią na oczekiwania ludzi – to typowy mechanizm rynkowy!

Ha Ha. Tak bardzo typowy mechanizm rynkowy w gospodarce centralnie sterowanej. Może nie tyle typowy co normalny mechanizm gospodarki rynkowej, byłby w tedy gdyby owego przymusu nie było. Przecież każdy użytkownik samochodu gdy kupuje wóz uwzględnia koszty ubezpieczenia. Dużej części ludzi nie stać na OC, więc nie kupują samochodu. Eliminujemy wtedy z dróg część ludzi, których stać na samochód a nie stać na ubezpieczenie, co nie jest na pewno elementem gospodarki rynkowej.

Zajmijmy się teraz najważniejszym argumentem Korwina-Mikke, przekonaniem, że nieubezpieczeni jeżdżą ostrożniej i powodują mniej wypadków. W raporcie What We Know About Uninsured Motorists and How Well We Know What We Know z 1997 roku Daniel Khazzoom cytuje badania z Kalifornii, z których wynika, że choć w 1990 roku odsetek nieubezpieczonych kierowców (do kierowców ogółem) w Kalifornii wynosił mniej niż 28% to z innego zestawu danych wynika, że uczestniczyli w 55%-61% wypadków śmiertelnych, 45% poważnych wypadków (z obrażeniami ciała) i 34% wykroczeń drogowych (traffic citations). Inne dane statystyczne cytowane przez Khazzoom potwierdzają stanowisko, że wbrew obiegowym opiniom, nieubezpieczeni kierowcy powodują więcej wypadków.

Wobec obecnego prawa, każdy kto ma samochód a nie posiada OC jest kryminalistą. Każdy kto nie chce mieć problemów z prawem płaci przez nos te składki. Prawdą też jest, że ten kto ma sobie prawo za nic w dupie ma też OC. Tacy ludzie, ignorują również inne zakazy takie jak ograniczenia prędkości itd. Zwiększona wypadkowość w tej grupie jest niezależna od posiadania ubezpieczenia. Nie dopatrywałbym się ty żadnej zależności. Trys myli to zależność z korelacją. A poza tym to mógłbym bez trudu znaleźć badania mówiące coś całkowicie odwrotnego.


Najtragiczniejsze jest to, że z danych z USA wynika, że ubezpieczenia nie wykupują osoby, których na pewno nie byłoby stać na pokrycie kosztów zawinionego wypadku. Za tę niefrasobliwość płacą zresztą wszyscy kierowcy wykupując polisy od ‘nieubezpieczonego kierowcy’. Innymi słowy: Korwin-Mikke nie tylko się myli twierdząc, że perspektywa utraty całego majątku skłoniłaby ludzi do ostrożnej jazdy. Po pierwsze, zdecydowana większość kierowców i tak by się ubezpieczyła w celu ograniczenia ryzyka. Po drugie, Ci, którzy nie kupiliby ubezpieczenia nie jeździliby bezpieczniej na co wskazują dane statystyczne na temat wypadków powodowanych przez nieubezpieczonych kierowców w USA. Jedynym skutkiem zmian postulowanych przez Korwin-Mikke byłaby duża liczba uczciwych, porządnych ludzi, wegetujących na skraju nędzy po tym jak zostali ranni w wypadkach drogowych spowodowanych przez kierowcę bez ubezpieczenia i bez aktywów na pokrycie kosztów leczenia, rehabilitacji czy renty. Radykalnie liberalny raj.


Kto chciałby się ubezpieczyć to by się ubezpieczył, tylko z tą różnicą, że tym razem częściowa refundacją nie byliby obciążeni bezwypadkowi użytkownicy ruchu. Jeśli ktoś używa samochodu 2 razy na tydzień czy tylko przez krótki okres w roku ubezpieczenia by nie kupował, podobnie jak spokojni użytkownicy drogi, którzy woleliby te pieniądze wydać na coś innego.

Tak więc gratulujemy myślenia exelem i życzymy wielu sukcesów w przyszłości.

sobota, 27 lutego 2010

program tv- przegląd

Z racji chwilki wolnego czasu jaki obecnie mam, siadłem do telewizora aby dowiedzieć co tam ciekawego w pudełku puszczają. I tak oprócz „M jak Miłość” i Tomasza „Lisa na żywo” zebrałem się do oglądania innych zakątków programu telewizyjnego. Na pierwszy strzał poszedł TVN. A tam rozmowy w toku, które jakoś zawsze odruchowo przełączałem, ale tym razem postanowiłem chwilę się temu przyjrzeć. Kto nie oglądał od razu pragnę poinformować, że jest to program do którego przychodzą zawsze jakieś dziwne osoby. Gdy ja oglądałem akurat było o koksujących babach, wtedy też zapowiadali, że w następnym odcinku będzie jakąś maciora dziewczyna o kobiecych kształtach(100kg), która to rzekomo nie ma problemów z chłopakami. Raz zdarzyło się, że był nawet Żyd. A wracając do samego programu to odniosłem wrażenie jakby sama prowadząca urodziła się wczoraj. Nie wiem czy jest to efekt celowy, aby wywołać w widzu poczucie autentyczności, czy też może lenistwo pani prowadzącej, ale zostawmy to.

Później można było obejrzeć program para kryminalny, który prowadzi sędzia Anna Maria Wesołowska. Strasznie wali w oczy elokwencja i umiejętność poprawnej budowy zdań u świadków przesłuchań, nie ustępująca niczym niedorozwiniętemu ośmiolatkowi. Może wraz z tym programem płynie przesłanie: nie będziesz się uczył, zostaniesz przestępcą, albo nie uczysz się jesteś przestępcą, czy coś w tym stylu. W większości odcinków tego show dochodzi do sytuacji gdy rzutem na taśmę jeden ze świadków odkrywa jakąś tajemnice, dzięki której to podejrzany jest inny świadek a dotychczasowy podejrzany, zaginionym bratem pani sędziny.

Po obejrzeniu tych wspaniałych dwóch programów i w międzyczasie setki reklam przełączyłem na inny kanał. W tym wypadku było to MTV. Jakie było moje zdziwienie gdy odkryłem, że zamiast jak to kiedyś teledysków(w tym celu powstało MTV2) mogłem obejrzeć Halka Hogana w roli moralizatora, który próbuje odwieść od pochopnych decyzji rozwydrzonych latorośli jakiś bogaczy. Mimo tego co zobaczyłem na tym programie zdecydowałem się kontynuować seans z MTV. W dalszej części mogłem zobaczyć np. jak zostać przyjacielem Paris Hilton. Jest to o tyle dla nas dziwne bo myśleliśmy, że aby mieć przyjaciela to trzeba z takim kimś pobyć odpowiednią ilość czasu i utrzymywać relacje bezinteresowne. W tym serialu tego brakował, ale my może jesteśmy jacyś staromodni. Idąc tym tropem jak najbardziej odpowiedni byłby program-poradnik jak zostać blacharą. Po części jest zrealizowany i ten pomysł, bo zobaczyłem też program w którym to rodzice synowi szukają dziewczyny. Wybierają trzy dziewczyny a z pośród nich następca rodu wybiera sobie to najodpowiedniejszą(cokolwiek to znaczy).

Jakoś przypadkowo przerzuciliśmy na TV mango. Pomyślałem a niech będzie zobaczmy co tam ludzie kupują. A że my jesteśmy trochę z nowinkami na bakier i oglądanie telezakupów porzuciliśmy na etapie abgynica(takie coś co wali nas prądem po brzuchu), tym większe było nasze zdziwienie gdy dowiedziałem się do istnieniu wiertarko latarki udarowej, dzięki której możemy wiercić nawet w nocy, ale szczególnie zaskoczeni byliśmy mikro-piekarnikiem opartym o technologie lamp ogrodowych. Niestety z reklamy nie dowiedziałem się czy taki piekarnik działa również zimą, gdy za sprawą słabszego światła baterie słabiej się ładują.

Poza negatywnymi zaskoczeniami typu TV meteo gdzie mogliśmy dowiedzieć się jaka pogoda była wczoraj, były też i pozytywne akcenty np. kanał history praktycznie bez reklam i z sensem i espn classic gdzie można do dziś oglądać jak to nasi piłkarze grali na najwyższym światowym poziomie. Co prawda do dziś można zobaczyć ich na innych kanałach np. taki Grzegorz Lato, ale niestety tylko w kontekście wałków w PZPN, albo Zbigniewa Bońka, który to już dawno temu zwiał do Włoch, ale dzięki temu wie(a przynajmniej tak uważa) co w piłkarskiej trawie piszczy.

Tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć tę część relacji.

wtorek, 19 stycznia 2010

Plus ty....

Chodzi oczywiście o firmę Polkomtel SA. która jest operatorem sieci komórkowej Plus, właścicielem marek Simplus, Sami Swoi i 36.6.

Mam telefon w plusie na kartę Prepaid. Wybrałem właśnie tak żeby czuć się swobodnie bez żadnych rachunków, abonamentów, ryzyka, że przekroczę ilość darmowych SMS-ów i minut. Oczywiście zależało mi też na niezawodności. Niestety ten ostatni aspekt nie był traktowany poważnie przez tą firmę. Mniejsza już o spam, który wysyła mi sieć typu: od 11.11.2001 istnieje techniczna możliwość bezpośredniego esemesowania z Osamą bin Ladenem itd.
Duża bardziej denerwowało mnie, że SMS wysłany do innej osoby w celu potwierdzenia spotkania docierał do tej osoby już po spotkaniu. Albo raport o niewysłaniu wiadomości dochodził do mnie we wczesnych godzinach rannych, wtedy niejednokrotnie musiałem się zrywać z łóżka sprawdzać, czy może aby ktoś do mnie nie dzwoni w ważnej sprawie.
Irytowało mnie jeszcze sporo rzeczy w tej sieci(o czym opowiem w następnym wpisie)
ale najbardziej wnerwiła mnie ich ostatnia promocja odbywająca się przed Świętami Bożego Narodzenia w której można było wygrać alfę romeo, mieszkanie jak i gotówkę.
Pula wygranych była całkiem spora, więc pomyślałem a co mi tam wyślę tego esa za prawie 5 zł. I tu zaczął się cyrk.
Dostawałem tego typu SMSy

Pa wygrał na start w loterii plusa aż 10000 losów i może dziś wygrać 300 tys zł lub mieszkanie. Prosimy o potwierdzenie. Wyślij Tak na 7410

myślę sobie kurczę co mam potwierdzać jeśli już wziąłem udział w promocji. Podobne jest to trochę do Windowsa, który pyta czy aby na pewno chcę usunąć coś a gdy już usunę czy aby na pewno chce opróżnić kosz z rzeczy które na pewno chciałem usunąć.

Telegram komisji nagród loterii : posiadacz numeru: xxx xxx xxx proszony o wysłanie sms prezent na 7410. czeka bardzo miła wiadomość. Masz 1h.

tutaj wyraźna sugestia, że dostanę prezent jeśli wyślę jeszcze jednego SMSa. Dodatkowo została tu dodana jeszcze jedna sztuczka manipulacyjna czyli zasada niedostępności, czyli musisz się spieszyć bo Ci nagroda ucieknie masz tylko 1h później zaprzepaścisz szansę na wygraną.

Wiadomość doliczyliśmy ci premię w grze o alfe Romeo za 130tys zł zdobyłeś już 5010 losów. Wyślij plus na 7410 i zwiększ szansę.

w tym SMSie w sumie nie można się do niczego doczepić oczywiście poza pokazaniem człowiekowi że musi "walczyć" o nagrodę, bo jest na prawdę sporo warta. Poza tym w tym SMSie jasno powiedziane jest, że to tylko iluzja.

Chcielibyśmy wręczyć ci dziś samochód. Pomóż nam i wyślij 1 sms o treści AUTO na 7410. premia 3000 zwiększy twoje szanse na wygraną! Masz 1h.

O kurczę chcą mi dać auto. Jak chcecie to dajcie, ja też chcę, tylko po co ten kolejny SMS. Kolejna manipulacja czyli wprowadzanie w błąd. Myślę, że w tym miejscu mógłby interweniować rzecznik praw obywatelskich a nie zajmować się jakąś fikcyjną grypą.

W plusie nr tel wygrał 10000 szans na alfę za 130tys.zł bo zawiera premiowaną liczbę xxx. Odbierz je: wyślij premia na 7410 masz 1h.

kurde, dają mi już tyle szans. wziąć czy nie. heh milionowi innych osób też to zaproponowano.

Dyrektor loterii potwierdza twoje prawa do odbioru 10000 extra losów w losowaniu alfy za 130tys już dziś. Potwierdź odbiór. Ślij biorę na 7410 masz 1h.


Wow tu następna sztuczka. wykorzystanie zasady autorytetu. dyrektor loterii. zastanawiam się dlaczego nie np. Cesarz loterii.

Plus chce dziś wręczyć ci samochód. Pomóż nam i wyślij sms o treści alfa na 7410 premia 10000 losów zwiększy twoje szanse na wygraną! Masz 45 min.


Ostatnio było 60 min teraz już 45 co robić, coraz mniej czasu.

Informacja od dyrektora loterii. Numer xxx wygrał 10000 losów na dzisiejsze losowanie alfy. Graj dalej wyślij finał na 7410 masz 45 min


Znowu do mnie pisze sułtan loterii.

Akt własności alfy Romeo brera czeka. Prosimy, wyślij akt na 7410, a możliwe że wpiszemy w nim twoje dane.

To jest chyba szczyt tej szopki. wpiszą moje dane w akt własności. zastanawiam się skąd mają moje dane jeśli korzystam z usługi Prepaid.

Pilne! właściciel numeru xxx jest proszony o wysłanie sms-a o treści alfa Romeo na 7410! Czeka oficjalne zawiadomienie. Masz 30 min.


oficjalne zawiadomienie, ale że co że dostałem miliard szans na alfe romeo. a poza tym to tempus fugi, już tylko 30 min.

Chcielibyśmy wręczyć ci dziś samochód. Pomóż nam i wyślij 1 sms o treści alfa na 7410. premia 10000 losów zwiększy twoje szanse na wygraną1 masz 1h.


Chcą mi wręczyć już drugi raz samochód. Wziąć czy nie?

Za 45 minut zgłoszenia po odbiór extra losów na alfę w loterii plusa stracą ważność. Wyślij szybko auto na 7410, zdążysz odebrać 10000 losów.


Dalszą część SMSów i komentarzy opublikuje w następnym wpisie.

sobota, 2 stycznia 2010

Jak manipulować skutecznie.


Często bywa tak że mamy coś do załatwienia. Czasami coś ważnego czasami mniej. No i za zwyczaj albo załatwimy, albo nie w zależności jak się staramy i jak nam zależy.
Bo od tego jak nam zależy, zależy jak się staramy. Jeżeli nam zależy to załatwimy, bo jesteśmy autentyczni(druga osoba na wierzy). Ale chcielibyśmy czasami coś załatwić gdy nam nie zależy w ramach bonusu chociażby. Wtedy jesteśmy mało wiarygodni, ale gdy się postaramy….
Żeby coś załatwić musimy poznać zasady rządzące relacjami wymiany między ludźmi. Tak wymiany, bo mało kto robi coś bezinteresownie. Jest to zasada wzajemności.
Jeśli chcemy coś z kimś załatwić to możemy go zaprosić np. najpierw na obiad. Działa to na kobietę, która używa zazwyczaj zasady lubienia, czyli jak ktoś mnie zaprosił na kolacje to na pewno mnie lubi a jeśli mnie lubi, to i ja mogę coś zrobić dla przyjaciela.
Na mężczyzn też to działa, ale trochę inaczej. Na zasadzie właśnie zobowiązania. Ona/on mi obiad to ja jemu/jej coś tam. Poza tym po spożyciu posiłku poprawia nam się znacząco humor a w dobry humorze jesteśmy w stanie więcej robić dla innych.
Ale istnieją jeszcze inne sposoby wpływania na ludzi. Chodzi o to że małym kosztem jesteśmy w stanie zyskać dość wiele. Techniki te różnią się w zależności od płci i relacji płeć-płeć, ale chodzi w każdym razie o rażącą dysproporcję między manipulowanym a manipulatorem.
Relacja mężczyzna-mężczyzna
Czynnik wspomagający alkohol
Moje obserwacje tego zjawiska wskazują, że użycie jednej flaszki wódki(ok.20zł) jest dużo bardziej opłacalne niż użycie banknotu o tym nominale. Tym bardziej że przy tak zwanym pójściu na flaszkę połowa flaszki(10zł) wraca do autora prośby natychmiast. Występuje tu podobna relacja jak przy postawieniu obiadu, ale dziwi mnie zaburzenie oceny wartości podarunku, który jest decydowanie przeszacowany. Tym bardziej, że ze 4/5 flaszki to podatek(VAT, akcyza).
Zauważalna jest tu korelacja im mniejszy iloraz inteligencji manipulowanego, tym jego zdolności oceny wartości środka płatniczego są mniejsze.
Relacja mężczyzna-kobieta
Czynnik wspomagający kwiaty. Jakoś tak kobiety mają, że potrafią wiele wybaczyć dostając kwiaty. Tym bardziej nie powinien dziwić gniew iż nie dało się kwiatów w jakąś rocznicę.
W tym przypadku już nie występuje już tak rażąca dysproporcja w oceni wartości podarunku jak w relacji pierwszej(kobiety wiedzą np. ile kosztuje tulipan a ile róża 90cm.), ale tu występuje jeszcze miękka metoda manipulacji, czyli lubienie. Nie żeby kobiety były dużo inteligentniejsze od mężczyzn i w związku z tym ich ocena była lepsza, po prostu kobiety bardziej ochoczo przyjmują podarunki, nie czując się przy tym zobowiązane. Zatem nie jest to tak spektakularna technika jak przy butelce wódki dla sąsiada, ale pozwala to na realizacje celów w przyszłości. Można też zauważyć przywiązanie do kwiatu, które dopiero w dalszej kolejności przechodzi na nas. Przywiązanie te nie jest wytłumaczalne, ale łatwo zauważalne np. każdy widział jak kobieta zmysłowo, zamykając oczy próbuje uchwycić woń róż, które właśnie dostała. Nawiasem mówiąc większość kwiatów z kwiaciarni nie ma żadnej woni, co sugerowałoby to na to, że to nawyk wyuczony.

Relacja kobieta-mężczyzna, czyli sytuacja odwrotna jak w punkcie wyżej.
Czynnik wspomagający uroda(szeroko rozumiana)
W technice tej występuje szeroki wachlarz możliwości, ale my konkretnie zajmijmy się wyłudzaniem pomocy. Takie wyłudzanie polega przede wszystkim na poproszenie ofiary o pomoc. Na początku coś małego a że mężczyzna z chęcią pomaga ładnym kobietą, to i spełnia prośbę w mgnieniu oka. Zanęta chwyciła. Mężczyzna myśli, że kobieta jest zainteresowana(może coś z tego będzie). Z czasem spełnia coraz więcej próśb wymieniając je za kilka uśmiechów, czułych minek. Mężczyzna w tym miejscu pogrąża się podwójnie, bo liczy na wzajemność(zasada wzajemności, która kobiety jakoś słabo rozumieją) i konsekwencji, czyli jak raz pomógł to czemu nie później(pula może przepaść i co wtedy?). Ale ta zabawa i tak się kończy bo nie chodziło tu o relacje natury sercowej(jak się wydawało ofierze) a czysto biznesowej.

Dodatkową ciekawostką jest, że w tego typu manipulacja kobieta niczym nie ryzykuje, ani nie kupuje, kwiatów, alkoholu czy czego tam akurat trzeba, więc zachęca to do recydywy, ale mamy nadzieje, że jednak takich ludzi jest mało.
Bronić się przed tą metodą można w sposób opisany np. tu

Relacja kobieta-kobieta
W tym miejscu nie czujemy się zbyt kompetentni z przyczyn oczywistych, ale pewnie ten typ manipulacji będzie polegał głównie na nadużywaniu zasady lubienia.

Wpis ten nie powstał aby nauczyć was jak manipulować innymi a po to aby uzmysłowić wam jak często potencjalnie to wy ulegacie tego typu procederom.

wtorek, 24 listopada 2009

Rzecz o wiarygodności mediów.

W mediach jakiś czas temu była podana wiadomość o tym, że jakaś kobita została zwolniona z racji swojego wyglądu. No to sobie myślę no kurcze co się porobiło. Kiedyś to było ciężko z brzydką buzią pracę dostać, ale jak się już dostało to i się ją miało a tu zwolnienia.

Później się okazało, że nasza bohaterka straciła pracę, bo nie była brzydka tylko (sic!) zbyt piękna. Piękno znów odbija się piętnem na czyimś życiu(skaranie boskie). Doznałem konsternacji, ale po chwili doszedłem do siebie i myślę, że to piękno musi być samozwańcze, a może stoją za tym feministki(jak donosi Agent Tomek dość aktywne ostatnio) Myślę sobie tak: jeśli można dyskryminować ze względu na kolor skóry, płeć to można i za urodę. Dodałem do tego dwa założenia.
założenie pierwsze: feministka jest zawsze dyskryminowana(zawsze!)
założenie drugie: mało która feministka jest ładna, więc jakaś mądra głowa wymyśliła, że jest dyskryminowana właśnie ze względu na urodę.
No, ale znów pudło czytam dalej... a to babka w więzieniu pracowała i była strażniczką. Ponoć za bardzo się za nią skazani oglądali, co negatywnie wpływało na dyscyplinę we więzieniu i tak straciła pracę. Wszystko było by ok gdyby ta pani naprawdę była taka piękna jak to opisują.
Niestety i to życie zweryfikowało. Nasza redakcja "dotarła" do fotek poszkodowanej.
I co się okazało co prawda nie brzydka, ale na miano pięknej to też nie zasługuje.
Wiemy również, że cena jest kształtowana przez popyt i podaż a w takim więzieniu to raczej deficyt lasek jest. To i "nic szczególnego" jawi się jako cudo. Sam to przerabiałem podczas dwumiesięcznym pobycie u naszych zachodnich sąsiadów.
Oczywiście są pewne granicę, bo można powiedzieć, że kobiety pracują jako strażniczki i takich problemów nie mają np. pani Jadzia lat 60.
Pani Jadzia brania nigdy nie miała, bo pewnie ma nadwagę, nie te lata i pewnie jeszcze jakieś inne mankamenty.
Natomiast nasz bohaterka tak na oko ze 28-30 lat. BMI tak około 19,8 i parę kilo tapety na budzi co może już stanowić rarytas w bardzo nudnych ścianach więzienia. Co dość dobrze ilustruje teoria braku laku.

Oto jej fotki:


Pierwsza fotka bardzo ładna. odpicowała się. Włosy ładnie zrobiła nawet brwi uregulowała. Jakieś zmarszczki na szyi wystają znad apaszki, ale po oględzinach tej fotki to może nawet i sam bym ją puknął. Ale...



...na tej fotce dzieje się coś niedobrego. Nos wydaje się krzywy a buzia też jakby nieforemna.



Nasza przypuszczenia zdają się sprawdzać na tej fotce nosek jest już wyraźnie przekrzywiony, dodatkowo uwidocznione zostały poobgryzane wargi i mongoloidalne rysy twarzy.



a tu nasza laseczka w pełnej krasie. Tu wygląda jak chomik, albo inny koń. Nic specjalnego może poza barkami które ma naprawdę fajne;-)

Tego typu wydarzenia zawsze skłaniają do refleksji. Mnie np. do zastanowienia się nad rolą mediów w dzisiejszym świecie. Uważam, że rola mediów powinna być informacyjna a nie rozrywkowa. Gdy słyszę bądź czytam jakiś nagłówek w którym jest jeden z tych wyrazów: super, mega, niewiarygodne, nieprawdopodobne, pilne, z ostatniej chwili, cała prawda, musisz przeczytać itd. po prostu omijam taki artykuł. Myślę, że każdy z nas powinien w ten sposób reagować, bo może wtedy wydawcy i redaktorzy przestali by nas traktować jak debili i udzielali rzetelnych informacji. A tak napisze taki denny artykuł, zarzuci zanętę w postaci "szokującego" tytułu i śmieje się z was, żeście to łyknęli.

sobota, 7 listopada 2009

Bajka

Dziś opowiem wam bajkę o pewnym gospodarzu.

Za górami za lasami żył sobie się pewien gospodarz przez którego to łąkę sąsiedzi zrobili sobie ścieżkę na skróty. Gospodarz przez długi czas nie reagował na to, ale pewnego dnia nagle zaczęło mu to przeszkadzać, więc gdy widział ludzi przepędzał ich z tej łąki. Nie dlatego, bo mu to przeszkadzało tylko dowiedział się, że jego rodzina wie, że przez tą łąkę wszyscy uczęszczają. Jemu to zwisało czy ktoś robi sobie skrót przez jego działkę ,ale jak zaczęła go rodzina podsycać tekstami typu: łażą ci po łące a ty musisz dzierżawę płacić, przecież mogą chodzić na około a poza tym to na pewno tu śmieci wywalają itd. Nieszczęsny uległ presji i musiał wziąć się za ochronę swego terytorium. Co prawda od początku było dla wszystkich wiadome, że i tak będzie tam ścieżka i tak nawet dla gospodarza. No ale coś zrobić musiał żeby się później nie wstydzić przed rodziną. Chodził na tą łąkę przeganiać przechodniów, ale rzadko mu się to udawało, ponieważ każdy z daleka już go tam widział a poza tym jako rolnik miał wiele innej pracy. No, ale dobra pilnował, czyli nikt nie chodził, ale ścieżka jest. jak to mogłaby spytać rodzina gospodarza. Gospodarz więc potrzebował dowodów dobrego pilnowania (sic!) własnej posiadłości. A że tłuczono mu przez całe życie, że ma być porządny, więc nie kłamie w danej sprawie, ale mijanie się z prawdą to już co innego. nie powiedzenie nie dopowiedzenie itp. to już nie kłamstwo. np. bardzo wpieniają mnie ludzie którzy są tak fałszywie poprawni którzy rzucają tekstem ja mu nie powiem, ale jak mnie spyta to mu powiem prawdę. no ja by byli tacy szlachetni to jeszcze dało by się to znieść, ale jak taki zaczyna kręcić a gdy dojdzie się do tego jak naprawdę było to taki ci powie, że albo nie pytałeś albo że mówił ci to ale inaczej. kurwa kurwa kurwa jak jeszcze kogoś takiego spotkam to zajebie.
A zmierzając do meritum to taki gospodarz ma podobnie najebane w bani on nie kłamie ani nie mówi prawdy. bardzo problematyczne dla jego debilnej rodziny, ale i dla niego samego. Im się może w tej sytuacji należy(za głupotę), ale czym zawinił na biedny gospodarz. Gospodarza zaczyna to też powoli denerwować. Z jednej strony wkurwia go rodzina a z drugiej cała ta sytuacja. Gospodarz musi się wykazać. Jest coraz bardziej sfrustrowany. Musi te żale wyrzucić, ale nie do sprawców całej tej hecy, czyli debilnej rodziny nie dlatego, że nie było by to właściwe bo było by jak najbardziej, ale z powodu bardzo pokręconej mentalności gospodarza, którą przekazały mu pokolenia wcześniejsze. więc patrząc na drugą stronę gospodarz nie ma innego wyjścia jak zaczaić się na łące i opierdolić przechodnia a przy okazji wylać swoje żale właśnie w jego towarzystwie. przejebka. wiec gospodarz robi tą przyczaje łapie „cwaniaczka”, który „bezczelnie” maszeruje przez jego łąkę i prawi mu już wcześniej ułożony wywód przy okazji dokładając kilka epitetów zaczepnie. No i teraz ten „bezczelny” przechodzień ma dylemat, albo wycofać się od razu i z burakiem w ogóle nie gadać, albo wdać się w kłótnie. którą bramkę wybierze uczestnik programu zależy od jego osobowości jeżeli nasz figurant rozumie trudną sytuację i motywy cerbera łąki to od razu się wycofa mając na celu nie danie satysfakcji rolnikowi(o tym za chwile) jest jeszcze bramka nr 2 czyli o kurwa będzie mnie obrażał parobek jeden. Taki osobnik IQ (jeśli w ogóle) nie wiele wyższe od swego przeciwnika. Wtedy dwa buraki zaczynają się kłócić. Dla debila nr 2 przejście przez łąkę staje się celem priorytetowym. Nie ustąpi, bo nie będzie się dawał obrażać. debil nr 1 nie ustąpi, bo to jego działka i może sobie na niej robić co chce a poza tym to jak powiedział, że gościu ma wypierdalać, to ma wypierdalać. Stawka się cały czas podnosi jak w pokerze pula rośnie im ktoś później się wycofa tym gorzej dla niego, ale z drugiej strony to gospodarz jest uprzywilejowany tak jak bankier w grze oczko. Bo debil nr 1 nie przegrywa od razu może to rozłożyć na raty natomiast debli nr 2 sprowokowany do wymiany zdań może w sumie bardzo efektownie przegrać a wygrana jest mało prawdopodobna, ale to następny efekt pojebanego myślenia człowieka dzisiejszego.

Rolnik w sumie się cieszy, że debila wciągną w dyskusje, ponieważ w domu będzie się mógł pochwalić jaki to mężny był i jacy to ludzie są skurwiali. Co prawda całą sytuację bardzo ubarwi i naciągnie co spowoduje debatę całodniową nad powyższym problemem. To będzie mniej więcej dyskusja w tonie dwóch ludzi o odmiennych poglądach tylko z tą różnicą, że o tych samych. Czyli taka kłótnia ze sobą, ale bez stron jest to naprawdę niezwykłe, bo niby jeden front, ale uczestnicy czują się atakowani. Normalni ludzie jak się ze sobą zgadzają kończą dyskusję na ten temat, bo już doszli do konsensusu a tu nie. a taki ewenement. No, ale to w najlepszym wypadku, bo jeśli debil nr 1 przegra na froncie prowadzi jeszcze dywersje jeśli musiał odpuścić na łące musi zawalczyć w domu. Dyskusja w domu jest prowadzona w podobnym tonie(inaczej dyskutować nie potrafią) gospodarz czuje się dużo mniej komfortowo niż w pierwszym przypadku(tak może być to jeszcze bardziej nieprzyjemne) debil nr jeden musi to ubarwić bardziej musi wiedzieć jak jego przeciwnik się nazywa musi kilkakrotnie podkreślić jego bezczelność, musi podkreślić swoje racje (nawet gdyby nie miał). Co prawda dostanie niezły wpierdol od rodziny, taki wpierdol mentalny, ale na drugi dzień już ma zmontowaną ekipę która będzie rozpowiadać "fakty" o całym zajściu. Gospodarz też musi udawać zaangażowanie całą sytuację i też łżeć w tej sprawie, ale ma do wyboru, albo być wyśmianym przez te stado debili, albo brnąć w to próbując w to wierzyć i po tygodniu być całkowicie wolny od presji rodziny. Dlatego gdy znajdziesz się w kiedyś w podobnej sytuacji pamiętaj, żeby z takim człowiekiem nie kłócić się bo: po pierwsze on nie szuka problemu, bo nie za bardzo rozumie cały mechanizm a, że cię obraził nie przejmuj się wiedz, że wycofując się robisz mu większą krzywdę, bo nie będzie mógł nić ciekawego w domu powiedzieć na temat swoich heroicznych czynów a poza tym to nie musiałbyś się później szykować na dywersję.

A jak to w bajkach zawsze na końcu morał. Morały z tej bajki to:

Jak z debilami się obdajesz, debilem zostajesz.
Z debilami nie dyskutuj, inni mogą nie zauważyć różnicy.
Dla debila nie mówienie prawdy to nie kłamstwo, jak i pół prawdy to też nie kłamstwa.

sobota, 31 października 2009

Inżynieria społeczna w praktyce.

Dziś będzie trochę psychologii w praktyce. Przedstawimy kilka zagadnień dotyczących ludzkich zachowań w przystępnej formie, czyli filmików. No niby wszystko piękne, ale każde uproszczenie wywołuje zniekształcenie chociażby poprzez uogólnienie, ale dla osoby całkowicie "zielonej" w temacie na pewno film się spodoba.

A dla ambitnych polecam książkę: Robert Cialdini-Wywieranie wpływu na ludzi.















sobota, 26 września 2009

mięsko

Coś dawno mnie tu nie było, a wszystko przez ból brzucha po sobotnim biesiadowaniu.
Miałem ostatnio bojowe zadanie. Mianowicie miałem nabyć kiełbasę na grilla. Grilla organizowaliśmy ze znajomymi, ale to ja miałem zająć się kiełbasą. Oczywiście zrzutka była.
A wiec jestem w masarniczym i od razu w oczy rzuciła mi się kiełbasa o wdzięcznej nazwie „kiełbasa ze świniobicia”(znajomym powiedziałem, że z koniobicia) Trochę się świeciła, więc pomyślałem, że pewnie w nocy myli ją ludwikiem a rano przetarli szmatką i nasmarowali oliwą.
Oto taki fajny sposób na odświeżanie wędlin.






Znam jeszcze kilka fajnych sposobów na odświeżanie mięsa np. jak już trochę zaczyna śmierdzieć można zamarynować w przyprawach i puścić na dyskont.
Można też po mielić ze świeżym i bezpośrednio sprzedać bądź zrobić z tego gotowe mielone lub pokroić w kawałki i sprzedać jako gyros.

Z trudniejszym zadaniem mamy do czynienia gdy musimy odświeżyć kawał surowego mięcha np. karkówki bądź szynki. Wtedy musimy mieć w posiadaniu mały zapas pektosoli(sól+ Azotyn sodu). Jak nam zaczyna mięso trochę ciemnieć to wkładamy do takiej pektosoli i ono momentalnie nabiera koloru mięsa świeżego.

Można też wybrać najbardziej hardcorowy sposób np. tak jak robi to Carrefour czyli na starą datę ważności przykleić nową.
Ale co np. z szynkami? Na to też znaleziono ostatnio sposób. Pionierami w tej materii jest Kaufland niedawno też i Intermarche.



15 września rusza nowa kampania wizerunkowa Intermaché, która będzie wsparta spotami w najważniejszych kanałach telewizyjnych w Polsce.

Zmianie ulega również hasło sieci. Tanio i świeżo to przekaz, który będzie powtarzany we wszystkich narzędziach komunikacji z klientami.

Ponoć teraz wędzą sami. To pewnie każdy pomyśli, że to teraz świeższe będzie no niekoniecznie, bo można zastosować trick z pektosolą, czyli będą wędzić tylko to mięso, które będzie im się psuć. Nie oszukujmy się, te wędzarnie nie są po to aby dbać o klienta i oferować mu namiastkę tradycyjnego wyrobnica, tylko żeby zmniejszyć koszty recyklingu mięsa.

Ps. Nikogo w tym miejscu nie zniechęcam do jedzenia mięsa, bo mięso trzeba jeść. Wiadomo przecież, że jest zdrowe, tylko trzeba dbać, żeby mięso pochodziło z pewnego źródła.

piątek, 18 września 2009

Mikke o wierze.

Na co dzień Januszowi Mikke zdarza się bredzić, ale czasami powie coś mądrego np. w tekście poniżej.
Ja zaliczam się do ludzi wierzących w Boga. Nie mam jednak zamiaru przekonywać Was, że Bóg istnieje. Bo niby jak? Bardzo łatwo można udowodnić, że nikt nigdy nie udowodni, że Bóg istnieje - jak równie łatwo można udowodnić, że nikt nigdy nie udowodni, że Bóg nie istnieje... Więc po co mamy tracić czas? Jest to kwestia Wiary - a ta nie podlega żadnemu rozumowaniu.

Aha - pytacie: "Jak udowodnić, że nikt nigdy nie udowodni, że Bóg istnieje?". Bardzo prosto. Nawet gdyby na nieboskłonie pojawił się zastęp Czterech Archaniołów, a także Trony, Serafiny, Trąby i Cherubiny - w liczbie dokładnie takiej, jak w Apokalipsie - to co zrobicie, Drodzy Ateiści? Brawo! Powiecie, że to Aldebarańczycy przylecieli, przeczytali Biblię, i oto urządzają nam fikuśne przedstawienie. I będziecie mieli rację: to żaden dowód! Całkiem możliwe, że bardzo wysoko rozwinięci technicznie Aldebarańczycy przylecą - a mają takie możliwości techniczne oraz swoiste poczucie humoru. Mogą zresztą to zrobić po to, by tanim kosztem skłonić 99% ludzi do wykonywania jakich-ś ich (rzekomo Boskich) poleceń. Kto wie?

Co mówicie, Kochani? Że gdyby pojawiły się Archanioły, Trąby, Trony, Serafiny i Cherubiny – to byście jednak uwierzyli w Boga? Oooo – to uważacie, znaczy, że prawdopodobieństwo istnienia Boga jest większe, niż prawdopodobieństwo przylotu wysoko rozwiniętych Aldebarańczyków? No-no...

A jak udowodnić, że nikt nigdy nie udowodni, że Boga nie ma? Oh, to jasne: cokolwiek byście, Drodzy Ateiści, wymyślili, to spłynie po nas jak woda po kaczce. Pan Bóg jest przecież Wszechmocny - a jako Wszechmocny może stworzyć Ziemię razem z "dowodami" na to, że człowiek pochodzi od małpy, albo i od żółwia. Np. po to, by sprawdzić, czy głęboko Mu wierzymy i nie zmylą nas (fałszywe przecież!) dowody. Ba! Być może stworzył świat wczoraj - z nami obdarzonymi (fałszywą) pamięcią dnia przedwczorajszego i wszystkich poprzednich. Jak udowodnić, że tak nie jest? Nie da się, Kochani - nie da się... Jeśli Bóg jest Wszechmocny - to może stworzyć WSZYSTKO, z ateistami i takim kamieniem, którego Sam nie będzie w stanie unieść. Bo czym go, jeśli będzie chciał, uniesie. Kto powiedział, że Wszechmocnego obowiązuje logika?

Kwestię Wiary mamy więc załatwioną. Wy wierzycie w jedno - my w drugie; i nie mamy się o co kłócić. Każdy z czterech światów:

0 - Boga nie ma i ludzie w Jego istnienie nie wierzą

A - Bóg istnieje, ale ludzie w Jego istnienie nie wierzą

B - Boga nie ma i ludzie w Jego istnienie wierzą

AB - Bóg istnieje i ludzie wierzą w Jego istnienie

- jest logicznie możliwy. Wiemy, że żyjemy w świecie, w którym część ludzi wierzy w istnienie Boga, a część wierzy w Jego nieistnienie - natomiast nie wiemy, i nigdy nie będziemy wiedzieli, czy On istnieje.

Czym innym niż Wiara jest religia. Jest to zjawisko społeczne. I jest ono całkowicie niezależne od istnienia Boga. A nawet od wiary w Niego. Łatwo można sobie wyobrazić kraj, w którym żaden dorosły nie wierzy w Boga - mimo to wyznają i uprawiają religię (z powodów, o których niżej). Trochę trudniej wyobrazić sobie kraj, w którym wszyscy wierzą w Boga, ale nie uprawiają żadnego Jego kultu - ale też jest to możliwe (logicznie możliwa jest Wiara zakazująca wszelkiego oddawania czci Bogu - jako nieprzyzwoitego podlizywania się Mu w nadziei na Raj!)

Religia to pewien zwyczaj kulturowy i społeczny. Niesłychanie ważny. Z punktu widzenia Wiary jest kompletnie obojętne, czy żegnamy się z lewa na prawo - czy trzema palcami z prawa na lewo, czy do domu modlitwy wchodzimy z głową zakrytą - czy odkrytą. Panu Bogu jest to zapewne wszystko jedno. Natomiast przyjmowanie i pielęgnowanie pewnych obyczajów jest ważne dla spójności i rozwoju społeczeństwa.

Jest to temat na kupę traktatów. Tu ważne jest jedno: nie mylny religii z Wiarą.

Teraz dochodzimy do tematu zasadniczego

My, wierzący, nie mamy problemów egzystencjalnych. Wy macie: musicie zadać sobie pytanie: "Po co żyjemy?" Bo jak nie po oto, by wypełniać nakazy Dekalogu i zapewnić sobie bytowanie w szczęściu po wsze czasy - no, to właściwie jaki jest sens ludzkiego życia?

Liberałowie-ateiści odpowiadają zazwyczaj słowami śp.Jana Stuarta Milla: '"Celem jest maksymalizacja szczęścia możliwie największej liczby ludzi".

OK. Nie mam wprawdzie felicytometru i nie wierzę w możliwość jego skonstruowania - ale: niech będzie. W takim razie dlaczego nam przeszkadzacie?

W czym?

W szczęśliwym umieraniu!

My wierzymy, że po w miarę przyzwoitym życiu przenosimy się do Lepszego Świata. I nam to sprawia przyjemność! Lubimy tak właśnie umierać. A Wy nam chcecie tę przyjemność popsuć! Niby dlaczego?!?

Zachowujecie się jak dziecko bez nogi, które psuje koledze rowerek, by też nie mógł na nim jeździć!

Być może Pana Boga nie ma - ale my wierzymy, że jest, i nam jest z tym dobrze. Natomiast na czym miałoby polegać Wasze dobro, gdybyście nawet przekonali nas, że Pana Boga nie ma? Robicie to w imię Prawdy? Ależ dowodu na nieistnienie Boga nie macie!

Co by Wam dało gdybyście nas przekonali? Wam - nic. A nam by się umierało znacznie mniej przyjemnie...

Zauważcie, że nie ma tu symetrii. Wierzący (chrześcijanin, żyd, muzułmanin) jeśli jest socjalistą, a więc czuje się powołany do dbanie o dobro innych - ma powód, by Was przekonywać. Chce waszego dobra... Ale liberał??!?

Natomiast nie widzę, jaki interes ma ateista - nawet o skłonnościach pro-społecznych - by namawiać kogokolwiek do ateizmu. Ateista-liberał cieszy się zasię (po cichu!), że w czasie gdy konkurent w niedzielę się modli, on przez tę godzinę wypracuje parę złotych, co pozwoli mu wygrać z nim walkę o rynek...

W UPR-ze są i wierzący, i ateiści. Wszelako my nie zajmujemy się przekonywaniem nikogo do tego by wierzył, albo nie wierzył. To są sprawy indywidualne.

Ale jest jeszcze aspekt społeczny.

Ludzie wierzący, że Pan Bóg po śmierci nagradza dobrych, a karze złych, rzadziej kradną, gwałcą, mordują. Może tylko ze strachu - ale ja wolę mieć mniejszą szansę, że zostanę zamordowany... i jest mi wszystko jedno, czy nie zostanę zamordowany dlatego, że potencjalny morderca nie zabił mnie bo nie lubi zabijać - czy ze strachu przed Piekłem.

Jeśli więc chcecie, by zwiększyła się liczba przestępstw, by trzeba było obciążać budżety coraz wyższymi wydatkami na policję, na kamery monitorujące miasta, na aparaturę podsłuchową - to proszę: przekonujcie ludzi, że Pana Boga nie ma.

Powtarzam: z politycznego punktu widzenia jest obojętne, czy Pan Bóg istnieje, czy nie istnieje; ważne: by ludzie wierzyli, że istnieje. Jak mawiali rosyjscy nihiliści: "Boga niet - otca w mordu można!". Chcecie oberwać po mordzie od własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność jest względna...

OK – jesteście elitą, Wasze dzieci będą dobrze wychowane i bez bojaźni Bożej nikogo mordować i gwałcić nie będą. Jednak – wyobraźcie to sobie, Kochani Ateiści – na świecie obok dzieci dobrze wychowanych (a i z takimi nigdy nic nie wiadomo...) istnieje ze trzydzieści razy tyle dzieci źle wychowanych. Nieraz: dzieci prymitywnych umysłowo – i będących prymitywami. I jakaś część z nich jednak boi się tego Piekła. Oni nie wnikają w szczegóły, obcy im jest spór o transsubstancjalność lub o manicheizm – natomiast prostą naukę: „Ukradniesz – będziesz się smażył dwa lata” - rozumieją.

I jeśli widzą w kościele tłum modlących się, widzą wśród nich wielkich tego świata, ludzi mądrych i wykształconych – to mówią sobie: „Ja tam nie wiem, czy Bóg istnieje – ale skoro miliardy ludzi weń wierzą, inteligentni i mądrzejsi ode mnie wierzą - to oni pewno wiedzą lepiej... Na wszelki wypadek nie będę kradł”.

Nawet więc, jeśli w Niego nie wierzycie, to w Waszym interesie jest siedzieć cicho - a nawet przekonywać innych, że On istnieje!

Czy myślicie, że np. Mieszkowi I objawił się Duch Święty? Nie, on po prostu skalkulował, że religia chrześcijańska jest korzystna dla podtrzymania władzy królewskiej, władzy ojca rodziny itd. I dlatego pod przymusem kazał nawracać...

Jeśli tego nie rozumiecie, jeśli nie rozumiecie własnego interesu - no, to trudno! Coś nie w porządku z inteligencją i racjonalizmem. Bo podobno nazywacie się racjonalistami?

Reasumując: oczywiście możecie mieć rację twierdząc, że Bóg nie istnieje. Ja nie krytykuję niewiary w Boga, nie krytykuję ateizmu! O tym jednak, czy Bóg istnieje, przekonamy się (albo nie...) dopiero po śmierci. Dlatego nie wierzcie sobie - nikt Wam nie zakazuje nie wierzenia - i uważania się po cichu za lepszych od tkwiącej w zabobonach Większości.!

Natomiast głoszenie ateizmu, ateizm wojujący, jest absolutnie nieracjonalny. W dodatku: szkodliwy społecznie.

Więc: po co go głosić?

wtorek, 8 września 2009

Oszukiwanie w teorii i praktyce.


Oszustwo - przestępstwo polegające na doprowadzeniu innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania jej błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Pojęcie rozporządzenia mieniem ma na gruncie prawa karnego autonomiczny charakter i nie może być utożsamiane z rozporządzeniem rzeczą w rozumieniu prawa cywilnego. Rozporządzeniem będzie każda dyspozycja pokrzywdzonego prowadząca do zmiany stanu majątkowego własnego lub innej osoby.
Wprowadzenie w błąd polega na podjęciu przez sprawcę zabiegów mających na celu wytworzenie w świadomości pokrzywdzonego nieprawdziwego obrazu rzeczywistości. Błąd może przejawiać się w postaci urojenia nieistniejącego faktu lub nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy. Przedmiot błędu musi obiektywnie stanowić przyczynę dokonania rozporządzenia i powinien ściśle wiązać się z jego niekorzystnością. Zachowanie sprawcy może polegać na działaniu (nieprawdziwe zapewnienie o pewnych okolicznościach) lub zaniechaniu (zatajenie pewnych okoliczności).
Sprawca wyzyskuje błąd, gdy wie o błędnym przekonaniu pokrzywdzonego co do określonego fragmentu rzeczywistości, ale nie czyni nic, by go z tego błędu wyprowadzić, Wikipedia



No to tyle teorii zobaczmy jak się ma to w praktyce.

W marcu 2009 roku Dan Ariely wygłosił fascynującą prezentację o naukowych podstawach procesu oszukiwania, w której pokazał kilka fundamentalnych reguł rządzących sposobem w jaki ludzie oszukują, w jaki działają bodźce skłaniające ludzi do oszukiwania oraz w jaki sposób ludzie usprawiedliwiają oszukiwanie.
Dan Ariely posłużył się prostym eksperymentem. Ochotnicy mieli do rozwiązania 20 prostych zadań matematycznych w bardzo krótkim czasie. Zbyt krótkim by wystarczył na rozwiązanie wszystkich zadań. Prowadzący eksperyment płacił 4 dolary za każde rozwiązane zadanie. Uczestnicy rozwiązywali średnio 4 zadania. Tu wkraczała do akcji pomysłowość naukowców.
Część ochotników poproszono o wyrzucenie kartek z odpowiedziami i podanie liczby zadań, które rozwiązali. Ochotnicy średnio podawali, że rozwiązali 7 zadań. Co więcej, wyniki wskazywały, że ‘wzrost liczby rozwiązanych’ zadań był wynikiem tego, że większość ochotników podała zawyżoną trochę liczbę, a nie tego, że kilku podało bardzo zawyżoną odpowiedź. Następnie zmieniano scenariusze eksperymentu tak by sprawdzić czy ludzie oszukują zgodnie z ekonomicznym rachunkiem zysków i strat czy są irracjonalni w oszukiwaniu. Co się okazało?



-wysokość nagrody (za rozwiązane zadanie) miała niewielki wpływ na uczciwość ludzi.
-prawdopodobieństwo złapania miało niewielki wpływ na uczciwość ludzi.
Co więc wpływa na skłonność ludzi do oszukiwania? W jednym z eksperymentów poproszono połowę uczestników o wymienienie 10 lektur z liceum a drugą połowę o wymienienie 10 przykazań. Nie trudno zgadnąć, że ludzie wymieniający przykazania (zasady eksperymentu takie same jak z zadaniami z matematyki) nie oszukiwali, przy czym liczba wymienionych faktycznie przykazań (jako miernik religijności nie miała znaczenia). Nie oszukiwali także ochotnicy, których poproszono przed zadaniem o podpisanie Kodeksu Honorowego MIT – mimo faktu, że taki kodeks nie istnieje. Najwyraźniej więc ludzie, którym przypomni się o zasadach moralnych, a przez to podniesie emocjonalne koszty oszukiwania, oszukują mniej. Jakie inne spostrzeżenia wyciągnęli naukowcy z kolejnych wersji eksperymentu?
-ludzie dużo chętniej oszukują gdy w grę wchodzi coś innego niż pieniądze (Kto ukradnie 10 złotych z kasy pracodawcy? A kto wydrukuje 100 stron prywatnych dokumentów?) – zamiana dolarów na żetony podwoiła oszukiwanie nawet mimo faktu, że żetony można było wymienić na dolary kilka minut później.
-ludzie są bardziej skłonni do oszukiwania gdy widzą kogoś ze swojej grupy, który oszukuje.

“Nie oszukiwali także ochotnicy, których poproszono przed zadaniem o podpisanie Kodeksu Honorowego MIT”

tutaj bym zwrócił uwagę na działanie “zasady konsekwencji” (Robert Cialdini) – chcemy uchodzić za konsekwentnych nie tylko w oczach innych ludzi, ale przede wszystkim we własnych oczach.
“ludzie są bardziej skłonni do oszukiwania gdy widzą kogoś ze swojej grupy, który oszukuje” – Cialdini opisywał też “eksperyment” z ustawionym przechodzeniem na czerwonym świetle (im więcej podstawionych przechodniów przechodziło, tym więcej zwykłych ludzi szło za nimi). Działa tu zasada “społecznego dowodu słuszności”

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Teoria w praktyce, czyli trening

Tak sobie kiedyś pomyślałem trening czyni mistrza. Zdanie to trzeba rozumieć dosłownie, więc czym prędzej wziąłem się za poprawianie biegłości w dziedzinach związanych z relacjami międzyludzkimi. No niby fajno, ale naprawdę za trening mogłem się wziąć gdy zrozumiałem, że powaga sytuacji nie jest zbyt wielka. To tak jak np. Raul Gonzales nie będzie testował nowej techniki strzału karnego podczas meczu finałowego ligi mistrzów gdy wynik spotkania nie jest jeszcze pewny. Tak ja musiałem się zdystansować i przyjąć że obecny czas jeszcze nie jest niczym wielkim. Muszę potrenować przed prawdziwym życiem. Tak samo jak trening poprzedza mecz. Nie możliwe jest dobrze grać bez treningu, więc trenować trzeba a żeby trenować trzeba mieć czas, a żeby mieć czas trzeba go sobie wydzielić.


Wiąże się to z planowaniem i ustalaniem generalnie strategii dalekosiężnej. Wiemy przecież że improwizacja na dłuższa metę przynosi więcej szkód niż pożytku. W życiu jak na forexie trzeba próbować różnych technik i wybrać tą która nam najlepiej pasuje, ale najpierw przetestuj na koncie demo. Takim kontem demo są dla mnie ostatnie lata życia gdzie testuje pewne strategie. Najpierw szacuje ryzyko i potencjalny zysk w danym przypadku i sprawdzam wynik po zakończonej próbie w ten sposób weryfikuje słuszność założeń. Co ciekawe często dochodzę do szokujących wniosków, że ryzykowna strategia z pozornie małą skutecznością może dać oszałamiające rezultaty.
Osobiście nie radzę stosowania takich strategii, ponieważ zmniejszają naszą czujność i wyczucie terenu. Mogą doprowadzić do tego że będziemy mało czuli na anomalie możemy je z czasem uznać za normę. A stan nierównowagi może się utrzymywać przez dłuższy moment może nas to zwieść i skłonić do kolejnego brnięcia w ryzyko. Podobne zjawisko ilustruje przykład bańki spekulacyjnej np. na giełdzie papierów wartościowych w 2007 roku, gdy media prześcigały się w zwiastowały coraz to nowe rekordy wartości indeksów. Egzaltacji nie było końca. Jakby to indeksy miały rosnąć w nieskończoność a przecież były ogromnie przeszacowane. Gdy bańka spekulacyjna pękła, czar prysł okazało się że rzeczywistość wygląda z goła odmiennie.
Czy jestem za stosowaniem ryzykownych metod? Raczej nie, ale przedstawię dwa stanowiska w tej sprawie. Pierwsze to takie, że gdy masz wiele możesz zaryzykować część i zarobić bardzo dużo, lub mając bardzo nie wiele zyskać sporo, lub też znając cały mechanizm móc się bronić przed działaniami spekulacyjnymi naszych potencjalnych rywali. Ja wybieram zdecydowanie to drugie, ponieważ jak wiecie mój system wywodzi się z postawy defensywnej, więc raczej nie będę nigdy w stanie opanować tej jakże ofensywnej sztuki działania asymetrycznego i paradoksalnego.



Ostatnie kilka miesięcy było tylko czasem pomiarów i testów w celu zrozumienia mechanizmu. Co prawda straciłem na tym dość sporo, ale za to zyskałem bardzo cenne doświadczenie, które przyda się w dalszym życiu. Dzięki temu wiem, że ryzykownie można grać gdy nić już prawie nie mamy lub gdy mamy już tyle, że nam już to zdecydowanie wystarcza. A poza tym strata na koncie demo tak nie boli. W moim przypadku sprawa dotyczyła sytuacji w której wydało się że jestem osobą bezwzględną, knująca, żadną władzy. Wydawało by się że jestem w tym momencie całkowicie zbankrutowany a moje dążenia na tym gruncie już się nie rozwiną, ale co się okazało, że zamiast buntu przeciwko mojej osobie ukształtowała się akceptacja tej niedoli w myśl zasady nie wchodzenia mi w drogę „nie szukania problemów”. Udało się, ale mogło się nie udać. Wtedy mogłem zrealizować zysk i czekać na inną dogodną okazje, ale ja się pchałem z bańki w bańkę nie dużo by brakowało straciłbym wszystko. Co prawda na demo, ale traktowałem to bardzo poważnie. Co prawda i tak wyszedłem na plus, ale perspektywy były ogromne, ale to i może nawet lepiej. Dzięki temu łatwiej w przyszłości będzie zachować zimną krew.