October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...
Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.
Europa mówi Sikorskim, Rostowskim czy może jednym i drugim na raz?
Vincent twierdzi, że będzie wojna jeśli nagle wszyscy się Niemcom nie poddadzą. Rostowski jest na tyle o tym przekonany, że nawet myśli jak tu załatwić zielone karty dla rodzinki.
Jak doskonale pamiętamy Niemcy raz posłuchały przybysza z sąsiedniego państwa w kwestii rozwiązywania pewnych spraw. Jeśli dodać do tego niewyobrażanie
przerośnięte ego i pewne podobieństwo fizjonomii to mamy klarowny obraz.
Ale zanim się to stanie Milicja Platforma Obywatelska musi wygrać wojnę z hakerami. Chwilowo PełO wojnę przegrywa, ale zaraz do kupy zbierze się Graś i Sikorski, czyli mistrzowie Twittera i tą całą hołotę rozgonią. Pierwszy ma na tym polu takie zasługi jak spacyfikowanie takich hejterów jak Gmyz czy Warzecha a drugi to prawie za pomocą klawiaturki postawił Asada przed trybunałem w Hadze.
Chodzą słuchy, że za zhakowanie strony Grasia i bloga Kasi Tusk będzie zemsta. Ponoć Sikorski z Grasiem planują atak na konto Anonymousów na twitterze.
POlska uznawana jest za oazę dobrobytu, zieloną wyspę na oceanie kryzysu, ale tylko do czasu gdy Premier jest w kraju. Gdy wyjeżdża dzieją się złe rzeczy.
Jak uczy nas historia, dwudzieste pierwsze miejsce wśród największych potęg gospodarczych, nie jest dane nam raz na zawsze. Wartość naszego PKB porównywalne z PKB Belgii jest wynikiem ogromnej pracy Tuska. Aż strach pomyśleć co stałoby się gdyby Donka zabrakło? Boże, nie!!
Z obserwacji naszej sceny politycznej jasno wynika, że pewne zjawiska i proporcje są względnie stałe.
Przykładem jest choćby styl sprawowania władzy. Polityką interesuję się już od ok. 10 lat(gdy premierem został Leszek Miller) i jasno z moich obserwacji wynikało, że SLD to partia konserwatywna, której sprawy pederastów nie interesują.
Dziś jest tak samo, bo gdy przyszło do układania list wyborczych SLD na sodomitów się wypięło, ale oczywiście w przenośni;)
Platforma, która szła do władzy z postulatami podobnymi do korwinistycznego pustosłowia, też jakoś liberalna nie była.
Ale zostawmy styl rządzenia. Zajmijmy się może samą działalnością posłów i ich oceną przez media. W polskiej polityce musi istnieć też ktoś z kogo media i co za tym idzie lemingi się śmieją i ktoś kto w ich mniemaniu jest poważny mądry a co za tym idzie jego wyborcy też.
Początkowo śmiano się z Leppera. Później doszedł do tego grona również Giertych, a gdy tych już zabrakło, tego wątpliwego zaszczytu dostąpili pisowcy z Kaczyńskim na czele.
Ciekawym niezmiennym punktem naszej sceny politycznej są opluwacze i idioci z platformy. Z tego co zauważyłem optymalnie powinno być ich dwóch, więc po odejściu Janusza P. Stefan Niesiołowski został sam. Jasno widać, że ten wakat chce objąć minister spraw zagranicznych, czyli nasz drogi Radziu. Jego aspiracje do tego stanowiska widać chociażby po jego "błyskotliwych" wpisach na twiterze np.
"Kościół ma zasługi dla Polski ale Ojciec Dyrektor przekracza granice. Zakony podlegają bezpośrednio Rzymowi. Państwo polskie zareaguje"
Śmiać się czy płakać, nie wiadomo. Śmieszna była natomiast reakcja Radosława w tej sprawie. Wystosowanie noty dyplomatycznej do Rzymu było ośmieszeniem Państwa Polskiego, czyli tym co zawsze przypisuje się "pisowcą" ale cóż podwójne standardy to w III RP codzienność.
Albo to: Panie Asad, zrezygnuj Pan, albo zobaczymy się w Hadze.
To już oceńcie Państwo sami.
Jak widać w nowej kadencji Radek powinien objąć wakat, bo referencje ma dobre.
Oczywiście obejrzałem cała z wielkim zaciekawieniem, pijąc w międzyczasie trzy kawy i pomagając sobie instalując zapałki na powiekach, mimo iż cała debata trwała niespełna godzinę. W założeniu już uwzględniłem, że miejsca na merytorykę być nie może, więc nie doszukiwałem się na siłę jej istnienia. Pierwsze co rzuciło się w oczy to zachowanie Radosława Sikorskiego wskazujące na przyjęcie ponad standardowej dawki relanium, co niestety psuło dobre wrażenie. Natomiast Komorowski bardzo ładnie mówił, znacznie ładniej niż Sikorski, ale za to Radek mówił bardziej sensownie. Od początku wystąpienia Bronisława z kimś mi się kojarzył, po chwili przypomniałem sobie, z Kwaśniewskim, który w przerwach między bełkotem spowodowanym chorobą filipińską, też się dobrze prezentował. Druga sprawa to prowadzący Joanna Mucha i Sławomir Nowak, którzy wraz ze swoimi kolegami wyglądali sztucznie, chociaż Pani Asia urozmaicała "debatę" rozbrajającymi spojrzeniami np. przy pytaniu Nowaka o biurokrację w kancelarii prezydenta, kierowanemu do Sikorskiego. Wtedy kontakt wzrokowy miedzy pytanym a pytającym przerwała Mucha szukając czegoś w oczach Sławomira. Niby taka drobnostka, ale dzięki temu wypiłem o jedną kawę mniej. Następna sprawa to gong, który ograniczał czas wypowiedzi. Był to kolejny element rozrywkowy owej debaty, bo przecież jak wiemy pytania i odpowiedzi były już wcześniej ułożone, ale żeby cała szopka wyglądała mniej sztucznie Komorowski dostał zadanie przedłużenia jednej swojej wypowiedzi. Dodatkowo gong pełnił rolę bezpiecznika, gdyby to zapałki na powiekach zawiodły. Tak się nie stało, ale "strzeżonego, Pan Bóg strzeże". Cała ta debata polegała nie na prezentowaniu swojego zdania i walki z oponentem a na walce z obecnym prezydentem, czyli była to debata Sikorski, Komorowski kontra Lech Kaczyński, tylko że beż Kaczyńskiego. Podobały mi się też wyszukane porównania kandydatów. Najbardziej zapadło mi w pamięć porównanie Veta prezydenta do wsadzania kija w szprychy. Sikorski pewnie dając te porównanie miał na myśli polską gospodarkę, albo politykę zagraniczną. Jak wiemy koło ze szprychami występuje w rowerze, więc porównanie gospodarki do roweru nie jest zbyt pochlebne. Nam natomiast gospodarka kojarzy się raczej z lokomotywą, ale zostawmy już to. Dobra była też wstawka o redukcji etatów w kancelarii prezydenta. Sikorski powiedział: mniej tłuszczu, eeeee, yyyyy, i zapomniał co miał powiedzieć, ale na pewno byłaby to bomba. Sikorski słabiej nauczył się roli niż swój "konkurent", więc przegrał z Bronisławem, batalię o batalię na prezydenta.
Jeśli ktoś przegapił tą intelektualną gratkę, albo chce przeżyć to jeszcze raz, to można obejrzeć debatę u mnie: