October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 października 2013

Zysk 100proc. bez ryzyka!!

Od stycznia drożeją butelki zwrotne po piwie. Dzisiaj jest to 35 groszy za trzy miesiące będzie to 70groszy.

W związku z ustawą, która ma wymusić recykling co najmniej 60proc. butelek, ceny tych opakowań wzrosną dwukrotnie.

Warto więc poczekać trochę z oddawaniem butelek do sklepu. Parę złotych zawsze się przyda. Ale inna kwestia jest ważna. Otóż jak się okazuje nowe stawki będą absurdalnie wysokie, bo np. w Czechach kaucja to 3 korony, czyli coś koło 50groszy, w Norwegi bodaj 1 korona czyli niewiele powyżej 50groszy, w Niemczech to 8 eurocentów, czyli mniej niż dziś u nas.

Wielu niezbyt rozgarniętych ludzi mogłoby zachwalać system kaucji np. w Niemczech, ale jak się okazuje sami Niemcy nie są zachwyceni. Najbardziej ich wkurza kaucja przy butelkach napojów, która to bodaj wynosi 25eurocentów. Żeby było śmieszniej to nierzadko przyzwoity napój można kupić niewiele drożej. Na szczęście dla Niemców butelki 3 litrowe i wyższe kaucją objęte nie są i dlatego cieszą się bardzo dużą popularnością.

U nas może wyniknąć coś podobnego. Ostatnio zauważyłem wzrost popularności piw w plastikowych butelkach, które są znacznie tańsze od aluminiowych i szklanych odpowiedników a nowa ustawa tylko tą różnicę pogłębi  i coś mi się wydaje, że będzie to hit roku 2014.

środa, 26 września 2012

Debata Ekonomiczna PiSu

Jeśli ktoś twierdzi, że PiS jest partią jednego tematu to jest w grubym błędzie. Tytułowa debata to coś unikalnego w naszych warunkach. 

Jest to druga poważna dyskusja o Polsce w ostatnim czasie(wcześniej Kongres Polska Wielki Projekt) To wydarzenie jest wyjątkowe z kilku powodów.
Pierwszy to, że brakuje nam w Polsce dialogu. Donald T. wielokrotnie pokazywał, że ma w dupie to co ma do powiedzenia Naród. Jaskrawymi przykładami jest "reforma" emerytalna, ACTA czy dyskryminacja TV Trwam.
Jeśli nawet Donek chce z kimś gadać to nie dlatego, żeby coś wyjaśnić a zdobyć kilka punktów sondażowych. Ten debil nawet rozmawiając z rodzinami ofiar smoleńskich ma w tyle głowy PR.

 Debata Ekonomiczna jest też unikalna dlatego, że była bardzo pluralistyczna(rozpiętość poglądów jest na prawdę imponująca!) i niedemagogiczna. Spotkali się ludzie o odmiennych poglądach, nie mających zobowiązań wobec władzy, czy innych partii. Dodatkowo zgromadzenie na sali tylu ludzi z tytułami naukowymi to prawdziwa intelektualna gratka. Mimo, zgromadzono tak poważnych naukowców raczej przeciętny Kowalski nie powinien mieć kłopotów ze zrozumieniem o czym mówiono.
 Jarosław Kaczyński też był dobrze przygotowany. Brak z jego strony komunałów charakterystycznych dla naszego establishmentu. Kaczor słuchał i dyskutował. To człowiek, który w otoczeniu elity intelektualnej, czyli profesorów nie czuje kompleksów.
Po tej debacie stwierdzam, że PiS jednak może przejąć władze w Polsce. Nie tyko dlatego, ze jest do tego merytorycznie przygotowany, ale również dlatego, że po prostu słucha ludzi.

 Zapraszam do oglądania!

sobota, 8 maja 2010

4 sposoby wydawania pieniędzy.

Owe 4 sposoby ilustruje Milton Friedman w krótkim filmiku.



Jak łatwo zauważyć 1 sposób wydawania pieniędzy jest najlepszy, drugi i trzeci też nie najgorszy, natomiast 4 jest całkowicie do bani.
Pamiętam jeszcze jak w szkole podstawowej kupowaliśmy sobie przed świętami Bożego Narodzenia paczki. Najpierw wpłacaliśmy pieniądze za które to następnie komitet rodzicielski kupował nam wyżej wspomniane paczki. Tak jakbym to trójka klasowa wiedziała co chce dostać, ale nawet jakby wiedziała to taką samą paczkę dostali wszyscy inni a prawdopodobieństwo, ze wszystkie dwadzieścioro parę dzieci mają takie same gusta jest gdzieś w granicach błędu statystycznego. Później przyszedł czas na obdarowywanie się paczkami miedzy sobą bez pośrednika z instytucji trójki klasowej. Wtedy też zdarzały się spektakularne porażki, ale była już możliwość częściowego ustalania zawartości prezentu. Gorzej było gdy trafiło się na kogoś niekumatego co nie rozumiał o co nam chodzi, albo kogoś zindoktrynowanego, który chciał nam za wszelką cenę zrobić niespodziankę, bo to taka tradycja, bo tak pani powiedziała.
Każdy z inteligentnych ludzi dążył do przejścia do pierwszego sposobu wydawania pieniędzy. Oczywiście próbowano na przeszkodzić w tym organizując losowania kto komu co kupi. My w takich chwilach używaliśmy znaczonych kartek i tak było na nasze. Dzięki temu przeciwstawialiśmy się marnowaniu pieniędzy. A żeby nie było dymu każdy przynosił jakaś figurkę z domu lub obrazek i wręczał na parę godzić koledze, dla świętego spokoju a kasę wydawał po swojemu.

Tak, więc udowodniłem, ze nawet kilku kilkuletni człowiek potrafi rozsądniej sam gospodarować swoim kapitałem.
Z reszta jak zauważył laureat Nagrody Nobla z ekonomii w roku 1992 Gary Stanley Becker, ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali, nawet jeśli nie robią tego świadomie.
Dlatego też żaden normalny człowiek nie bez przystawionej mu lufy do głowy nie 'zainwestuje' np. w projekt kultura się liczy
pisałem już o tym tutaj
Z resztą jakby to była taka żyła złota to by żadnej reklamy nie potrzebowało. ekonomia jest dość brutalna, każdy normalny inwestor posługuje się wskaźnikiem ryzyka do potencjalnego zysku. Np. biznes poniżej 7-8 procent to słaby biznes. Ponad 6 dzisiaj(w tamtym roku nawet 9) można mieć na lokacie i to bez ryzyka. Wątpię tez aby inwestycja w kulturę kiedykolwiek się zwracała, oczywiście istnieją liczne wyjątki, ale w totka też ludzie wygrywają a nie słyszałem o poważnym inwestowaniu w ten sektor.
Jak są przewalane pieniądze na kulturę już pisałem tutaj.

sobota, 1 maja 2010

Logika socjalistyczna.

Ekonomia mimo, że nie nauką ścisłą w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale podlega twardym prawom logiki. Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne. Nelson DeMille
Cytat ten podpowiada nam, że związek przyczynowo-skutkowy jest nierozerwalnym elementem życia ludzkiego. Wszystko co robimy dzisiaj będzie miało skutki w bliższej,bądź dalszej przyszłości. Zawsze gdy dodamy 2 do 2 wynik będzie się równał 4

Ale istnieje też jeszcze jeden rodzaj logiki a mianowicie logika socjalistyczna. Czym jest logika normalna z grubsza przed chwilom przedstawiłem i każdy mniej więcej rozumie o co biega, natomiast logika socjalistyczna już tak zrozumiała nie jest. Logika socjalistyczna nie podlega pod znane nam prawa matematyki, więc 2+2 możne się równać np. 5, ale też np. 3(jak u Orwella w 1984). Tak, więc logika socjalistyczna nie jest stała jak logika zwykła. Logika socjalistyczna nie podlega co zrozumiale logice zwykłej, co może nasuwać myśl, że logika socjalistyczna żadną logika nie jest a co najwyżej zwykłą ściema.
Logika socjalistyczna jest doskonałym narzędziem do wyciągania z ludzi kasy. Jeśli człowiekowi wmówi się ze zabierając mu 5zl odda mu się później 4 będzie bogatszy to na prawdę można działać cuda. Nie dość, że się taki człowiek nie zdenerwuje, to jeszcze będzie wdzięczny.
Nie będę tu już pisał o socjalizmie państwowym, bo to zagadnie jest szeroko opisane w internecie i nie mam tu wiele do dodania. Napiszę natomiast o przypadkach z życia codziennego.
Spacerując sobie niedawno natkałem się na reklamę na autobusie akcji "kultura się liczy". W pierwszym monecie pomyślałem, że chodzi o zwrócenie uwagi obywatelowi na jego kulturę osobistą. Niestety nie o to chodziło, chodziło o dotowaniu kultury. A bilbord wyglądał tak.

Według logiki socjalistycznej ten obrazek jest jak najbardziej logiczny. Inwestując w kulturę, która to przez system naczyń połączonych, napędza cala gospodarkę. Równie dobrze mógłbym wnioskować do rządu RP o dotacje 1mld PLN na "własne wydatki", przecież w ten sposób napędzam gospodarkę, nie?
No właśnie nie. Logika zwykła w tym miejscu nam nie sprzyja. Wszystko by było fajnie gdyby tak jak na obrazku były te trzy probówki. W rzeczywistości są tylko dwie, te połączone. Trzecia jest gdy odlejemy z tych dwóch. A ile się wtedy rozleje to już tylko zależy od laboranta.
Co prawda cały mi ten schemat nie odpowiada, ale przyjmijmy, ze nie jest to głupota. To morze lepiej było by lać do tej drugiej probówki, przecież jak nalejemy do gospodarki to i kultura tez zyska, nie? Pewnie według logiki socjalistycznej nie, ale ja na logice socjalistycznej nie znam się tak jak na zwykłej.
W dalszej części widzimy, ze od marnowania ma wzrosnąć kreatywność społeczeństwa, być możne, gdy zmarnujemy wystarczająco dużo to zmusi nas to do kreatywności, ale chyba nie o taka kreatywność chodziło. O wzroście PKB już nie wspominając.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Hayek vs. Keynes

Dzisiaj tak trochę luźniej. Co prawda klip już trochę czasu krążył po sieci, ale dopiero teraz wziął się ktoś za przetłumaczenie tekstu i wstawienie napisów. Naprawdę fajny filmik o tych bądź co bądź wielkich autorytetach ekonomicznych. A w wszystko zaaranżowane w hip-hopowych klimatach. Polecam!



link

sobota, 6 lutego 2010

Grypa nadchodzi.

Z racji, że trochę zima odpuściła chciałbym zakomunikować, że druga fala świńskiej grypy już w gotowości. Jak powszechnie wiadomo w Internecie liczy się szybkość, więc chciałem zdążyć z tą informacją przed innymi mediami. Poza tym widać już pierwsze symptomy choroby. Ostrej grypy dostała już giełda, która od środy dławi się własnymi wymiocinami. Dług publiczny Polski właśnie przekroczył 700 mld złotych. Złoty też ma się nie najlepiej, ale nie o tym chciałem pisać.

A więc do rzeczy. Jeśli grypa przyjdzie to uaktywni się Kochanowski(Janusz nie mylić z Janem) i reszta cwaniaków, którzy chcieli by zarobić parę złotych na biedujących obywatelach( nie to żebym uważał Kochanowskiego za złodzieja, wydaje mi się, że on chce się tylko po lansować). Bo jak wiemy jeśli w tym miesiącu zemrze ogromna ilość(kilkanaście) osób na całym świecie z powodu grypy. Ogłosi się pandemie. Znów podniesie się alarm, że to rząd chce nasz powybijać swoją złą polityką, że to całą kasę przewalił(poniekąd prawda) i teraz nie ma na szczepionki.
Dodatkowym symptomem nadchodzącej grypy są nad wyraz wysokie notowania Platformy Obywatelskiej, bo jak wiadomo kolejna fala morderczej niczym hiszpanka grypy na pewno obniży notowania rudemu. Tusk doskonale wiedząc o zamiarach grypy podkręcił sobie notowania na tą właśnie okoliczność(sprytny z niego lisek).

Dobra już nie będziemy tak najeżdżać na Donalda. Powiedzmy też coś pozytywnego. Dobrze, że szef rządu nie kupił tych bądź co bądź niepotrzebnych szczepionek. Nie ważne czy to z powody braku złota w królewskim skarbcu, czy mistrzowskiego rozeznania sytuacji i nieugiętej woli. Z drugiej strony nawet jak coś pójdzie nie tak to nie odpowie za to Tusk tylko Ewa Kopacz, ale mniejsza o to.

Jakiś czas temu w necie znalazłem oto taki obrazek.

Jak wiemy z analizy krzywej popytu i podaży: cena dobra wykazuje silną odwrotnie proporcjonalnie korelacje do powszechności jego występowania(im czegoś więcej tym jest tańsze). Taki schemat można przenieś i na inne dziedziny np. na nauki społeczne. Tak więc i robiłem w tym przypadku. Pomyślałem, że jeśli w mediach mówią, że szczepionka nie działa, zwykli ludzie mówią podobnie, więc ta informacja jest niewiele warta. I zaczynam się zastanawiać: może z tą grypą tak na poważnie. Chociaż z drugiej strony od każdej reguły istnieją wyjątki.

My w teorii życia jesteśmy bardzo pragmatyczni, więc przy okazji chcielibyśmy upiec jeszcze jedną pieczeń na tym ogniu. Zawsze stoimy na straży stanowiska, że to Sejm, Senat czy Prezydent rządzą Polską, tylko obce grupy interesów do których bez wątpienia nalezą międzynarodowe koncerny.

Jeśli faktycznie grypa H1N1 została wyhodowana w laboratorium to podejrzanym o ten proceder powinno się postawić zarzuty kryminalne i przykładnie ukarać. Przy okazji sprawdzić ich powiązania z firmami produkującymi szczepionki, dzięki czemu rozwaliło by się tą szopkę raz na zawsze, chyba że firmy takowe są ponad prawem. Ale w tym momencie sypie się kolejny mit czyli równości ludzi wobec prawa(pisałem już o tym tu).
Zastanawia mnie też dlaczego ludzie uważają się za powszechnie wolnych jeśli to mogą być w każdej chwili przymuszeni np. do zaszczepienia się przed wirusem, który został stworzony przy aprobacie rządów, które wybraliście?


PS. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych takich jak została przedstawiona na tym demotywatorze, tylko chciałem zwrócić uwagę na funkcjonujący paradoks w świadomości większości Polaków między poczuciem powszechnej wolności a przeświadczeniem o pochodzeniu grypy.

wtorek, 29 grudnia 2009

Walutomat

link do strony
Fajna inicjatywa polegająca na pomijaniu pośrednika w wymianie walut jakimi są banki lub kantory.
O ile prowizje kantoru można jeszcze przełknąć to marże banków są nie do zniesienia.
Spready w bankach są blisko dwukrotnie wyższe niż w kantorach a poza tym to w banku się nie potargujesz.
Dlatego właśnie jeśli ktoś czuje się obdzierany ze skóry wyżej wymienionych miejscach zachęcam do zainteresowania się tym portalem. Mam nadzieje, że tego typu przedsięwzięcia rozwiną się w przyszłości. Co prawda na dzień dzisiejszy płynność na walutomacie jest dość mała, ale oczywiste jest, że wraz ze wzrostem liczby uczestników będzie wzrastać. Na dzień dzisiejszy walutomat jest bezpłatny, więc chyba warto wymienić parę stówek aby zobaczyć jak to działa. Mam również nadzieje, że walutomat nie podzieli losu firm zajmujących się social lendingiem(udzielaniem pożyczek z pominięciem banku).
Rejestracja w serwisie jest prosta. Do korzystania z serwisu jest nam potrzebny telefon komórkowy, konto walutowe, zwykłe konto bankowe.
Życzę wam udanych transakcji walutowych na walutomacie w przyszłości.

poniedziałek, 9 listopada 2009

money as debt- fakty i mity.

Przeciętny zjadacz chleba nie wie zbyt wiele, o tym, czym tak w ogóle jest pieniądz. W filmie tym w sposób prosty(ale i pobieżnie) zilustrowane jest to o co w tej całej zabawie chodzi.
Zapraszam do oglądania!


film co prawda ciekawy, ale i tu nie uniknięto przekłamań. Jak się to ma naprawdę, wspaniale tłumaczy Adam Duda, na swoim blogu.
tutaj i tutaj

A dla mniej ambitnych, którym nie chce się czytać, najistotniejsze są te fragmenty:
to cała tajemnica pustego pieniądza… gdyby wszyscy zażądali wypłaty swoich pieniędzy, to ich by po prostu nie było. Bank ma kredyty, a nie pieniądze.

Idąc dalej i już dotykając trochę bardzie natury systemu, to pojawia się pozorny problem odsetek. Kredyt jest oprocentowany i skąd na niego wziąć pieniądze? Tutaj pokutuje pewne przekłamanie z filmu Money as debt, gdzie jakoby system cały czas się musi rozrastać i kreować nowe pieniądze, żeby można było spłacać czymś odsetki. Oczywiście nie ma takie potrzeby. Wracając do naszego banku i Kowalskiego. Kowalski żeby mógł dostać kredyt, musiał gdzieś pracować. Jako, że mamy bardzo uproszczony model, to może pracować albo w moim banku, albo u dewelopera. Dla uproszczenia dajmy na to, że pracuje u dewelopera. Co się dzieje w momencie jego wypłaty i spłaty kredytu? Bilans i ruchy na bilansie:




Deweloper musi zapłacić Kowalskiemu pensje w wysokości 15 000 złoty. Kowalski 5 000 przeznacza na spłatę kredytu, 5 000 na spłatę odsetek a 5 000 zachowuje sobie dla banku. Ogólna podaż pieniądza spadła o 5 000 złotych, dokładnie o tyle, o ile został spłacony kredyt banku. Nastąpiła kontrakcja kredytu, czyli zmniejszenie ilości kredytów w systemie bankowym oraz samych pieniędzy. W takim przypadku, powinniśmy obserwować deflacje, gdyż jest mniej pieniędzy w stosunku do ilości produkowanych dóbr. Bilans po uwzględnieniu powyższych ruchów wygląda tak:





A dla ambitnych mały bonus.

wtorek, 3 listopada 2009

Teoria kontaktów międzyludzkich w kontekście ekonomi.

Gdzieś przeczytałem, że naukowcy stwierdzili że obaj partnerzy w związku są tym szczęśliwsi czym bardziej zrównoważony jest ich bilans korzyści i poświęceń wynikających ze związku tzn. jeśli obydwie strony tyle samo wkładają i otrzymują w kontekście wzajemnych relacji.
Czyli jak łatwo domyślić się, że związek idealny opierałby się na zerowym bilansie przepływu kapitału, czyli obydwaj partnerzy dają z siebie tyle samo. Niestety jak wiemy ideały nie istnieją(zerowy bilans jest możliwy, ale przy zerowej wymianie, czyli de facto przy braku związku).
O ile w teorii jest to możliwe o tyle w praktyce już samo stworzenie systemu miar jest dość kłopotliwe tzn. nonsensem było by aby obydwie strony wnosiły to samo do związku. W tym miejscu najrozsądniejsza w tym miejscu była by specjalizacja, która jak wiemy jest podstawą cywilizacji i dopiero wtedy sumaryczna liczba dóbr i usług mogła by być szacowana bądź liczona(jeśli ktoś potrafi).
Dlatego też dobrze by było, aby obydwaj partnerzy byli podobnej wartości.
I nie chodzi to o to żeby specjalizowali się w tym samym(tu pukając się w czoło pozdrawiam dzielne feministki)
Dziwne też było by aby np. jednego dnia gotował on a innego ona, albo jedną szafkę naprawi on a drugą ona czy połowę stołu wytrze on a resztę zostawi.

Teraz dochodzimy do momentu gdzie partnerzy wymieniają się usługami ja tobie to, a ty mi tamto. Mi to z daleka śmierdzi już barterem. Co prawda kiedyś też dość efektywnie wykorzystywano barter, ale świat poszedł do przodu i wymyślono pieniądze. Jeśli i my chcemy dokonać takiej ewolucji w stosunkach międzyludzkich to i my musimy udostępnić sobie taką linię kredytową(dzisiejszy pieniądz to kredyt a nie realna wartość sama w sobie).

I dochodzimy do momentu kiedy to dążenie do równowagi jest możliwe bez jakiegoś karykaturalnego wyliczania swych poświęceń i czyjś profitów. I od nas zależy na ile jesteśmy w stanie kredytować usługi swojej drugiej połówce(oczywiście bezprocentowo), bo oczywiście w dalszej perspektywie czekamy na odwzajemnię się czyli ruch w obrębie położenia równowagi.(idealnie z punktu widzenia praktycznego)

Drugi model też wywodzi się z dla nas sprawy oczywistej czyli kredytowego podejścia do związku. W drugim modelu możliwa jest trwała dysproporcja w sumarycznej ilości profitów przypadających na jedną stronę, ale nie w każdej jednostce czasu tzn. może Monia być trwale beneficjentem w relacji z Markiem, ale nie w sensie chronicznej dysproporcji, (żeby saldo nie było cały czas tendencyjnie powiększane w jedną stronę), tylko w wyniku jakiejś wielkiej sprawy z przeszłości np. Marek wyciągnął Monikę z małej biednej wsi, ale dziwne było by aby z każdym miesiącem Marek dokładał jeszcze do interesu, czyli on się starał a ona leżała i pachniała.


Erozja kapitału

Jest takie przysłowie czas leczy rany, czyli pewne sprawy są mniej warte po czasie, czyli np. po pięciu latach jesteśmy mniej skłonni do zemsty niż np. po miesiącu od zajścia. Podobnie jest i w podejściu do rzeczy pozytywnych, czyli bardziej skłonni jesteśmy odwdzięczyć się sowicie komuś od razu po tym jak ktoś nam zrobił dobrze. Czyli nawet jeśli kiedyś włożyliśmy do związku więcej a teraz wkładamy dokładnie tyle co druga połowa, to dysproporcja się zmniejsza.

Erozja wartości

Korzystając z prawa popytu i podaży możemy stwierdzić że cena danego dobra jest zależna od ilości dobra w obiegu, czyli czym jest go więcej tym jest mniej warte.

W kontekście tego punktu problem mogą mieć osoby specjalizujący się tylko w małej liczbie dziedzin. Czyli np. jeżeli Piotrek zabiera Marysię często do kina a Marysia chce się odwdzięczyć to robi mu np. wspaniałą kolację, to jeśli Piotrek oprócz zabierania do kina zdecyduje się Marysię jeszcze często obdarowywać drogimi podarunkami, to Marysia nie zdecyduje się częściej gotować zajebistej kolacji, tylko też coś wymyśli nowego np. masażyk itd. Natomiast jeśli Marysia by tego nie zrozumiała, tylko zaczęła by częściej robić tą zajebistą kolację, to może się później zdziwić, czemu to między nią a Piotrkiem coś się psuje, zwierzając się swej przyjaciółce: „nie rozumiem co się z nim dzieje przecież tak lubił moje kolacje”(być może Piotrek uczęszcza teraz do na masażyk gdzie indziej, może nawet do wspomnianej przyjaciółki. Ha ha )

Zastanawiacie się może po co to wszystko? A no bo kolokwialnie mówiąc: się przydaje.
Część kobiet ma syndrom księżniczki o którą trzeba zabiegać, zdobywać. Bądź zwyczajni przerośnięte ego. Dla równowagi występuje też pewna część mężczyzn, która owe ego ma niedorozwinięte i w ocenie danej kandydatki bierze pod uwagę zbyt mało cech np. tylko wygląd. Człowiek taki skacze koło naszej księżniczki poświęcając się często aż za nadto a dziwi się czemu luba się zbytnio nie angażuje. Często bywa tak, że nasz drogi nieszczęśnik daje z siebie jeszcze więcej i więcej nie dostając więcej w zamian. Adorator czuje się coraz bardziej zdezorientowany nie rozumiejąc, że nic z tego nie będzie. A tak by tylko skalkulował czy mu się to opłaca i było by po sprawie na pewno dużo szybciej. Przykłady można oczywiście mnożyć, ale moim zamierzeniem było tylko nakreślenie szkicu pewnego rodzaju myślenia.

wtorek, 20 października 2009

Argentyna po krachu.

Film zdradzający jak doszło do zapaści gospodarczej Argentyny. Ukazana jest też walka o byt i miejsca pracy Argentyńczyków. W filmie można też znaleźć wiele podobieństw miedzy Polską a Argentyną np. zadłużenie, wyprzedaż majątku narodowego, sprzedajni politycy. A tymczasem trzymajmy się mocno, bo i może nas czeka w przyszłości taki scenariusz.
miłego oglądania.








sobota, 26 września 2009

mięsko

Coś dawno mnie tu nie było, a wszystko przez ból brzucha po sobotnim biesiadowaniu.
Miałem ostatnio bojowe zadanie. Mianowicie miałem nabyć kiełbasę na grilla. Grilla organizowaliśmy ze znajomymi, ale to ja miałem zająć się kiełbasą. Oczywiście zrzutka była.
A wiec jestem w masarniczym i od razu w oczy rzuciła mi się kiełbasa o wdzięcznej nazwie „kiełbasa ze świniobicia”(znajomym powiedziałem, że z koniobicia) Trochę się świeciła, więc pomyślałem, że pewnie w nocy myli ją ludwikiem a rano przetarli szmatką i nasmarowali oliwą.
Oto taki fajny sposób na odświeżanie wędlin.






Znam jeszcze kilka fajnych sposobów na odświeżanie mięsa np. jak już trochę zaczyna śmierdzieć można zamarynować w przyprawach i puścić na dyskont.
Można też po mielić ze świeżym i bezpośrednio sprzedać bądź zrobić z tego gotowe mielone lub pokroić w kawałki i sprzedać jako gyros.

Z trudniejszym zadaniem mamy do czynienia gdy musimy odświeżyć kawał surowego mięcha np. karkówki bądź szynki. Wtedy musimy mieć w posiadaniu mały zapas pektosoli(sól+ Azotyn sodu). Jak nam zaczyna mięso trochę ciemnieć to wkładamy do takiej pektosoli i ono momentalnie nabiera koloru mięsa świeżego.

Można też wybrać najbardziej hardcorowy sposób np. tak jak robi to Carrefour czyli na starą datę ważności przykleić nową.
Ale co np. z szynkami? Na to też znaleziono ostatnio sposób. Pionierami w tej materii jest Kaufland niedawno też i Intermarche.



15 września rusza nowa kampania wizerunkowa Intermaché, która będzie wsparta spotami w najważniejszych kanałach telewizyjnych w Polsce.

Zmianie ulega również hasło sieci. Tanio i świeżo to przekaz, który będzie powtarzany we wszystkich narzędziach komunikacji z klientami.

Ponoć teraz wędzą sami. To pewnie każdy pomyśli, że to teraz świeższe będzie no niekoniecznie, bo można zastosować trick z pektosolą, czyli będą wędzić tylko to mięso, które będzie im się psuć. Nie oszukujmy się, te wędzarnie nie są po to aby dbać o klienta i oferować mu namiastkę tradycyjnego wyrobnica, tylko żeby zmniejszyć koszty recyklingu mięsa.

Ps. Nikogo w tym miejscu nie zniechęcam do jedzenia mięsa, bo mięso trzeba jeść. Wiadomo przecież, że jest zdrowe, tylko trzeba dbać, żeby mięso pochodziło z pewnego źródła.

środa, 23 września 2009

Dlaczego nie lubią Chaveza?

Co tu dużo mówić, obejrzycie sami.




środa, 16 września 2009

Złota myśl na dziś.

Dziś tekstu nie będzie.
Za to wrzucam tutaj wstęp książki Frédérica Bastiata "Co widać i czego nie widać" Zainteresował mnie ten fragment nie tylko od strony ekonomicznej, ale również od strony czysto ludzkiej. Jestem pod sporym wrażeniem uniwersalności tych słów. Ten krótki tekst jest o tym, żebyśmy pamiętali o tym, że każde nasze zachowanie, wybór ciągnie za sobą całą lawinę konsekwencji, abyśmy zawsze sobie zdawali z tego sprawę.

W sferze ekonomii, akt, zwyczaj, instytucja, ustawa pociąga za sobą nie tylko jeden skutek, ale cały szereg skutków. Spośród tych następstw jedynie pierwsze jest natychmiastowe; objawia się jednocześnie z jego przyczyną, widzimy je. Inne pojawiają się i prze- biegają dopiero kolejno, nie widzimy ich; dobrze, jeśli je przewidujemy. Oto cała różnica pomiędzy złym a dobrym Ekonomistą: jeden obstaje przy efekcie widocznym, drugi bierze pod uwagę zarówno skutki, które widać, jak i te, które trzeba przewidzieć. Różnica ta jest jednak kolosalna, ponieważ prawie zawsze dzieje się tak, że jeśli natychmiastowa konsekwencja jest korzystna, następstwa późniejsze są fatalne, i vice versa. – Stąd wynika, że zły Ekonomista dąży do nieznacznego doraźnego dobra, po którym w przyszłości nastąpi wielkie zło, natomiast prawdziwy ekonomista dąży do wielkiego dobra w przyszłości, ryzykując małym złem teraźniejszym. Zresztą, tak samo jest w kwestiach higieny, moralności. Często, im bardziej słodki jest pierwszy owoc przyzwyczajenia, tym więcej goryczy przynoszą kolejne. Dowodami niech będą: rozpusta, lenistwo, rozrzutność. A zatem, dopóki człowiek, zaaferowany i przejęty skutkiem, który widać, nie nauczył się jeszcze rozpoznawać konsekwencji, których nie widać, dopóty będzie oddawał się swoim zgubnym nawykom, nie tylko z upodobania, ale też z wyrachowa- nia. To tłumaczy nieuchronnie bolesną ewolucję ludzkości. Niewiedza otacza jej kołyskę; więc w swoich czynach ludzkość kieruje się pierwszymi ich konsekwencjami, jedynymi, które może widzieć u początków swojego rozwoju. Dopiero z czasem uczy się uwzględniać inne następstwa. Dostaje tę lekcję od dwóch nauczycie- li, bardzo różnych: Doświadczenia i Przezorności. Doświadczenie rządzi skutecznie, ale brutalnie. Uczy nas wszystkich następstw jakiegoś czynu, dając nam je odczuć na własnej skórze, a my w koń- cu musimy przekonać się, że ogień parzy, parząc się sami. Tego surowego lekarza, chciałbym, tam gdzie to możliwe, zastąpić innym, łagodniejszym: Przezornością. To dlatego będę szukał konsekwencji niektórych zjawisk ekonomicznych, przeciwstawiając tym, które widać, te, których nie widać.
Frédéric Bastiat

poniedziałek, 14 września 2009

cykle koniunkturalne, spekulacja- trochę psychologii.




Teraz się zastanówmy nad cyklem koniunkturalnym, przez pryzmat psychologii zachowań inwestycyjnych i konsumenckich.

Żeby mówić o cyklach koniunkturalnych, najpierw zajmijmy się ich podziałem.

Cykle koniunkturalne dzielą się na:

Krótkie (cykle Kitchina), trwające 2-4 lata, związane ze zmianami zapasów, cen hurtowych, jak również z rozliczaniem operacji bankowych

Średnie,

Cykle Juglara, trwające 8-10 lat, związane ze zmianami wydatków inwestycyjnych, Produktu Narodowego Brutto, inflacją i bezrobociem

Cykle Kuznetsa, trwające od 15-23 lat, związane z akumulacją czynników wytwórczych w długim okresie (inwestycje, budownictwo, migracje)

Długie cykle Kondratiewa, trwające 40-60 lat, związane z odkryciami lub ważnymi innowacjami technicznymi oraz procesem ich rozprzestrzeniania się (elektryczność, silnik parowy, koleje, komputery, internet) wikipedia

W kontekście dzisiejszego tekstu zajmiemy się tylko dwoma pierwszymi. Jak łatwo zauważyć cykle te w dużej mierze zależne są od spekulacji.(polityka monetarna banków centralnych w tym miejscu nie spełnia wiodącej roli)

Spekulacja – zakup lub sprzedaż papierów wartościowych lub towarów w nadziei odsprzedania/odkupienia ich na tym samym rynku po wyższej/niższej cenie. Czysta spekulacja oznacza zakup i sprzedaż na tym samym rynku bez świadczenia usług jeśli chodzi o dystrybucje, przechowywanie i transport


Różnica między in
westorem a spekulantem polega na tym, że inwestor buduje swój portfel w oparci o przesłanki fundamentalne raczej na dłuższy okres czasu. Spekulanta charakteryzuje duża ilość decyzji podejmowanych w krótkim czasie, a jego celem jest przewidzenie kierunku zmian na rynku i osiągnięcie tym samym maksymalnej stopy zwrotu.

Według Benjamina Grahama spekulacja to „szaleńcza pogoń za możliwie dużym zyskiem w najkrótszym czasie”. Przeciwstawia się ją definicji inwestora, który jest osobą, która: przeprowadza gruntowną analizę finansową, opartą na logice, wskazującą na rozsądną stopę zysku z inwestycji bez narażania na ryzyko inwestowanego kapitału. http://mfiles.pl

Tak więc i tu widzimy asymetrię. Każda inwestycja ma określony potencjał zysku, natomiast spekulacja jest w gruncie rzeczy możliwością zarabiania niemożliwych pieniędzy. Każda inwestycja jest jak najbardziej realna, spekulacja też odbywa się na jak najbardziej realnych produktach. Tak, wiec łatwo można dość do wniosku, że jeśli w ograniczonej puli x pieniędzy jedna strona dąży do nieskończoności druga musi dążyć do zera. Spekulacja niszczy inwestycje, wprowadza niepewność, żeruje na graczach mniej obytych rynkowo.(ale spekulacja w pewnych granicach może być nawet zjawiskiem jak najbardziej pożądanym)

Najbardziej wyrazistymi przykładami spekulacji w Polsce są zjawiska występowania świńskiej górki i dołka, jak i również perturbacje związane ze skupem owoców miękkich i wiele, wiele innych.

Rolnicy w Polsce zazwyczaj produkują to samo co sąsiad, czyli jeśli cena np. wspomnianych tuczników rośnie, wtedy każdy zaczyna je hodować. Gdy każdy zaczyna je produkować, po pół roku jest problem, bo zamiast świńskiego dołka jest świńska górka. Wtedy każdy rolnik wygasza produkcje, bo jak wiadomo gdy dużo półtusz jest na rynku, to i cena niska. I koło się zamyka. Chociaż zawsze się zastanawiałem czemu rolnik nie może być na tyle przebiegły, że jeśli za każdym razem cykl się powtarza, to nie kupić warchlaków gdy występuje świńska górka. Gdy tucznik urośnie to akurat będzie świński dołek i zarobi.


Producenci owoców miękkich też nie mają lekko jednego roku cenny na ich produkty są wysokie(wynik np. przymrozków) a innego bardzo niskie(klęska urodzaju). Takie wahanie cen w obu przypadkach bardzo podcina skrzydła producenta, bo nie są pewni czy koszta produkcji w ogóle im się zwrócą. Szkodliwe jest to również dla przetwórców, bo jednego roku pozyskują towar za bezcen, a następnego borykają się z brakiem surowca( rolnicy często po nie udanych zbiorach wygaszają produkcję). Tego typu wahania cen produktów rolnych wywoływane są niestabilną polityką rolną państwa.

Rozwiązaniem problemu mogły by być kontrakty terminowe.

A w http://dwagrosze.blogspot.com/

Kontrakt terminowy, czyli futures contract lub po prostu futures jest standardowym kontraktem finansowym handlowanym na giełdach towarowych (futures exchange). Kontrakt opiewa na dostawę określonej ilości surowca (szeroko pojętego, łącznie z indeksami) o określonej cenie (futures price) i w ściśle określonym czasie (delivery date). Sprzedający kontrakt terminowy zobowiązuje się towar dostarczyć a kupujący zobowiązuje się towar odebrać. To w odróżnieniu od opcji których zrealizowanie jest w zasadzie dobrowolne. Jednym z historycznie najwcześniejszych kontraktów terminowych były kontrakty na dostawę pszenicy. Być może na ich przykładzie najłatwiej jest wytłumaczyć sens takiego zakładu. Jeżeli więc farmer gdzieś spod Chicago uprawia pszenicę to wie że w lecie w pewnym momencie będzie miał zbiór który sprzeda po wówczas obowiązującej cenie. Może się jednak zdarzyć że już wcześniej, bo na przykład w lutym, zobaczy cenę spot pszenicy która by go w pełni zadawalała. Ma jednak problem – nie ma jeszcze aktualnego towaru do zaoferowania. Aby zagwarantować sobie korzystną cenę farmer może w takiej sytuacji sprzedać kontrakt terminowy na dostawę pszenicy we wrześniu. Zaklepie sobie tym samym satysfakcjonującą go cenę, kosztem rezygnacji z ewentualnych zysków ponad nią. Z drugiej strony w samym Chicago siedzi sobie piekarz, który również chciałby zapewnić sobie surowiec po stabilnej cenie. Lutowa cena pszenicy wydaje mu się ok, ale może się bać takich powodzi jak ostatnio w Iowa, przy których ceny pszenicy, a zatem i mąki, znacznie wzrosną. Nasz młynarz jest więc drugą stroną zakładu która kupuje od farmera kontrakt terminowy. Jeżeli teraz w momencie realizacji kontraktu cena pszenicy jest wyższa niż ta w kontrakcie to former traci tę różnicę a piekarz ją zarabia. Jeżeli jest odwrotnie to stratny na różnicy jest piekarz który kupił awansem surowiec gdy ten w międzyczasie staniał. Zyskuje natomiast farmer bo sprzedał w lutym pszenicę drożej niż mógłby sprzedać po żniwach.

Jest to mechanizm jak najbardziej dobry, stabilizujący nieco ceny, chociaż i w to zaczęli wchodzić spekulanci, ale taki system jest dużo mniej spekulatywny niż samo kupowanie podczas zbiorów. Co prawda spekulacja i tu może się nachapać, ale oni przynajmniej sprawiają, że rynek jest bardziej płynny i możliwy jest większy rozwój rynku.(dopływ kapitału). Niedobrze się dzieje wtedy gdy ta spekulacja jest nieograniczona(zbyt duży udział w rynku osób, niezwiązanych z produkcją) a wygląda to mniej więcej tak.
Spekulacja rozpędza się powoli, gdy dowolny towar zaczyna drożeć i ludzie zaczynają że łatwo można na tym zarobić. Do zabawy włącza się coraz większa grupa ludzi kierowana chciwością. Strach nie istnieje, wszyscy przecież zarabiają, nawet gdy są to zarobki papierowe 'tyle mógłbym zarobić gdybym dziś to sprzedał'. W pewnym momencie wyczerpują się zasoby nowych pieniędzy - nie ma więcej pieniędzy w gospodarce, które mogą być zużyte na spekulacje. Następuje załamanie spekulacji, potem górę bierze strach, dochodzi do gwałtownej wyprzedaży. Powyższy rysunek opisuje dokładnie poszczególne etapy cyklu. Równie ciekawym, acz rzadziej analizowanym fenomenem jest zjawisko buntów i rewolt

towarzyszących kryzysowi gospodarczemu. Jak to się dzieje, że nagle tysiące spokojnych dotąd obywateli buduje barykady, pali banki i samochody. Należy tu sięgnąć do psychologii eksperymentalnej i dorobkowi Wilhelma Wundta, dzięki czemu już od 1815 roku wiemy, że zachowania da się badać w laboratorium i że czasem zachowania zwierząt są podobne do zachowań ludzkich. Agresja jest dobrym przedmiotem dla analizy tą drogą, ponieważ jest działaniem występującym u ludzi i zwierząt. Dlaczego zwierzęta atakują ? W zależności od gatunku mogą atakować celem zdobycia pokarmu, dla ochrony terytorium lub w walkach towarzyszących rui. Jest jednak coś, co wywołuje atak u każdego gatunku - strach. Jeżeli weźmiemy dowolne zwierze i stworzymy stan zagrożenia, to należy spodziewać się ataku. Jest to zachowanie naturalne dla każdego gatunku, zarówno tygrysa jak i osiołka. Strach jest właśnie wytłumaczeniem zamieszek, które mamy właśnie okazję oglądać i które jeszcze nam spowszechnieją. We współczesnej ekonomii ludzie nie mają oszczędności i są niewolnikami wydatków spłat kredytów. Doxa

W sumie, rozsądną receptą na recesję czy też gospodarcze spowolnienie jest po prostu ignorowanie medialnego szumu i zwrócenie uwagi na jakość walorów oferowanych po atrakcyjnych, obniżonych cenach. O ile walor taki przedstawia sobą pewną wartość wewnętrzną jego spadający w ogólnej wyprzedaży kurs czyni go bardziej, nie mniej atrakcyjnym. Fundamentalnie zdrowy byznes w recesji sobie poradzi, natomiast ewentualne straty odrobi z nawiązką w kolejnym okresie koniunktury. Recesja może więc oferować atrakcyjne punkty wejścia dla cierpliwego inwestora. Dochodzi do tego również fakt że w wielu przypadkach najlepsze okazje trafiają się właśnie na początku recesji, nie na jej końcu, zaś nastroje pesymizmu i marazmu mają zwyczaj utrzymywać się znacznie dłużej.

Spekulacjami, podobnie jak grą na giełdzie czy każdą inwestycją, kieruje równowaga między chciwością a strachem. W przypadku spekulacji uczucia te całkowicie zagłuszają rozsądek i chłodną analizę, na każdym jej etapie.

piątek, 11 września 2009

Jak to wszystko się zaczęło,

czyli kryzys w kontekście cykli koniunkturalnych.















Przez kryzys rozumiemy recesje nie tam żadną stagnacje. Stagnacja to stosunkowo stabilny stan gospodarki(takie coś jak mamy teraz w Polsce. tzn. koło zera). Natomiast recesje rozumiemy jako ujemny przyrost PKB, który może być związany nawet ze stagflacją. Stagflacja jest o tyle nie fajna, że łączy ze sobą na co dzień nie występujące równolegle zjawiska- sporą inflację i stagnacje. Wiemy przecież, że inflacja występuje gdy mamy dość spory przyrost PKB. Pamiętamy jeszcze jak to Tusk zarzucał Kaczyńskiemu, że jest odpowiedzialny za wzrost cen jabłek i że zupa była za słona.(inflacja jest oczywiście nie uzasadniona, przecież wzrost był na poziomie niewiele ponad 6 procent).

1
1,06
1,1236
1,191016
1,262477
1,338226
1,418519
1,50363
1,593848
1,689479
1,790848
1,898299
2,012196

Jak łatwo zauważyć po 12 latach PKB się podwoi. To tak jakby Polska miała wyprzedzić Australię(pod warunkiem, że od dziś przez ponad dekadę Australia nie rozwijała by się wcale). Doskonały wynik.

Stagnacja natomiast gdy PKB jest praktycznie zerowy. Wtedy również inflacja nie powinna występować, bo ustępuje miejsca deflacji, czyli zjawisku odwrotnemu do inflacji. Stagnacja i inflacja spotykają się rzadko, ale gdy już do tego dochodzi wróży to totalną katastrofę. Na razie to odwlekamy, ale jak głosi stare przysłowie: co się odwlecze to nie uciecze. Wróćmy może do recesji.
Przede wszystkim skąd się biorą recesje? A no, z podstawowego cyklu kapitalizmu. Otóż kapitalista, nudząc się, w pewnym momencie postanawia pouciskać nieco klasę robotniczą. Inwestuje więc w fabrykę lub cokolwiek innego tworzącego PKB, zwiększając przychody bankowi z którego wziął pożyczkę, oraz całej masie budowniczych fabryki i jej poddostawców. Następnie przyjmuje robotników do pracy i zaczyna się. To natychmiast poprawia nastroje konsumenckie reszcie bezrobotnych, w nadziei że najgorsze już minęło. W międzyczasie uciskany przez 8 godzin dziennie proletariat otrzymuje pensje. Z kapitałem w ręku robol postanawia zostać na pozostałe 16 godzin dziennie konsumentem. A konsumenci, jak wiadomo, konsumują. Konsumując nakręcają koniunkturę innym kapitalistom. Widząc że konsument chce konsumować inni kapitaliści też dwoją się i troją tak aby tych dobór nastarczyć. I tak koło koniunktury raz wprawione w ruch kręci się coraz prędzej i prędzej, bogacąc zarówno konsumentów jak i kapitalistów. Bogaci się podatkami przy okazji także i rząd.

W pewnym momencie jednak coś w tym kole zawsze pęka. Konsument przesadzi z oceną swoich zdolności kredytowych(oszczędzać nie musi przecież ma prace). Kupi na przykład zbyt kosztowny dom, z którego musi go potem eksmitować komornik(teoria przeinwestowania). Widząc w TV krzywdę kolegi inni konsumenci profilaktycznie ograniczają wydatki(oszczędzają, trochę późno, ale cóż). Widząc to banki ograniczają akcję kredytową. Widząc to konsumenci coraz mniej kupują, w tym też akcji banków. Widząc to kapitalistom odchodzi ochota do dalszego inwestowania.(psychologiczny aspekt zachowań inwestycyjnych jak i konsumenckich).

Widząc to zarządy kompanii zwalniają pracowników, przez co szeregi konsumentów dalej topnieją. Coraz więcej byłych konsumentów nie tylko że nic więcej nie konsumuje, ale zaczyna wisieć na garnuszku państwa. Co wymaga dalszego zwiększenia podatków, oczywiście na “walkę z bezrobociem”. Że państwo lubi występować w roli herosa zbawcy,
wiemy nie od dziś. Różne pakiety stymulacyjne, dopłaty ulgi i inne duperele to ponoć dla naszego dobra. Mówi się:
Komunizm dzielnie przezwycięża trudności nie znane w innych ustrojach.
Wynika z tego, że to komunizm sam sobie tworzył pewne problemy, podobnie jest i z współczesnym kapitalizmem- kapitalizmem popytowym, w którym to najważniejszy jest popyt nie podaż. Popyt można kształtować stopy procentowe, które dziś w wielu krajach są bliskie zera. Nadmierna podaż pieniądza prowadzi do powstawania baniek spekulacyjnych.
Cóż z tego wyniknie zobaczmy na obrazek.
A co w kontekście tego mogłeś/mogłaś przeczytać wcześniej.











W następnym wpisie zastanowimy się nad cyklami koniunkturalnymi w kontekście psychologii.

sobota, 29 sierpnia 2009

Jak doszło do kryzysu

Film ten ilustruje w prosty sposób, jak doszło do kryzysu finansowego, który dotknął cały świat. Co prawda jest już trochę stary, ale uważam, że jednak warto go tutaj wrzucić. Miłego oglądania!



środa, 1 lipca 2009

Niezależność finansowa

Praca nad sobą jak wiemy świat kroczy do przodu my tez nie możemy stać w miejscu bo wtedy się cofamy. Brzmi znajomo co ?
Dziś będziemy pracować nad naszą niezależnością finansową. Najważniejsza jest oczywiście dyscyplina, przecież jak wiemy luzowanie sobie nigdy dobrze się nie kończy. Zilustrujmy to może na przykładzie treningu mięśni.
Przyjmijmy ze chodzimy na siłkę czy ćwiczymy w inny sposób. Nasze mięśnie rosną i to jest fajne i pozytywne, ale gdy przestajemy ćwiczyć nie dość, że nasze mięcho już nie rośnie to zaczyna spadać(kurczyć się). Sytuacje podobną dostrzegamy obserwując świat w każdej dziedzinie z tą różnicą, ze świat kroczy troszku wolniej więc zdolności przystosowawcze mamy troszkę większe niż w żelaznym sporcie. Przeczytałem gdzieś kiedyś ze ograniczenie czyni mistrza i to jest jak najbardziej prawdą. Tak samo podczas ćwiczeń na siłcę nie możesz sobie pomagać wszystkimi możliwymi mięśniami podczas treningu bo od tego nie urośniesz musisz stawiać sobie ograniczenia izolować dane grupy wtedy staniesz się mistrzem.
Dodatkowo musisz stawiać sobie coraz to nowe cele zarówno krótko jak i długo dystansowe.

Inny przykładzik. Budżet domowy. Jak wiemy żeby stać się bogatym musimy mieć zrównoważony budżet z rezerwą. Gdy już osiągniemy ten stan jesteśmy na dobrej drodze do bogactwa. Do takiego stanu możemy dość poprzez zmniejszenie wydatków bądź poprzez dodatkowy przychód(osobiście cenie sobie bardzie pierwszy sposób, bo jest dużo bardziej prawdopodobny do utrzymania na dłuższą metę). Z pierwszego sposobu powinniśmy startować ponieważ wtedy zarabiane i oszczędzane sumy nie robią na nas jakiegoś większego wrażenia, jednak często dziej się inaczej. Ktoś pracuje ciężko, żeby więcej zarabiać, ale mówi sobie tyram jak wół więc więcej mi się należy. Błąd nic ci się nie należy(ale o tym może w innym wpisie). Zarabiając więcej nie musimy być wcale bogatsi możemy po prostu żyć na wyższej stopie życiowej co nie jest tożsame z bogactwem. Jeśli bierzesz nadgodziny tylko po to aby je później przepierdolić na rozpasaną konsumpcje to dla mnie jesteś nikim. Potrzeby zmniejszamy a oszczędzone pieniądze czekają na moment w którym będzie możliwość sensownego ich zainwestowania(weźmy pod uwagę chociażby ilość)
dajmy pracujemy i zarabiamy 3 tys. na miesiąc no niby nie dużo ale starcza na podstawowe sprawy, ale marzy nam się więcej i co bierzemy nadgodziny i przynosimy te 3,6 tys. i co miesiąc później też go nie ma smutne. prawda. Tak często się zdarza że popadamy w błędne koło zarabiania na własne potrzeby nie dość, że nie mamy satysfakcji z przyrostu zarobków to jeszcze czujemy się zmęczeni i wypaleni z beznadziejną perspektywą.
Teraz inny przykład mamy te 3 tysie no i zdecydowaliśmy się oszczędzać miesięcznie 10 procent. No z początku ciężko bo to jednak jakieś wyrzeczenie, ale co miesiąc 3 stówki lecą na lokatę co prawda po pierwszym roku nie będzie tego wiele, ale na czarną godzinę jest. Dajmy na to mamy wypadek przez nie umyślność wypieprzyliśmy w kogoś samochód. Żeby załagodzić sprawę musimy dać gościowi 3 tysiaki ale ze mamy pod ręką 3,6 to załatwiamy sprawę od ręki mając 6 stówek plus procent z 3,6 w łapce i zmartwienie z głowy.
Gdybyśmy nie mieli tej kasy to musielibyśmy tą kasę od kogoś pożyczyć a obsługa tego długu też kosztuje. Załóżmy, że jesteśmy dziećmi szczęścia i nic nigdy nam się nie przytrafia. Możemy wtedy nasze pieniążki pomnażać dajmy na to na foreksie gramy z małymi stawkami a poza tym nie martwimy się bo nie mamy noża na gardle i musu zdobycia kasy bo to tylko nasze zapasy a poza tym to cały czas zapas rośnie bo więcej zarabiamy niż konsumujemy. Nie martwimy się o bezrobocie, wypadki i tego typu duperele bo stajemy się coraz bardziej zasobni a przy okazji próbujemy śrubować nasze zdolności ograniczania wydatków. Nasze bogactwo rośnie.

W pewnym momencie zauważamy ze kapitał zapasowy wypracowuje wyższy zysk niż praca właściwa i to jest nasza wygrana. Wtedy chodzimy do pracy 8 h na dobę i nie martwimy się dniem następnym. Co prawda nie jest to trudne, ale wymaga dyscypliny i cierpliwości, ale w perspektywie całego życia jest to nie długi okres który wpływa na egzystencje do samego końca naszych dni. Chodzi o to aby uniezależnić się od zdarzeń losowych w przyszłości.