O książkach za dużo tu nie pisałem. Krótki kurs samoobrony intelektualnej porywającą lekturą nie jest, ale dla początkującego może być przydatna.
Książka pisana językiem aż nadto prostym. Dla osoby która liznęła tematu nie wnosi nic, ale za to poprawnie napisana. Są też liczne przykłady, pozwalające zrozumieć o co chodzi.
Z książki dowiadujemy się, że można opowiedzieć dowolną bzdurę jeśli ubierzemy ją w ładne słowa, często obce lub trudne, dodając do tego odpowiednią dykcje.
Zaciekawił mnie w książce fragment o żargonie. Zaciekawił mnie dlatego, bo to pierwsza rzecz w tej książce, której jeszcze nigdzie nie czytałem, ale się już wielokrotnie spotkałem w życiu codziennym i przemyślałem.
Otóż często bywa tak, że wykładowca akademicki, nauczyciel czy ktoś inny używa fachowego języka, żeby ukryć swoją niekompetencje. Oczywiście na pewnym poziomie ciężko jest dyskutować bez specjalistycznych haseł, ale każdy fachowiec powinien umieć przetłumaczyć to co powiedział na ludzki język laikowi, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Często bywa tak, że ludzie niedokształceni posługując się fachowymi terminami, ponieważ zamiast zrozumieć o czym się uczą po prostu wkuwali na blachę. Zresztą dla kompletnego laika bełkot od mowy fachowej jest nierozróżnialny.
Używanie dużej liczby trudnej terminologi służyć może podwyższeniu prestiżu naszej wypowiedzi. Po postu wtedy brzmimy mądrzej lub żeby truizm sprzedać jako niezwykle wyszukane przemyślenie.
Mi osobiście szeroki zasób słownika często służy do spławiania idiotów. Po prostu uważam, że debilowi nie da się wytłumaczyć, że jest debilem. Wystarczy ubrać twierdzenie w ładniejsze słowa i problem z głowy. Najlepiej używać terminologi, której nasz szanowny adwersarz nie znajdzie w wikipedii. W 99% taki geniusz kapituluje.
A wracając do meritum, to książkę polecam raczej ludziom młodym którzy nie mieli styczności z trudniejszymi dziełami. Jest tu trochę metodologii naukowej, trochę retoryki i logiki. Zresztą tu są zebrane wszystkie podstawy, których trzeba byłoby szukać po kilkunastu książkach.







