W każdym społeczeństwie istniej grupa ludzi będąca zawsze w opozycji do ogółu. Gdy ta grupa nie jest zbyt duża jest to korzystne dla społeczności. Natomiast gdy taka grupa za bardzo przyrasta staję się to dla spoistości narodu problemem.
Bycie w grupie anty wcale nie zależy od koniunktury, bo taki antyczłowiek będzie w opozycji zawsze. W czasie dominacji jakieś religii będzie jej przeciwnikiem a w czasie krańcowej sekularyzacji będzie gorącym orędownikiem religii.
Skąd się to bierze? Różne są powody, może brać się to z poczucia wyobcowania. Brak więzi z otoczeniem zawsze prowadzi do nienawiści, pychy i pogardy. Wyobcowania nie należy mylić z postawą młodzieńczego buntu, który jest najczęściej wynikiem głupoty. Martwić się należy wtedy, gdy takowy bunt się przeciąga. Wyobcowanie bierze się też z niepowodzeń życiowych. Taki antyczłowiek jest bardzo powierzchowny, jeśli chodzi o analizę problemu osobistego. Jest skłonny negować wszystko co kojarzy mu się z określoną wspólnotą. Jeśli widzi, że inna wspólnota radzi sobie z jakiś względów lepiej, nigdy nie przyjdzie mu do głowy, że może być lepiej zorganizowana a jej członkowie bardziej zaangażowani. A że tak to już w przyrodzie bywa, że jedna społeczność walczy z drugą, to obca wspólnota nie widzi żadnego interesu w pomaganiu naszemu wyobcowanemu. Wyalienowany często chce dołączyć do wspólnoty drugiej. Raczej nie stanie się nigdy częścią tej wspólnoty. Za to z gorliwością neofity będzie walczył ze swoimi dawnymi sprzymierzeńcami. Przykładem takim jest Stefan Niesiołowski który chciał wstąpić do PiS więc jakby dzisiaj Kaczor powiedział, że Komorowski to dobry prezydent to Niesioł obsrałby i Komora.
Oczywiście takich wyobcowanych jest znacznie więcej i to o nich idzie gra. Normalnie takich ludzi jest niezbyt wielu, wiec trzeba ich wyprodukować, poprzez zohydzanie im więzi łączących ich z otoczeniem. Ważną sprawą jest walka z tradycją, religią i rodziną. Więc gdy dojdzie do pogorszenia sytuacji socjalnej takiego wyalienowanego to bardzo łatwo zasugerować, że ma to związek z wyżej wymienionymi wartościami, przy czym oczywiste jest, że trzeba mu podsunąć jakieś panaceum, które rozwiąże jego problemy. Wiąże się to właśnie z zrzeknięciem się tych wydumanych powodów niepowodzeń.
Oczywiste jest, że to doprowadzi jeszcze do pogorszenia sytuacji osoby omotanej przez populistę i możliwe, że ofiara nawet zauważy, że to nie tak jak miało być, ale działa jeszcze "zasada konsekwencji"(Cialdini) i taka osoba brnie dalej w błąd i skłonna jest przyjąć już najgłupszą wymówkę np. że rewolucja nie powiedzie się, gdy wszyscy nie przejdą na "właściwą" stronę. Człowiek z natury rzadko przyznaje się do błędów. Gdy tak się brnie rodzą się coraz to gorsze emocje jak pogarda czy nienawiść i stąd już blisko do czynów zbrodniczych.
A piszę to w kontekście obserwowanej narastającej agresji w Naszym społeczeństwie. Obserwując co działo się nieco ponad rok temu na Krakowskim przedmieściu przy akompaniamencie "Gazety Wyborczej", wyników wyborów, czy tego co się działo w okolicach 11 listopada chce zwrócić uwagę, że podczas nieuchronnie nadchodzącej zapaści finansowej Polski, możemy mieć duży problem z antypostawami. Trzeba za wczasu zneutralizować albo jeszcze lepiej usunąć przyczynę faktycznych a nie wydumanych antagonizmów w Naszym społeczeństwie.







