October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoleńsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoleńsk. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

Anatomia Upadku część 2

Drugi film Anity Gargas o katastrofie w Smoleńsku. Dobrze że pojawia się teraz, bo pozwala na nowe spojrzenie, szczególnie przez tych mniej kumatych, którzy dopiero teraz(wydarzeniach na Ukrainie) zrozumieli, że Putin to nie jest fajny gość.

Anita Gargas w drugiej cześci "Anatomii" nacisk kładzie na podejrzane okoliczności remontu Tupolewa. Wątpliwości budzi udział w tych pracach firmy oligarchy rosyjskiego, ściśle powiązanego z Putinem.

Dziennikarka przypomina też o małostkowości Tuska, który pojął się cynicznej gry z Putinem przeciwko prezydentowi. W tej grze niemałą rolę odegrał Arabski. Jak już jesteśmy przy Arabskim to okazuje się, że nie odczuwał on potrzeby sporządzania notatek służbowych ze spotkań z Rosjanami. Zdarzało się że rozmawiał bez świadków, nawet bez tłumacza.
Wielce niejasna jest również rola pułkownika Nikołaja Krasnokuckiego w katastrofie. W wierzy kontroli lotu znajdował się nielegalnie przez pół godziny, czterokrotnie biegał kontaktując się z gubernatorem.

W filmie Gargas pojawiają się wątpliwości odnoszące się do Turowskiego, który jakimś dziwnym trafem, będąc już na emeryturze zostaje ściągnięty o MSZ jakby "na katastrofę".

Bardzo ciekawa sprawa to to, że FSB potrafiło zabezpieczyć dowody w postaci nagrań wideo i tym podobnych co zrobili natychmiast i bardzo sprawnie, natomiast zabezpieczanie miejsca zdarzenia wyszło im amatorsko. Nie dość, że ginęły odłamki samolotów to stukilogramowe części samolotu przesuwały się tak, żeby pokazać mniejszą siłę uderzenia/wybuchu.

Jest w filmie jeszcze sporo ciekawych elementów, ale to już obejrzycie sobie sami.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że z jednej strony przydupasy rządowe raz mówią o ogromnej mocy uderzenia wynikającej z ogromnej masy samolotu i sporej prędkości za to z drugiej mówią o tym, że ten wielki i pędzący kawał blachy nie miał szans z niezbyt twardym drzewem;)


wtorek, 17 września 2013

Wyborcza kompromituje się po raz kolejny

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Pierwsza spraw to to, że są to zeznania przed prokuraturą i upubliczniane od tak sobie być nie mogą, więc już tutaj doszło do nieprawidłowości.
Profesorowie zeznawali pod rygorem odpowiedzialności karnej, więc nie kłamali a to co w tych zeznaniach jest zawarte jednoznacznie nasuwa wniosek o wybuchu. Dodatkowo fakt groźby odpowiedzialny jest za "śmieszne" momenty. To nie była wypowiedź dla telewizji, bo wtedy faktycznie rechot byłby uzasadniony.

Ja rozumiem, że leming nie jest przyzwyczajony do dłuższych tekstów i przekaz trzeba mu maksymalnie skrócić, do tego uprościć i podać w maksymalnie widowiskowej formie, ale bez przesady. Zeznania świadków to raptem 24 strony. Pomijając te wszystkie rytualnoprawne wstępy i zakończenia jest to gdzieś około 20 stron dużą czcionką. Ja sobie ten "trud" zadałem i przeczytałem. Stwierdzam w tym miejscu, że śmianie się z tych zeznań jest objawem skrajnego debilzmu.

Nie prawdą jest też, że eksperci są nie kompetentni. Bycie balistykiem czy zajmowanie się inżynierią materiałów jak najbardziej uprawnia do badania katastrofy.

Profesorowie na podstawie własności materiałów ich zachowania, symulacji, obrazu miejsca katastrofy jednogłośnie przychylają się to hipotezy o wybuchu.

Myślę, że warto przeczytać całe protokoły dostępne poniżej niż ten nędzny artykuł:
http://wyborcza.pl/1,75478,14617664,Jak_eksperci_Macierewicza_skompromitowali_sie_w_prokuraturze.html#ixzz2f8w











sobota, 19 stycznia 2013

Anatomia Upadku

Pierwszy tak kompletny i wyważony dokument o Smoleńsku.
 
Nowy film Anity Gargas to kawał dobrego dokumentu. Znajdujemy tam relacje naocznych światków wydarzenia. Mamy też wypowiedzi ekspertów, no i oczywiście dowody kłamstwa rudej małpy. Zarówno relacje świadków jak i wypowiedzi ekspertów po prostu masakrują bzdety raportu MAK i komisji Millera, który nawiasem mówiąc wygląda jakby był sporządzany na bazie raportu MAK.

Niby wszystko co znajduje się w dokumencie jest już powszechnie znane, ale dzięki temu obrazowi mamy lepsze wyobrażenie tego co mogło a co nie mogło się w Smoleńsku stać. Klasykiem jest tu mit pancernej brzozy tkwiący głęboko w umyśle lemingów. W filmie mamy pokazane i wytłumaczone jak krowie na rowie, że rozbicie się samolotu o brzozę jest tak głupie i bezczelne ze strony głosicieli tych tez, że aż brakuje skali, aby to nazwać.
Tak nawiasem jeszcze to ja jestem bardzo ciekawy co Sikorski twittnie jak do Polski wróci wrak Tupolewa a raczej co z niego zostało, bo okazuje się, że z połowa wraku jest już upłynniona po różnych złomowiskach. Chociaż jak tak głębiej pomyśleć to nie jest to jego problem, bo nawet jak za rok resztka wraku wróci do Polski to do tego czasu nie będzie już platformy obywatelskiej.
Dokument bez niepotrzebnych wstawek. Polecam każdemu a lemingom w szczególności.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Trotyl, srotyl

Mechanizm manipulacji w mainstreamie jest dość prosty. Najlepiej temat zakrzyczeć, odwlec, poczekać na wyjaśnię, pozwać kogoś. A jak okaże się, że zwyczajnie łżą zawsze można wrzucić, że rzyga się tym tematem, bo ile można jedną sprawę wałkować.
Innym sposobem bełkotanie.
Pułkownik Artymiak na filmiku próbuje wytworzyć wrażenie jakby TNT to nie był trotyl. Tak jak na obrazku powyżej leming mógłby w dyskusji np. z Moherem używać tego argumentu. http://pl.wikipedia.org/wiki/Trotyl oczywiście leming musiałby się przy tym modlić, żeby przypadkiem Moher nie wklepał wyżej wymienionego skrótu w google. I jak już pewnie wiecie TNT to inna nazwa trotylu. Szkoda, że Artymiak nie próbował dla zmydlenia oczu mówić o trinitrotoluen, byłoby jeszcze bardziej niezrozumiale, co w tym przypadku znaczy jeszcze lepiej. Szkoda, że całą zabawę zepsuł Macierewicz zmuszając pułkownika do przyznania się do tego, że TNT to jest trotyl.
 Z tym trotylem i TNT to jak ze mną jak sobie chcę bekę pokręcić ze znajomych i mówię im o "procederze" dodawania do żywości kwasu askorbinowego, kwasu nikotynowego, dekstrozy itd. Efekt zawsze taki sam. "Sama chemia", "podtruwają nas", itd. Nastrój się zmienia gdy mówię im, że te substancje to w kolejności: witamina C, wit B3 i glukoza.
Sprawy podobne tylko moje żarty służą zbudowaniu grozy a żarty(?) Artymiaków rozbrojeniu afer i zamydlaniu oczu.
Później mamy takie kwiatki:
http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/trotyl-to-nie-trotyl

Później jak jednak kłamstwo się nie trzyma próbuje się wmawiać, że trotyl jest wszędzie: w dezodorantach, zapięciach do ubrań, paście do butów a nawet kiełbasie. Można nawet wołać do telewizji naukowców i liczyć, z resztą słusznie, że Kowalski nie zrozumie co mówią naukowcy. Wystarczy odpowiedni komentarz redaktora i przeszło. Można też zmanipulować "żółty pasek".

Z resztą czytanie "żółtych pasków" tylko tytułów artykułów to bardzo brzydki nawyk. Robiąc tak niewiele się dowiemy, naprawdę to marny substytut. To trochę tak jak wiara w podręcznik o nazwie "Angielski w dwa tygodnie" itp. Wiem, że każdy chciałby uchodzić za eksperta w każdej dziedzinie, ale nie ma drogi na skróty.

W miarę kompetentnie jest to opowiedziane tu(uwaga nudne!):

piątek, 9 listopada 2012

Były naczelny Rzeczpospolitej o trotylu na wraku tupolewa

Co tu dużo mówić, warto zobaczyć:

wtorek, 10 kwietnia 2012

Z Krakowskiego Przedmieścia i o katastrofie.

To co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu możecie na żywo obserwować tu:

http://www.popler.tv/prawoisprawiedliwosc#42603

A tutaj mamy jak pękały niektóre smoleńskie kłamstwa:


Jeszcze o smoleńskich kłamstwach za Rzeczpospolitą:

1

Pierwsze kłamstwo pojawiło się tuż po katastrofie. Mówiło o czterokrotnej próbie lądowania podjętej mimo fatalnych warunków atmosferycznych. Nie utrzymało nawet w raporcie Miedzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Komitet pod przewodnictwem Tatiany Anodiny przyznał, że piloci tylko raz podchodzili do lądowania. MAK i polska komisja ministra Millera mają jednak inne zdanie na temat manewru, podczas którego doszło do katastrofy. Polska komisja uznała, że nie było to lądowanie, lecz tzw. podejście próbne mające na celu sprawdzenie warunków lądowania. Kłamstwem okazały się twierdzenia, że załoga Tu-154M nie znała rosyjskiego i nie mogła porozumieć się z wieżą.

2

Rola dowódcy sił powietrznych podczas manewru próbnego podejścia do lądowania według MAK była jedną z istotniejszych przyczyn katastrofy "Obecność w kabinie załogi w trakcie podejścia do lądowania osób postronnych z kręgu ludzi towarzyszących Głównemu Pasażerowi, na pewno zwiększyła napięcie i odwróciła uwagę załogi od wykonywania swoich obowiązków" – oskarżał raport MAK.

Komisja Millera była trochę łagodniejsza. "Elementem presji pośredniej była obecność Dowódcy Sił Powietrznych w kabinie załogi, gdyż w świadomości dowódcy statku powietrznego mogła pojawić się obawa o ocenę jakości wykonania przez niego podejścia do lądowania" – napisano w polskim raporcie. Tymczasem, jak pierwsza ujawniła "Rz", biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie nie zidentyfikowali głosu gen. Błasika w kokpicie. Kwestie, które MAK i Komisja Millera przypisały Dowódcy Sił Powietrznych, wypowiadał II pilot Robert Grzywna. Fakt ten miał dodatkowe znaczenie, bo II pilot robił to, co do niego należało, a w dodatku wbrew twierdzeniom MAK podawana przez niego aktualna wysokość zgadzała się z rzeczywistą.

Mimo tego odkrycia tezy zarówno raportu Millera, jak i Anodiny pozostały do dziś niezmienione. Już po ujawnieniu ekspertyzy Instytutu im. Sehna Jerzy Miller bronił raportu. – To nie ja twierdzę, że pan gen. Błasik był w kokpicie, tylko ciało gen. zostało znalezione w kokpicie po katastrofie i w związku z tym to nie wymaga dowodu ze strony komisji – mówił. Sęk w tym, że kokpit uległ całkowitej destrukcji. Dlatego Miller tłumaczył, że o obecności gen. Błasika w kabinie pilotów miał świadczyć fakt, że jego ciało znaleziono w pierwszym sektorze. – Sektor 1 to kokpit – stwierdził Miller, dodając, że znaleziono w nim ciała innych członków załogi.

Kłam temu zadała prokuratura, stwierdzając, że w sektorze 1 znaleziono ciała aż 12 osób (tyle by się nie zmieściło w kokpicie) i było tam jedynie ciało jednego członka załogi – nawigatora Artura Ziętka. Pozostałe ciała należały do generalicji. To może sugerować, że Błasik siedział w ostatniej fazie lotu z innymi generałami na wyznaczonym mu miejscu. Do dziś nikt nie przyznał się do rozpoznania głosu gen. Błasika. O identyfikację jego głosu nigdy nie została poproszona żona.

3

Rodzina gen. Błasika musiała też się zmagać z podaną przez MAK informacją, że w ostatniej fazie lotu miał być pijany. Opierała się ona na raporcie, że we krwi generała stwierdzono 0,6 promila alkoholu. Światowej sławy medyk sądowy prof. Michael Baden, który gościł niedawno w Polsce, stwierdził jednoznacznie, że przy takiej ilości alkoholu nie można mówić o tym, że generał był pijany. Był jednocześnie niezmiernie zdziwiony, że śladów alkoholu nie wykryto w wątrobie generała – Jeśli był we krwi, powinien być też w wątrobie. To może świadczyć, że krew i wątroba nie należały do tej samej osoby – mówił. Polscy specjaliści stwierdzali zaś, że tak mała ilość alkoholu wykryta we krwi może świadczyć, że miał on charakter endogenny, czyli utworzył się wskutek procesów zachodzących po śmierci. Jednak polskie władze nie dysponują żadnymi własnymi wynikami badań na ten temat.

Wbrew twierdzeniom ówczesnej minister zdrowia, a dziś marszałek Sejmu Ewy Kopacz, polscy specjaliści, ktorzy przylecieli do Moskwy, nie zostali dopuszczeni do sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Podobnie nieprawdziwe okazały się obrazowe słowa minister o przekopaniu miejsca katastrofy i przesianiu ziemi na metr w głąb.

4

Do dziś nie potwierdziły się też informacje podane przez "Gazetę Wyborczą", a podchwycone przez inne media, o rzekomej kłótni, jaka miała miejsce między dowódcą tupolewa kpt. Arkadiuszem Protasiukiem a generałem Błasikiem. Według doniesień kłótnia miała zostać nawet utrwalona na taśmie kamery przemysłowej. Nic z tych doniesień się nie potwierdziło. Prokuratura jednoznacznie stwierdziła, że nie ma żadnej taśmy, na której widać byłoby rzekomą kłótnię. Nie potwierdził tego też żaden ze świadków.

5

Kompletnymi wymysłami okazały się też doniesienia, mające potwierdzać naciski na załogę oraz brawurę pilotów. W stenogramach instytu Sehna nie było słów przypisywanych załodze – "jeśli nie wyląduje, to się wścieknie", "wkurzy się" (w domyśle prezydent), "tak lądują debeściaki".

Filmy związane z obchodami katastrofy smoleńskiej będzie można na bieżąco oglądać na kanale teoria życia.tv

środa, 4 kwietnia 2012

PRL w Polsce jeszcze się nie skończył, czyli o książce Turalińskiego "Zabić Szpiega".

Większość zbrodni komunistycznych nie jest jeszcze do dziś wyjaśniona. Część takich zbrodni opowiada książka wymieniona w tytule. Narrator opowiada gównie o tajemniczej śmierci Marka Strużyka, ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Książka opowiada jak ginęli poszczególni świadkowie, wykonawcy procederów takich jak przemyt, zabójstwa, kradzieże, handel narkotykami i ludźmi.

Gdy dogorywał komunizm, służby bezpieki zmieniły kierunek działań operacyjnych po zachodniej stronie żelaznej kurtyny. Na zachodni front zostali oddelegowani nie tylko oficerowie służb, ale i SB i TW. Na nieszczęście Stróżyka, został zmuszony do tworzenia siatki mafijno-gospodarczej. Marek Stróżyk był świadomym, czynnym
współpracownikiem służb specjalnych PRL-u: przynależącej do cywilnego resortu spraw wewnętrznych Służby Bezpieczeństwa oraz kontrwywiadu wojskowego WSW. Na polecenie SB wykonywał czynności na terenie wrocławskiego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. Założyć można, że infiltrował struktury tamtejszej Solidarności, choć nie zachowały się żadne dokumenty dowodzące składania meldunków z takich czynności.

Był dlatego niebezpieczny, bo po upadku komunizmu mógł zostać przewerbowany przez inny wywiad, głównie RFN i amerykański. wcześniej Strużyk został zweryfikowany co do swej wiarygodności, a wręcz zaliczony w poczet elitarnego wówczas AWO. Jedynymi rzeczywistymi powodami zniszczenia wiarygodności zmarłego pozostać mogła wola zachowania w tajemnicy rangi realizowanych przez niego czynności, albo kompromitującego dla polskich służb przewerbowania wywiadowcy przez służby specjalne państw NATO.

Książka interesująca jest głównie z tego względu, że można z niej odczytać pewne analogie do dnia dzisiejszego np. sposób tuszowania/"dochodzenia" przyczyn, brak poszanowania demokratycznych norm i bezwzględność, ale i nieudolność Ubeków.
Książka zaczyna się od opisu miejsca rzekomego samobójstwa Stróżyka.

Marek Strużyk według oficjalnej wersji się powiesił. Co dziwne stopień zakneblowania wskazywał na niemożność samo zaknebolowania. Dodatkowo brak plam opadowych na stopach, nogach(powstają gdy zwłoki wiszą w pozycji wyprostowanej), plamy zlokalizowane były na lędźwiach, wskazywały raczej na pozycje poziomą w czasie śmierci, co sugerowałoby, że denat nie mógł się powiesić sam, ktoś musiał upozorować samobójstwo. Nikt nie wmówi mi, że denat najpierw się zabił po czym się zakneblował i powiesił, lub najpierw zakneblował potem zabił i na końcu powiesił. W każdym razie musiał najpierw umrzeć a później w cudowny sposób przenieść się do zwisu. Mimo to dla milicjanta było to samobójstwo ewidentne do tego stopnia, że uznano obecność prokuratora przy oględzinach jako zbędą.
Mimo próśb o sekcje zwłok ze strony pogotowia ratunkowego prokurator uznał że sekcja jest zbędna, bezzasadna. "po co do tego wracać, skoro on jest już tam”. już wiem z czego GW i okolice czerpią wzorce. po katastrofie smoleńskiej też były podobne stwierdzenia padające z ust Komorowskiego i Niesiołowskiego. Podobnie jak przy katastrofie smoleńskiej nie zebrano ani zabezpieczono żadnych śladów. Masa dowodów zaginęła. sprawa była ewidentna i już. Nadmienić również trzeba, że protokół sekcji zwłok przeprowadzonej 4 dni i 10 godz. od śmierci nie udziela odpowiedzi na pytanie, czy stwierdzone we krwi stężenie alkoholu na poziomie 0,69 promila odpowiada ilości alkoholu spożytego, czy też może to być powstający samoczynnie po upływie około 24 godzin od zgonu alkohol endogenny.Podczas katastrofy smoleńskiej Błasik ponoć też miał być pijany.

A wracając do śmierci Stróżyka, to zabójcy byli na tyle nieudolni, że nie mieli nawet porządnego kabla(kabel był za cienki, po analizie wytrzymałości kabla i czasu zgonu wynika, że denat na kablu tak długo by się nie utrzymał- w sensie do czasu znalezienia zwłok). Aparat bezpieki dopilnował też żeby do ciała nie miał nikt dostępu aż do samego pogrzebu. Trochę to podobne do zaspawania trumien ofiar smoleńskich.

Inną metodą operacyjną było szkalowanie, wykpiwanie i ośmieszanie osób zainteresowanych wyjaśnieniem sprawy- analogi chyba nie muszę czynić?

Zastraszanie
Już w "wolnej" Polsce wyjaśnieniem tajemniczej śmierci Marka Strużyka zainteresowały się media, ale zrezygnowały m.in. kilku dziennikarzy telewizyjnych.
Jeden z nich oznajmił, że „po tajemniczym telefonie musi odstąpić od realizacji reportażu, ponieważ mieszka sam ze starszą, schorowaną matką i boi się tej sytuacji”. Pozostaje to o tyle znamienne, iż nikogo nigdy nie informowano o planowanych publikacjach, a jednak zarówno przedstawiciele wojska, jak i Policji, nie mieli kłopotu z prewencyjną identyfikacją właściwych dziennikarzy. Źródłem takich informacji mógł być podsłuch linii telefonicznej Teresy Jankowiak, stała jej obserwacja lub najmniej prawdopodobna, acz najbardziej niepokojąca, możliwość stałej infiltracji wolnych już mediów.

Z przedstawionych tu informacji można śmiało wysnuć wniosek, że komuna trwa do dzisiaj. Ogromne wpływy widać np. w wspomnianych akapit wyżej Mediach jak i Sądach (niemożności wyjaśnia sprawy, wznawiane, przerywane procesy) i wielu innych aspektach nie wymienionych w książce. Sprawy kierowali do ponownego rozpatrzenia między innymi nieżyjacy już Zbigniew Wasserman, czy Beata Kempa.

Mam nadzieje, że w końcu sprawa w końcu zostanie wyjaśniona, a odpowiedzialni poniosą konsekwencje. Wierzę, że ta sprawa uruchomi lawinę, która wyciągnie więcej tego typu spraw i będzie przyczynkiem do wymiecenia sługusów poprzedniego ustroju ze struktur państwowych jak i życia publicznego.

Niżej krótki film opowiadających o sprawie Stróżyka:

niedziela, 8 maja 2011

List z Polski.

Co prawda o filmie wiedziałem od razu po jego powstaniu, ale początkowo nie miał polskich napisów. Później jakoś o nim zapomniałem. Pozycja jak najbardziej godna odnotowania. Cieszy też fakt, że film został wyemitowany w Holandii a co za tym idzie trafia do szerszego grona, dzięki czemu jakieś pojęcie o tym co stało się 10 kwietnia i później mają też obcokrajowcy.

Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał, zapraszam!!









poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Pomnik Światła.


Od dłuższego czasu toczy się dyskusja jak godnie uczcić ofiary katastrofy smoleńskiej i wydaje się, że ta dyskusja może niedługo się zakończyć a to za sprawą wyżej wspomnianego Pomnika Światła. Gronkowiec-Walec(błąd zamierzony), która to toczy miasto Warszawa, rękami i nogami broni się przed pomnikiem. Że niby na krakowskim przedmieściu nie może być już żadnego pomnika, bo rzekomo zakłócałby ład architektoniczny i takie tam bzdety, więc żadnego monumentu ma nie być.

Dlatego też wymyślono, aby postawić pomnik światła, który ładu zakłócać nie będzie, bo nie "wystaje". Będzie wkomponowany w chodnik. Jest to mało inwazyjna alternatywa. Tablice nie będą nikomu przeszkadzać, nawet niezdarnym przechodnią, którzy rzekomo potykali się o kwiaty i parzyli się zniczami. Być może dowiemy się niedługo, że światło emitowane przez lampy będą oślepiać. Oczywiście, że oślepiać, ale blaskiem. Wątpię, że będzie to przypadłość fizyczna, raczej natury czysto umysłowej. Tych z Gazety Wyborczej to pewnie będzie nawet kłóć w oczy;).


Więcej o całej koncepcji i szczegółach technicznych na stronie: http://www.pomnikswiatla.org/

Na prawdę jestem podekscytowany tym projektem! A wy co sądzicie?

sobota, 9 kwietnia 2011

Lista Pasażerów.

Film dokumentalny Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego.
Bardzo poruszający dokument. Rodziny ofiar smoleńskich opowiadają o swoich emocjach ich członkach rodziny z których już z nimi nie ma. Ciężko przejść obojętnie koło tego filmu. Ten film trzeba obejrzeć, więc zapraszam do oglądania.


sobota, 5 lutego 2011

Mikke bredzi o katastrofie.


Janusz Mikke uporczywie utrzymuje, że Bogdan Klich nie ponosi żadnej, czy to moralnej czy karej odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Gdyby nie to, że już trochę twórczość Mikkego czytam to pomyślałbym, że to jakiś jego wafel, ale przejdźmy do meritum.

http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Wiara-w-sw-Automat-Relacja-juz,2,ID420585150,n

W notce tej został przytoczony tekst z Lema, po co w sumie to nie wiem. Może po to, aby próbować udowadniać, że pilot był nieudolny i dlatego rozbił samolot. Dziś wiemy też, że pilot właśnie nie ufał wskazaniom wysokościomierza i poderwał desperacko maszynę do góry, ale niestety nić to nie dało. Więc sugerowanie plebsowi uperowskiemu, że generał tempo patrzył w konsolkę aż do przypierdolenia w ziemię jest najprawdopodobniej wynikiem złej woli.

Później pisze: Podkreślam: ja nic nie piszę o Katastrofie. O Katastrofie miałem zdanie wyrobione już w maju - i żadne nowe dane, w tym raport MAK, niczego nie zmieniły. Sprawa jest jasna - nie ma o czym pisać.

To może zobaczmy te teksty.

http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Jest-dobrze-ale-nie-beznadziej,2,ID405906506,n

Taa... minister obrony narodowej nie jest od tego, żeby cokolwiek wiedzieć, przecież wylot do Smoleńska to była prywatna wycieczka, którą to jakby nie patrzeć organizował też Klich. Ktoś tu chyba się pląta w zeznaniach.
http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Co-sie-wlasciwie-dzieje-czyli-,2,ID406316256,n

MON nie ujawni ustaleń polsko-białoruskiej komisji, która badała przyczyny katastrofy białoruskiego samolotu Su-27 podczas tegorocznego Air Show. Rzecznik resortu Robert Rochowicz powiedział, że wyniki raportu może przedstawić jedynie strona białoruska.

Potwierdził, że dwustronna polsko-białoruska komisja zakończyła już prace i sporządziła raport końcowy, jednak strona polska nie może ujawnić jego treści.

Według Rochowicza, takie postępowanie wynika z międzynarodowych przepisów obowiązujących Polskę. - Mówią one jasno, że to strona, do której należał samolot, decyduje o tym, w jakim stopniu, kiedy i czy w ogóle udostępnione zostaną opinii publicznej informacje n/t ustaleń komisji - wyjaśnił rzecznik polskiego resortu obrony narodow


No tak takie są ustalenia konwencji chicagowskiej. Nie wiem, tylko jak ma się to do sprawy smoleńska, być może Białoruś ma też z nami jakieś inne porozumienia podpisane odnoście katastrof/wypadków lotniczych, jeśli tak o pewnie Łukaszenka decydując się na konwencje chicagowską działał w sprzeczności z białoruskim interesem narodowym.
Czytajmy dalej:

Konwencja chicagowska nie pozwala na ujawnianie opinii publicznej dokumentacji z wypadku lotniczego – wynika z rządowej analizy, do której dotarł „DGP”.

Może jednak być wyjątek od tego przepisu, jeżeli rosyjski prokurator generalny uzna, że jest to ważniejsze niż tajemnica i dobro śledztwa.

To m.in. na podstawie tej analizy premier Donald Tusk udowadniał w czwartek w Sejmie, że konwencja chicagowska „jest optymalnym aktem prawnym dającym przejrzystość postępowania i powodującym, że Polska i Rosja mają pewne zobowiązania i prawa”. Treść tej analizy daje odpowiedź na pytanie, dlaczego polski rząd musi ostrożnie postępować w rozmowach z Moskwą. Według art. 5.12. tzw. załącznika 13 do konwencji chicagowskiej Rosję obowiązuje „zasada nieujawniania dokumentacji badania z wypadku”. A to oznacza, że ani prokurator generalny Rosji Jerzy Czajka, ani Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) nie mogą udostępnić Polsce i upublicznić np. nagrań z czarnej skrzynki.
Zdecyduje Rosja

Jest jednak furtka. Jak wynika z tej analizy, ten sam przepis konwencji mówi o tym, że władze Rosji mogą zdecydować na ujawnienie zebranych dowodów, jeżeli jest to ważniejsze niż negatywne skutki dla śledztwa wynikające z takiego ujawnienia. – Fragmentaryczne ujawnianie niektórych wątków w śledztwie może przynieść złe, a nie dobre skutki, jeśli chodzi o ustalenie prawdy – mówił premier Tusk, powołując się na opinię płk.Edmunda Klicha, polskiego akredytowanego przy rosyjskim MAK.(...)

Więc ja się pytam: jak to, do cholery, jest?


W interesie Polski było by skorzystanie z porozumienia z 1993 roku a nie tam, żadna konwencja chicagowska. O i nawet Klich pochwala konwencje chicagowską, to chyba wystarczy na tą dymisję. Z resztą przydała by się dymisja całego rządu i żyrandola przy okazji też.

http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Rozwazania-o-pilotach-z-Tbilis,2,ID407023533,n


A tu już obrzydliwa sugestia, że Lech Kaczyński sterroryzował pilota, żeby ten wypieprzył w brzozę. A skąd to twierdzenie? jakieś dowody? Tak!! w Tbilisi też tak było!!


http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Boki-zrywac-uzupelnione,2,ID407736396,n
Właśnie dowiedziałem się, że tzw. Rząd postanowił, że jako organizacja jest tak cenny, że na wszelki wypadek nie poleci do Brukseli jednym samolotem! Zareagowałem na to felietonikiem w "Dzienniku Polskim":

W wypadkach samolotowych ginie u nas znacznie mniej ludzi, niż w samochodowych. Gdy tedy słyszę, że „Rząd” wyciągnął konsekwencje z Katastrofy, i leci do Brukseli czterema samolotami - to śmiech pusty mnie bierze.


No ciekawe, ciekawe, bo jakby nie patrzeć to wcześniej czytałem u Janusza:

Przypominam TVN-owi, że pragmatyka wojskowa zakazuje latania jednym samolotem dowódcy i jego zastępcy. Każdy z Generałów miał zastępcę, który po śmierci Go zastąpił, w wojsku nie powstało z tego powodu najmniejsze zamieszanie...

...więc o co, do Diabła, chodzi?


Ciekawe jest to, że według Mikke polityk nie jest cenniejszy od zwykłego człowieka natomiast wojskowy tak.
Reasumując Mikke już w maju "wiedział", że nieudolny pilot naciskany przez prezydenta wydupił w Smoleńsku a Klichowi nic do tego. W naiwność Korwina Mikke nie wierzę, więc nie mam bladego pojęcia czym się kierował komentując tą sprawę.

czwartek, 6 stycznia 2011

Mgła.

Film o katastrofie smoleńskiej Joanny Lichockiej, Marii Dłużewskiej. W filmie wypowiadają się pracownicy kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Materiał przedstawia również pewne motywy ludzi z rządu Tuska i rządzących Rosją. Jak Komorowski już nie mógł się doczekać przejęcia władzy, obejmując kompetencje prezydenta na podstawie doniesień prasowych. Film na prawdę szokuje. Każdemu kto to obejrzy powinny spaść klapki z oczu.
Ale co tam będę dużo mówił, sam zobacz!!







poniedziałek, 6 grudnia 2010

prezencik.

Mamy dzisiaj mikołajki, więc mam coś dla was. Film o tym jak Rosjanie unikają odpowiedzialności za Katyń. Warto obejrzeć!!











Akurat tak się składa, że dziś zawitał do nas Miedwiediew. Być może z Komorowskim poruszą kilka ważnych dla Polski kwestii. Nasz prezydent jak dotąd zdeklarował się, że spyta o Smoleńsk.