October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autorskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2011

Zbawienie.


Jeden z moich czytelników podjął dość trudny temat, mianowicie zbawienia osób nienarodzonych. Czytelnik stwierdził, że zbawienie bez przebycia drogi życia jest niesprawiedliwe.

Bóg jak wiemy oprócz sprawiedliwego jest też miłosierny. Bóg chciałby nas wszystkich zbawić, więc dla tych którzy nie mieli wyboru od razu przygotował miejsce w Niebie.
Czytelnik, wiec spytał czy zatem rozsądnym nie byłoby mordowanie dzieci nienarodzonych, które przez to nie musiałyby męczyć się na naszym łez padole?

Otóż właśnie nie. Pan Bóg dał każdemu z nas dał wolną wole, czy ktoś wybierze dobrze czy źle zależy od niego. Jeśli natomiast Bóg z jakiś przyczyn pozbawił tego wyboru to od razu przygotował nagrodę w niebie. Tak więc Bóg jest Panem życia i śmierci i nikt z ludzi nie może się stawiać na Jego miejscu.

Natomiast jeśli ktoś chce pozbawić swoje dziecko życia aby oszczędzić mu nieprzyjemności na pewno starci swoje życie wieczne. Taka czynność nie jest przejawem altruizmu, tylko skrajnego egoizmu. Egoizmu, ponieważ pozbawia innego człowieka możliwości wyboru zła bądź dobra.

Bóg dał na zestaw zasad, dzięki który dostąpimy zbawienia. Przykładem jest Dekalog, który mówi jasno: Nie zabijaj! Jeśli mamy wskazówki jak postępować wykorzystujmy je a nie bawmy się w ustalanie swoich zasad.

Mało prawdopodobne też jest, aby osoba ceniąca życie wieczne była ze względu na swoją wiarę zdolna do pozbawienia życia inną osobę właśnie dla życia wiecznego tej osoby. Prawdziwym miłosierdziem jest wskazywanie drogi, ale pod warunkiem dawania wolnej ręki.

Ktoś mógłby powiedzieć: ale dla mnie najważniejsze jest życie wieczne mojego dziecka. Dobrze w takim razie pokazuj mu co jest dobrem a co złem. Nawet przy wychowywaniu dzieci specjaliści twierdzą, że lepiej dziecka nie rozpuszczać, nie dawać mu wszystkiego na tacy tylko je dyscyplinować. W takim razie nie dawajmy zbawienia dziecku na tacy.

Pamiętajmy też, że wobec Boga nie ma żadnych kalkulacji. Jeśli jesteś nieszczery nie dostąpisz zbawienia. Powoływanie się, więc na heroizm w takiej sytuacji jest delikatnie mówiąc nietrafione. Znacznie bardziej heroiczna była by próba wychowania dziecka po bożemu.

Nie zapominajmy, że życie wieczne jest najważniejsze, ale nasze życie wieczne, nie innych osób. Nie możemy poświęcać własnego życia wiecznego dla życia wiecznego innych ludzi. Natomiast jeśli jesteśmy na tyle odważni, żeby poświecić życie doczesne dla czyjegoś życia wiecznego lub chociażby doczesnego to jest to piękny gest, akt heroizmu i za to dostąpimy życia wiecznego. Natomiast taki gest nie jest od nas wymagany, nie zostaliśmy powołani do heroizmu i jeśli się od niego uchylamy nie tracimy w oczach Boga.

Do zbawienia dochodzimy poprzez unikanie grzechów jak i czynienie dobra. Natomiast jeśli czynimy zło nie przybliżamy się do zbawienia. Machiawelizm, wiec nie jest dobry w oczach Boga. Zawsze powinniśmy postępować prawie i sprawiedliwie.

czwartek, 14 października 2010

Frazy z google.

Internet coraz więcej mówi nam o otaczających nas świecie. Mówi też dużo o samych użytkownikach internetu, a co mówi konkretnie? Otóż okazuje się, że przeciętny internauta ma spore problemy ze sobą. Widać to na przykład po frazach wpisywanych w wyszukiwarkę.
Zobaczy co podpowiada nam wyszukiwarka gdy wpiszemy frazę czy jestem.
Generalnie nie najgorzej. Zobaczmy co internauci sądzą o swojej rodzinie.
Zacznijmy od głowy rodziny, czyli ojca
Przeciętny ojciec internauty to degenerat, alkoholik i zboczeniec. Co z matką?
Z matką przeciętnego internauty jest już trochę lepiej, bo nie gwałci, ale generalnie odchyły podobne. Bardzo zastanawiający jest poziom rastaman w tej grupie. Sprawdźmy co u brata.

piątek, 24 września 2010

Justin Bieber.



W ramach dywersyfikacji ruchu sieciowego zdecydowałem się opublikować moją niedawną rozmowę z panem Justinem Bieberem za oceanu.

Mimo, że Justin słabo mówi po polsku jakoś się dogadaliśmy. W związku z licznymi błędami językowymi, stylistycznymi i ortograficznym zdecydowałem się rozmowę streścić, dlatego też za niecytowanie przepraszam.

Pan Justin mimo oszałamiającej kariery(powyższy klip ma w tym momencie 333730735 odsłonięć na YouTube, co jest obecnym rekordem.) martwi się o jej dalszy bieg, wiec poprosił mnie o pomoc.

Bieber zdaje sobie sprawę z upływu lat i z tego, że z czasem dzieci neo mogą się od niego odwrócić.

Spytał mnie: kurczę co mam robić, mam już 16 lat i moja kariera może się niebawem skończyć przez mutacje głosu, ratuj kolego!
Odpowiedziałem: faktycznie ciężka sprawa, ale coś wymyślimy. Rozumiem, że głównym problemem będzie twój zmieniający się głos, więc masz dwa wyjścia, albo zachować głos a poświęcić męskość albo zachować męskość i stracić głos.
Justin na to: no ale jak to? Ja po to zostałem piosenkarzem, żeby sobie poruchać, więc kastracja nie wchodzi w grę.
Na to odparłem: no to jak tak lubisz ruchać to może zostań bohaterem seksskandalu.
Justin: Nie to niemożliwe co by moja mama na to powiedziała.
Ja: To zrobimy tak: póki masz jeszcze pożądany głos ponagrywaj tych swoich arcydzieł na zapas a jak przyjdzie mutacja to na koncertach możesz śpiewać z playbacku.
Justin: ale zrobienie hitu to nie jest taka prosta sprawa.
Ja: Justin takie kity to możesz swoim fanką cisnąć.
Justin: przepraszam. A co zrobić później gdy już dorosnę i nie będę mógł udawać dziecka.
Ja: no to jak skończysz osiemnastkę to opublikujesz seks-taśmę. Zrobi się szum, że właśnie stałeś się mężczyzną i będziesz mógł śpiewać nowym głosem. Chociaż z drugiej strony nasz Krzysio Ibisz ma ponad 40 lat a udawanie dziecka doskonale mu idzie.
Justin: kuźwa genialne, ale jak zaaranżować to z seks-taśmą.
Ja: Ty coś rwałeś kiedyś do tej Kim Kardashian. Masz może do niej numer telefonu.
Justin: no mam.
Ja: to weź tam do niej dryndnij i spytaj jak to zaaranżować, że to niby tobie tą taśmę z kompa wykradli i jak wydębić na tym niezłą kasę. Tak poza tym tak Kim to niezła dupa, może się zgodzi wystąpić razem z tobą.
Justin: No zajebista. Dzięki Ci. Jak mogę Ci się odwdzięczyć?
Ja: Czekaj zaraz podam Ci mój numer konta.
Justin: ok, dzięki raz jeszcze i narka.
Ja: narka i udanej kariery.
Justin: sorry bym zapomniał: ucałuj ode mnie moje dwa największe fankluby w Polsce, czyli demotywatory.pl i komixxy.pl
Ja: ok, jak nie zapomnę. Na razie.

piątek, 10 września 2010

Jeszcze TVP czy już TVN bis.

Taka właśnie tytułowa myśl mnie naszła gdy dowiedziałem się o obsadzie programu Tomasza Lisa. Henryka Krzywonos, Aleksander Kwaśniewski, Stefan Niesiołowski, Andrzej Celiński, czyli jakby nie patrzeć sam Cymes. Jako łyżka dziegciu w tej beczce miodu występował Zbigniew Girzyński. Tak jak się spodziewałem tajemne porozumienie PO i SLD do reszty opanowały już media w Polsce. Myślałem też, że jeśli mają taką przewagę to teraz będą w niemiłosiernie gromić PiS a tu nie. Otóż jak słusznie zauważył poseł Girzyński SLD zostanie niedługo wchłonięte przez PO, tamci już powoli akomodują się do nowego, czyli zerowego tempa pracy. Z resztą jak w bardzo popularnym kawale o premierze: Czemu Tusk wstaje codziennie o szóstej rano? Żeby dłużej nic nie robić.
A wracając do koalicji anty pisowskiej, która zawiązała się w studio prowadziła tak interesującą dyskusję, którą śledziłem z ogromnym zainteresowaniem, tak wielkim, że mimo galona energy drinków nie dotrwałem do końca. Program musiałem obejrzeć jeszcze raz w internecie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, więc nową odsłonę rankingu energy drinków macie niebawem jak w banku.
Mimo pozytywnych refleksji, takich jak realna możliwość zniknięcia SLD ze sceny polityczniej dochodziły mnie też mniej pozytywne np. taka, że żeby w Polsce zostać sławnym wystarczy obrazić Jarosława Kaczyńskiego. W taki sposób sławę zyskała Henryka Krzywonos, ale nie tylko to mnie smuci. Patrząc na tą panią, smuci mnie też, że panią Krzywonos jak sama przyznała manipulują dzieci. Mniejsza już o to, że żeby być manipulowanym nie można wiedzieć, że jest się poddawany takiemu procederowi. Z resztą pani Henryka nie za bardzo sama wie co robi, przyznaje przecież sama, że nie ma nad sobą kontroli mówiąc, że już taka jest i nie potrafi się zmienić. Zostawmy już może biedną kobietę w spokoju.

niedziela, 5 września 2010

O dyskusjach raz jeszcze.

Ludzie rozmawiają, dyskutują, dzielą się informacjami codziennie. Można więc rzec, że dla człowieka konwersacja jest czymś naturalnym. Ale czy na pewno wiemy jak dyskutować?
Otóż okazuje się, że nie wiemy. Przekonuję się na każdym kroku. Już mniejsza o erudycje, dialektykę czy retorykę, bo to przeciętnie dla nas ludzi współczesnych za trudne. Chodzi mi o takie same podstawy dyskusji.
Na początek trzeba sformułować o co toczy się spór.
następnie wygłosić tezę i wysłuchać tezy drugiego rozmówcy.
następnie przechodzimy do argumentacji swojej tezy, ewentualnie dodaje kontrargumenty.
teraz ocenia się racje, dochodzi do konsensusu i cześć.
Wydaje się proste, ale często obserwuje dyskusje w których nie ma nawet tezy, lub teza jest zmienna. Często też jedynym kontrargumentem jest teza. Bardzo zła manierą spotykaną głównie u ludzi mało inteligentnych jest Argumentum ad personam .Łatwo stwierdzić, że używanie argumentum ad personam jest najłatwiejszym sposobem sprowokowania bójki.
Żyjemy też w czasach kiedy to ani nie umiemy ani nie mamy czasu na debaty w stylu antycznej Grecji, więc bardzo pomocne będzie zastosowanie zasad dobrego stylu, czyli:
jasność, prostota, zwięzłość i jed­nolitość.
Jasność stylu
- takie ukształtowanie treści wypowie­dzi, które zapewnia zrozumiałość tekstu dla zakładanego odbiorcy. Przy wybo­rze środków językowych nadawca musi się więc liczyć z możliwościami percepcyjnymi adresata wypowiedzi, z jego znajomością słownictwa określonego typu.
Z tym akurat nie ma problemu, bo jakoś tak jest, że murarz po zawodówce kumpluje się z innym murarzem po zawodówce.
Prostota zakłada dobór elementów leksykalnych najbardziej natural­nych w danym typie wypowiedzi, a więc np. nieużywanie wyrazów o charakterze oficjalnym w sytuacji prywatnej, nienadużywanie wyrazów erudycyjnych (zwła­szcza zaś zapożyczonych i abstrakcyjnych), a także stosowanie możliwie prostej składni.
To jest bardzo ważne, bo za każdym razem gdy słyszę osobę delikatnie mówiąc mało elokwentną używającą wyrazów których nie rozumie to mnie krew zalewa. Np. jak słyszę słowo bagatela to już wiem, że ktoś użył go błędnie (http://teoriazycia.blogspot.com/2010/02/rola-znaczenia-sow-w-wypowiedzi.html)
Zwięzłość polega na unikaniu elementów językowych niepotrzebnych w danej wypowiedzi, niepełniących w niej żadnej jasnej funkcji.
Jednolitość stylu wypowiedzi polega na tym, że wszystkie jej składniki (wyrazy, związki frazeologiczne, dłuższe sformułowania) pochodzą z tej samej odmiany gatunkowej wypowiedzi. Naruszeniem jednolitości stylu jest umiesz­czanie obok siebie w jednym tekście wyrazów z różnych odmian polszczyzny, na przykład potocznych i książkowych.
Co prawda nie przestrzegam zaleceń tego punktu, bo i nie muszę, ponieważ używam stylu publicystycznego.
Podobny tekst: dyskusja z debilem

sobota, 28 sierpnia 2010

KRD- nowy portal społecznościowy.


W sieci coraz większą popularnością cieszy się nowy portal społecznościowy: http://www.krd.pl/Infoservice/index.aspx, który na dziś dzień ma 1mln 200tys. zarejestrowanych użytkowników. Mimo, że jest tak liczny jest bardzo elitarny. Mianowicie aby zostać użytkownikiem trzeba się wykazać, czyli wykonać zadanie. Co prawda dziś znacznie łatwiej dostać się do grona użytkowników, wystarczy nie zapłacić mandatu czy alimentów. Natomiast kiedyś to trzeba było być naprawdę wybitny aby tam się znaleźć. Trzeba było być winnym pracownikom pieniądze, oszukać na Vacie, oszukać urząd skarbowy czy chować się przed komornikiem. Niestety takie są prawa popularności, trzeba obniżać poprzeczkę aby ściągnąć kapitał. Jako ciekawostkę podam fakt, że był to pierwszy portal społecznościowy w formie nie internetowej. Na razie na portalu nie ma dzieci neo, bo próg wejścia do portalu jest dość wysoki bo 89 zł. Chociaż fajnie by było przeczytać w bazie danych krd, że ktoś jest komuś winny paka w tibi czy inny miecz. Niestety nie ma też słit foci. Ubolewam, że nie mam tam konta, ale może kiedyś, może jak otworzę na blogu strefę VIP a tam nic nie będzie to może mnie dopiszecie. Póki co portal jak dla mnie jest zbyt elitarny.

sobota, 7 sierpnia 2010

Rzeczywistość normalna i rzeczywistość inna.

Człowiek normalny zwykł nazywać rzeczywistością to co go otacza, czyli jego środowisko, jego problemy, ale też rzeczy które dotyczą jego rodziny i znajomych, czyli wszystko to co sam przeżywa, to co na niego wpływa.
Mamy też ten drugi rodzaj rzeczywistości, czyli rzeczywistość inną. Inna rzeczywistość to fakty(i nie tylko) dotyczące osób i zjawisk na z którymi w żaden sposób nie mamy kontaktu poza oczywiście przekazami.
Kiedyś siłą rzeczy ludzie musieli być bardziej zainteresowani tą rzeczywistością normalną niż inną, ale po udoskonaleniu środków przekazu rzeczywistość inna zaczęła wypierać rzeczywistość normalną.

piątek, 2 lipca 2010

Nauka a wiara.

Zazwyczaj wiarę i naukę przedstawia się nam jako 2 przeciwstawne bieguny, ale jest to jak najbardziej przekonanie błędne, ponieważ nauka jak i wiara nie wykluczają się wzajemnie.
Nie chodzi mi o tyle o sama wiarę co i naukę co o podejście do poznania. Pojmowanie 'na wiarę" i naukowe jest całkowicie odmienne, ale nie mogą występować pojedynczo.
Mówi się przecież wiara bez nauki ślepnie a nauka bez wiary kuleje.
A wracając do porównania tych dwóch systemów przedstawianie ich jako przeciwstawnych jest totalnym błędem, ale uznawanie ich za równorzędnych tez nim jest. Obydwa systemy do czegoś innego służą. Zarówno prawa jak i lewa ręka jest nam potrzebna, bez jednej byli byśmy kalecy lub posiadanie dwóch prawych, bądź lewych, też jest kalectwem. Tak samo bez rozróżnienia wiary i nauki byli byśmy kalecy, kalecy umysłowo.
Tylko pojmowanie obydwoma systemami na raz prowadzi do pomyślności. Podział na sacrum i profanum jest znany od bardzo dawna. Przykładem takich kalekich ludzi są np. naukowcy-ateiści, którzy to posiedli umiejętność doskonałego posługiwania się jednym sposobem badawczym, czyli naukowym. Doskonale radzą sobie z problemami natury profanum, natomiast absolutnie nie radzą sobie z problemami, których nie można pojąć w sposób naukowy, czy logiczny. Osoby takie zwykły ignorować tą sferę ludzkiego życia. Jeszcze inni wyładowują swoją frustracje próbując dowodzić, że Boga nie ma. Co prawda z naukowego punktu widzenia zachowują się w sposób poprawny, ponieważ zachowują tzw. naukowy sceptycyzm. Naukowy sceptycyzm polega na tym, że uznaje się coś za istniejące dopiero wtedy gdy udowodni się istnienie, do tego miejsca takowa rzecz itp. nie istnieje. Wielu badaczom nawet nie przychodzi do głowy, że istnienia Boga nie da wytłumaczyć w sposób naukowy. Cóż była by to wiara gdybyśmy nie mieli tego elementu niepewności. Biblia mówi nam o świętym Tomaszu Apostole. Jego sceptycyzm i niedowiarstwo zawierają się w słowach: "Nie uwierzę dopóki nie zobaczę, dopóki nie dotknę". Możemy sobie nawet wyobrazić sceptyczny czy ironiczny uśmieszek niedowierzania na twarzy Apostoła Tomasza, kiedy inni Apostołowie relacjonują mu niezwykłe wieści o zmartwychwstaniu Chrystusa. Pan Bóg uznaje naszą wolną wolę dla tego nie zniszczył jeszcze zła. To my mamy wybrać, czy chcemy za nim iść, czy też nie. Bóg objawił nam to pierwszy raz wygnawszy Adama i Ewę z Raju a drugi raz umierając za nas na krzyżu. Gdyby Bóg nie chciał dać nam wyboru, nie dałby się pojmać i zabić na krzyżu, tylko by z niego zszedł i objawiłby nam królestwo boże. Tak, wiec uważam, że istnienia Boga w sposób naukowy nie da się udowodnić, natomiast w sposób religijny, każdy szczerze wierzący dostąpi takiego zaszczytu.
Jednak pojmowanie na wiarę powinno ograniczać się do Boga. Bóg przekazał nam 10 przykazań a w jednym: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Co rzecz jasna przekłada się na" będziesz wierzył tylko we Mnie. Uważam, wiec że wszystko co nie dotyczy Boga powinno być rozważane właśnie w sposób naukowy. Podział na naukę i wiarę jest jak najbardziej prawidłowy, tylko właściwe postrzeganie świata może odbywać się poprzez używani obydwu systemów. Każdego do tego, do czego właśnie służy. Nie dajmy się, wiec zmanipulować ludziom, którzy wmawiają nam, że świat można pojmować tylko w jeden sposób, bo wtedy dochodzi do sztucznego podziału miedzy uczonych charakteryzujących się amoralnością i ociemniałych religijnych oszołomów.
Istnieje jeszcze jeden rodzaj ludzi, którzy nie są na tyle rozgarnięci żeby pojmować w sposób naukowy i nie są na tyle wytrwali, aby wierzyć. Pewnie wierzyliby gdyby nie zostali zmanipulowani przez propagandę, ale nie o tym chciałem pisać. Otóż tacy ludzie na wiarę próbują brać, rzeczy które powinny być rozważane w sposób naukowy np. wierzą w UFO, chociaż nigdy nie dostali przekonywujących dowodów na ten temat. Ludzie tacy często czują wyższość nad osobami wierzącymi w Boga. Uważają się za takich właśnie ateistów-naukowców, tylko oni nie postępują w sposób naukowy, tylko parareligijny, czyli kwestie naukowy pojmują na wiarę. Natomiast Boga odrzucają jako nie możliwego do udowodnienia, przy czym brak dowodów na istnienie UFO im nie przeszkadza(jakie to logiczne i naukowe). Kiedyś zarzucono mi: jak ty możesz wierzyć w Boga a nie wierzysz w UFO? Odpowiedzią jest cały powyższy tekst.

czwartek, 24 czerwca 2010

Mitologia polska.


Była już mitologia grecka, rzymska, celtycka teraz czas na polską
Rzymianie swoich bogów pojmowali trochę inaczej niż my dzisiaj. Oni bogów wyobrażali sobie jako podobnych do nas, czyli mających ogromna liczbę wad, ale i wielkie moce. Zamiast obrazu ideału jak jest to u nas chrześcijan u nich panowało wyobrażenie bogów jako istot zdemoralizowanych. Istot które właśnie władza zdemoralizowała.
Opis takich bóstw jest trochę podobny do naszej sceny politycznej. Nasze bóstwa maja bardzo szeroki wachlarz atrybutów. Zacznijmy możne od Janusza Palikota, który to oprócz przewidywania przyszłości nie ima się śmierci. - Zaczął się wyścig ofert - tłumaczyła Pitera. Jak mówiła, ta prowokacja Palikota "fantastycznie przyspieszyła ofertę ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem Pitery, to Palikot sprawił, że Jarosław Kaczyński zaczął mówić o lewicy i politykach lewicowych, a nawet zadeklarował, że nie będzie używał już przymiotnika "postkomunistyczny".

tak wiec Palikot to przewidział. Jest to oczywiście nieprawda. Palikot gdy plecie swoje bzdury nic nie traci, ponieważ nikt nie traktuje go poważnie. Zdarza się czasami tak że albo akurat trafi z swoja prognoza, albo sam ja nakreśli na kolanie i powie, że dawno to przewidział. Dla PO występuje w ramach listka figowego. Dla ratowania Komorowskiego, który zaczął pleść straszne bzdury np. o tym, że gaz łupkowy wydobywać się będzie odkrywkowo, musiał ogłosić swoje zmartwychwstanie. Bo jak pamiętamy umarł razem z Lechem Kaczyńskim. Janusz musiał zacząć pieprzyc trzy po trzy aby uwaga rozbawionego tłumu została odwrócona od nieporadnego marszałka. Tak wiec zauważamy, że Janusz Palikot ma atrybuty boskie, ale czy jest aby bogiem? podejrzewamy, że jednak nie, bo boi się kolejnej śmierci, którą zwiastuje mu Jadwiga Staniszkis, w jednym ze swoich artykułów donosi o konflikcie tragicznym Palikota. Palikot nie działa też dla własnej chwały, tylko dla nieporadnego marszałka, co oznacza, że Komorowski musi być potężniejszy od Palikota. Po strachu Palikota podejrzewamy jednak, że Janusz jest tylko półbogiem-pół-człowiekiem coś jakby Marsjasz z mitologi greckiej tylko z ta różnica ze Marsjasz to był pół-kozioł a Palikot to pół-człowiek o świńskim ryju. Ale kogo boi się tak Palikot, chyba właśnie Kaczyńskiego, ale Jarosława ku całej mej sympatii pod względem cech fizycznych do Apolla porównać nie mogę, ale Apollo tez miał bliźniaka(bliźniaczkę) w osobie Artemidy. Palikot pewnie dobrze zna mitologie, wiec przebiegle chowa się za plecami silniejszych, żeby nie podzielić losów Marsjasza, który kolokwialnie mówiąc został rozpruty.

Komorowski w takim układzie jest bogiem. Wiemy to z przekazów innego boga-herosa, czyli Donalda Tuska(Staroirlandzkie Domnall, szkockie Domhnall oznacza "silny tego świata" lub "władca świata"). Tusk oprócz umacniania walów powodziowych wzrokiem, działa cuda. Tusk napomknął o diamencie, który marszałek ma w środku. Trudno powiedzieć, czy diament ten wystarczy aby wygrać wybory. Zależy gdzie ten diament ma, bo jeśli w sercu to kto wie, ale jeśli tam gdzie wyborców to biada mu.
O mocy a możne nawet wszechmocy Palikota dowiemy się po drugiej turze, po której Palikot umrze po raz drugi, ale czy zmartwychpowstanie, prześcigając w tym względzie samego Jezusa Chrystusa? Trudno powiedzieć, ale zastanawia mnie czemu tak potężne siły nie mogą zaprowadzić w Polsce zwykłego porządku?

sobota, 5 czerwca 2010

typy osobowości a rozwój cywilizacji.

Pisałem ostatnio o rozwoju cywilizacji i o tym, ze każdy człowiek na świecie powinien specjalizować się w czym. kazdy z nas jest inny i to sprawia ze cywilizacja może trwać dalej.
Ludzie dzielą się pod względem cech charakteru na 4 podstawowe grupy jak flegmatycy, melancholicy, cholerycy i sangwinicy. lub tez ze względu na neurotyczność, introwersje, ekstrawersje i równowagę emocjonalną.
przy czym niespodzianka jest, że równowaga emocjonalna znajduje się miedzy sangwinikiem a flegmatykiem. większość z was pierwszy raz słyszy takie określenie jak sangwinik, być możne dla tego ze z pośród 4 podstawowych typów jest najbardziej normalny. Ludzie zwykli szkalować najbardziej flegmatyków i melancholików jako nie normalnych, uznając przy tym ze ekstrawertyzm jest najlepszy, jedyny i niepodważalny.
Takie podejście jest z jednej strony zrozumiale, przecież każdy utożsamia się z swoim typem, do tego melancholicy i flegmatycy nie zwykli się żarliwie bronic w przeciwieństwie np. do choleryków, którzy to z natury są agresywni. prześladowania flegmatyków i melancholików najbardziej widać chyba w szkole podstawowej gdy dzieci już zaczynają sporo oglądać telewizji, gdzie przeważają amerykańskie produkcje. Amerykanie na ogół prezentowani w telewizji są jako ludzie sukcesu- ekstrawertycy, niepoprawni optymiści, co zaburza obiektywny osąd świata przeciętnemu obserwatorowi. Nie neguje w tym miejscu zalet ekstrawertyzmu, ale chce zwrócić uwagę ze stawianie na jeden typ osobowości to ślepy zaułek. Może i ekstrawertyzm jest droga do spektakularnych osiągnięć, ale ktoś musi wykonywać czarna robotę np. flegmatyk, który wykonuje z pokora zadania przy których choleryk kolokwialnie mówiąc, by ocipiał np. flegmatycy doskonale sobie radzą w pracy za biurkiem i przy rożnego rodzaju planowaniu, natomiast sangwinik możne przewodzić zespołowi.
Tak wiec udowodniliśmy, że rozwój cywilizacyjny dokonywać się będzie przy równowadze miedzy 4 typami osobowości, przy czym równowaga nie oznacza po 25 proc. dla każdego typu tylko np: 1:2:4:5.
Stawianie na jeden typ osobowości prowadzi donikąd z dwóch powodów.
Pierwszy to ze taki "przestawiany" sangwinik nie będzie tak dobry jak naturalny sangwinik, łatwo można to zauważyć chociażby obserwując ludzi pierwotnie leworęcznych, dziś praworęcznych. Co prawda dają sobie rade posługując się prawa ręką, ale nie wykazują specjalizacji w tym obszarze.
Drugi powód, co prawda dość odległy, ale prawdopodobny to perturbacje związane z dynamika populacji. Przykładem w tym miejscu możne być model "wąskiego gardła" znany z genetyki, polega on na tym że w wyniku jakiś fluktuacji środowiska większość populacji ginie pozostawiając po sobie tylko mało zróżnicowany fragment gatunku, który był odporny np. na dany typ wirusa. Dlatego tez uważam, ze np. melancholicy nie powinni być wyeliminowani z populacji w wyniku konkurencji wewnątrz gatunkowej tylko np. w wyniku zmieniającego się środowiska. Może się tez tak zdarzyć, że do zmieniającego środowiska, to właśnie oni przystosują się najszybciej i tylko oni przetrwają, kontynuując gatunek. A teraz wyobraźmy sobie, że wcześniej wyeliminowali ich cholerycy, to byłby koniec cywilizacji. Tak wiec uważam, ze nie powinniśmy dążyć do ujednolicania populacji, tylko do właśnie cementowania różnic. Gdy zaakceptujemy te różnice, będziemy mogli maksymalnie wykorzystać potencjał związany ze specjalizacją i różnorodnością.

poniedziałek, 31 maja 2010

rozwój

Człowiek jako istota społeczna do życia potrzebuje innych osób. Ludzie dzielą się swoją pracą z innymi ludźmi, którzy to następie udostępniają nam coś innego. Jest to tak zwany podział pracy, który przyczynił się do powstania cywilizacji. Dzięki to właśnie cywilizacji jednostka nie musi się martwić o wszystko, dzięki czemu może poświęcić się specjalizacji. Dziś rolnika nie musi obchodzić technologia produkcji chleba i odwrotnie piekarza np. uprawa roli. Dzięki specjalizacji jesteśmy w stanie ciągle zwiększać wydajność, a co za tym idzie i zmniejszać pracochłonność procesów produkcji. Stwarza to co prawda bezrobocie, ale dzięki niemu możemy się zająć innymi sprawami, chociażby internetem, który pewnie by nie powstał gdyby naukowcy musieli zajmować się jeszcze czymś innym. Niektórzy ludzie w postępie dostrzegają zagrożenia, chociażby w mechanizacji produkcji. Twierdzą, że powoduje to bezrobocie, ale jak już wcześniej wspomniałem przyczyni się to najprawdopodobniej do innych sektorów gospodarki nawet do nie istniejących jeszcze, bez których to za kilkadziesiąt lat ludzie nie będą sobie wyobrażać życia i zastanawiać jak my mogliśmy dawać sobie bez tego radę. Musimy sobie zdawać sprawę z faktu, że postęp
technologiczny nas nie zabija tylko wzmacnia. Jeśli uprawa roli dziś stałaby na poziomie starożytnego Egiptu większość ludzi na świecie musiałaby umrzeć z głodu.
W tym zmieniającym świecie jednak powinniśmy wiedzieć kto jest nam faktycznie potrzebny, żeby nie doszło do nieodpowiedniej lokacji dóbr. Nie chodzi mnie w tym momencie o samom interesowność, czy próbę wykorzystania kogoś a właśnie o całkowicie coś odwrotnego, czyli czy na pewno jest nam potrzebny np. minister odpowiedzialny za obserwacje gwiazdy północnej, czy inną synekurę np. minister bez teki itd. Chciałbym aby rozwój przebiegał w sposób niezakłócony, przez aparat ustawodawczy, bo mam wrażenie jakby rządy działały według prawa Murphy'ego, potrafi co najwyżej
wszystko spartolić. Jeśli nawet rząd próbuje działać w imieniu obywateli, dajmy na to zabraniając bicia dzieci a z drugiej strony rugując z przestrzeni publicznej etykę chrześcijańską, wygląda to na objaw schizofrenii. Jak mawia cynik9 polityk przyzna się do wszystkiego nawet do spania z nieletnim, ale nigdy do nic nierobienia. Politycy po prostu lubią ściemniać, ale nie tylko oni. Ściemniania uczy socjalizm. Nie ważne czy się stoi czy się leży trzysta się należy.
Tak wiec udowodniliśmy, że socjalizm nie przynosi postępu, tzn. może występować w rozwiniętych gospodarkach, ale sam z siebie rozwoju nie generuje.

sobota, 1 maja 2010

Logika socjalistyczna.

Ekonomia mimo, że nie nauką ścisłą w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale podlega twardym prawom logiki. Wydarzenia nie zawsze spełniają nasze oczekiwania, ale zawsze jest dla nich jakieś logiczne wytłumaczenie. Często nie jest ono krzepiące, ale zawsze logiczne. Nelson DeMille
Cytat ten podpowiada nam, że związek przyczynowo-skutkowy jest nierozerwalnym elementem życia ludzkiego. Wszystko co robimy dzisiaj będzie miało skutki w bliższej,bądź dalszej przyszłości. Zawsze gdy dodamy 2 do 2 wynik będzie się równał 4

Ale istnieje też jeszcze jeden rodzaj logiki a mianowicie logika socjalistyczna. Czym jest logika normalna z grubsza przed chwilom przedstawiłem i każdy mniej więcej rozumie o co biega, natomiast logika socjalistyczna już tak zrozumiała nie jest. Logika socjalistyczna nie podlega pod znane nam prawa matematyki, więc 2+2 możne się równać np. 5, ale też np. 3(jak u Orwella w 1984). Tak, więc logika socjalistyczna nie jest stała jak logika zwykła. Logika socjalistyczna nie podlega co zrozumiale logice zwykłej, co może nasuwać myśl, że logika socjalistyczna żadną logika nie jest a co najwyżej zwykłą ściema.
Logika socjalistyczna jest doskonałym narzędziem do wyciągania z ludzi kasy. Jeśli człowiekowi wmówi się ze zabierając mu 5zl odda mu się później 4 będzie bogatszy to na prawdę można działać cuda. Nie dość, że się taki człowiek nie zdenerwuje, to jeszcze będzie wdzięczny.
Nie będę tu już pisał o socjalizmie państwowym, bo to zagadnie jest szeroko opisane w internecie i nie mam tu wiele do dodania. Napiszę natomiast o przypadkach z życia codziennego.
Spacerując sobie niedawno natkałem się na reklamę na autobusie akcji "kultura się liczy". W pierwszym monecie pomyślałem, że chodzi o zwrócenie uwagi obywatelowi na jego kulturę osobistą. Niestety nie o to chodziło, chodziło o dotowaniu kultury. A bilbord wyglądał tak.

Według logiki socjalistycznej ten obrazek jest jak najbardziej logiczny. Inwestując w kulturę, która to przez system naczyń połączonych, napędza cala gospodarkę. Równie dobrze mógłbym wnioskować do rządu RP o dotacje 1mld PLN na "własne wydatki", przecież w ten sposób napędzam gospodarkę, nie?
No właśnie nie. Logika zwykła w tym miejscu nam nie sprzyja. Wszystko by było fajnie gdyby tak jak na obrazku były te trzy probówki. W rzeczywistości są tylko dwie, te połączone. Trzecia jest gdy odlejemy z tych dwóch. A ile się wtedy rozleje to już tylko zależy od laboranta.
Co prawda cały mi ten schemat nie odpowiada, ale przyjmijmy, ze nie jest to głupota. To morze lepiej było by lać do tej drugiej probówki, przecież jak nalejemy do gospodarki to i kultura tez zyska, nie? Pewnie według logiki socjalistycznej nie, ale ja na logice socjalistycznej nie znam się tak jak na zwykłej.
W dalszej części widzimy, ze od marnowania ma wzrosnąć kreatywność społeczeństwa, być możne, gdy zmarnujemy wystarczająco dużo to zmusi nas to do kreatywności, ale chyba nie o taka kreatywność chodziło. O wzroście PKB już nie wspominając.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Polityka.

Ostatnio po tragedii zacząłem rozmyślać trochę o polityce. Z dystansu przyglądałem się nie tyle szczegółom co mechanizmom.
Może to mało odkrywcze, ale zauważyłem, że polityka polega głównie na porównywaniu się wzajemnie. Z jednej strony chwalić siebie z drugiej oczerniać przeciwnika(PR i czarny PR). Każda z tych metod jest skuteczna, ale przy wykorzystaniu efekty synergii działają cuda. Dzisiejszy Public relations polega właśnie na maksymalnym odcięciu się od przeciwnika, próbując markować niejako nową jakość. A przecież w zasadzie nie tylko w Polsce, ale w większości krajów partie politycznie nie wiele się od siebie różnią(może to i lepiej).
Ciekawym elementem kampanii często też jest przedstawiania siebie jako mniejszego zła. Niby partia przyznaje się, że jest zła(mniejsze zło to też zło), ale tylko pozornie. Konstrukcja takiego triku jest bardzo prosta i szeroko rozpowszechniona w publikacjach o NLP. Trik z grubsza polega na manewrowaniu spójnikami w zdaniu jak i jego formą. Zilustruje to na przykładzie krótkiego hasła reklamowego.
Załóżmy, że mamy nieciekawą firmę świadczącą takie sobie usługi i za horrendalne stawki. Wydaje nam się, że firma jest bez szans i musi upaść. No nie do końca od czego jest reklama. Dobre hasło to takie, które maksymalnie eksponuje zalety(nawet tych których nie ma). Hasło reklamowe naszej firmy mogłoby brzmieć np. Może nie jesteśmy tani, ale się opłaca.
Co prawda takie powiedzenie jest jak dla mnie miałkie i czekam na uzasadnienie twierdzenia, ale przeciętny Kowalski się nabiera. Kowalski interpretuje takie hasło jako są drodzy to pewnie muszą mieć zajebistą jakość. Zresztą takie nasze hasło jest bardzo perfidne, bo bazuje już na założeniu, że jakość usługi jest wyższa. Gdyby tak nie było całe hasło by straciło sens, bo jaka była by logika płacenia więcej za to samo. Sam spójnik "ale" sprawia, że dalsza część kontrastuje z pierwszą. Dlatego też najpierw w zdaniu umieszczamy informacje o wadzie a w dalszej części zaletę. Dużo lepiej brzmi: produkujemy szajs, ale jak tanio niż, produkujemy tanio, ale szajs. Pierwsze zdanie ma wyraźny korzystny oddźwięk natomiast drugie wyraźnie negatywny. Zdanie mogłoby brzmieć: produkujemy tanio i szajs.

Doskonałym sposobem na zdobycie elektoratu jest też schlebianie wyborcy. Trzeba mu mówić jaki jest mądry, inteligentny, bogaty i w ogóle, ale jest jeden chwyt. Fajny się jest wtedy gdy jest się po naszej stronie, bo jak jesteś po ich stronie to jesteś ciemnogrodem, zaściankowcem i nieukiem(choćbyś miał z trzy fakultety).

Jeśli i to nie daje rezultatu, trzeba coś wyborcy obiecać. Trzeba obiecać, że spełni się wszystkie jego najskrytsze marzenia, a za jego kadencji kraj stanie się mlekiem i miodem płynący, ale jest jeden warunek musisz oddać piecze nad swoją sakiewką, czyli zagłosować na tego jedynego.

Ostatnio też wzrasta marginalizacja małych partii politycznych, może się tak stać, że w niedalekiej przyszłości Sejm będą dzielić 3 a może nawet 2 partie. Śmieszne jest też to, że zwolennik jednej partii chciałby zlikwidować inne a to droga do nikąd. Wtedy będzie nam trochę mniej do śmiechu, bo wybór może ograniczyć się do wyboru jak w kołchozowej stołówce tzn. możesz jeść, albo nie. Przy dalszym braku zainteresowania zwykłych ludzi może nawet dojść do zastosowania takiego schematu: Orzeł - ja wygrywam, reszka - ty przegrywasz.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Lech Kaczyński.


„De mortuis aut bene, aut nihil” (O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale). O Lechu Kaczyńskim mówi się dziś w bardzo dobrym świetle. Wielu, którzy kiedyś go potępiali dziś wyraża się bardzo ciepło. Podoba mi się to chodź wiem, że nie są to często słowa szczere. Dużo bardziej denerwują mnie komentarze byłemu Prezydentowi niepochlebne, nawet dzisiaj, bo zdarzają się i tacy.
Osoby, które nie są w stanie zachować powagi chwili nie zasługują na szacunek ani uwagę, są to prawdziwe mendy. Nie będę dziś podawał tych komentarzy czy linków do tych stron. Nawet Joanna Senyszyn uznawana powszechnie za niezrównoważoną psychicznie odmówiła sobie głupiego komentarza, za co oczywiście dziękujemy.
Wielu, którzy wyrażali się pochlebnie, lub wcale nie się nie wypowiadali, zrobili to z najprostszej kalkulacji. Jeśli ktoś zdecydowałby się na otwartą krytykę Lecha Kaczyńskiego dziś mógłby się pożegnać z publicznym stanowiskiem. Dlatego też krokodyle(?) łzy Tuska składającego wieniec w Smoleńsku, były jak najbardziej zrozumiałe i potrzebne. Podobnie jak Lech Wałęsa, który to daleko bardziej niż Donald nie przepadał za Kaczyńskim, dziś prosi Boga o przebaczenie.
Wszyscy jesteśmy pogrążeni w bólu po stracie Prezydenta, ale musimy być czujni bo licho nie śpi. Już dziś musimy myśleć jak tą katastrofę wykorzystać nie tylko w wymiarze duchowym, ale i politycznym. Prezydent Lech Kaczyński by na pewno tego chciał. Żył dla Polski i dla Polski umarł, więc oddajmy mu hołd i dokończmy sprawę Katynia po jego myśli. Nie możemy dopuścić, aby Mord Katyński został zapomniany. Musimy czuwać, aby Katyń nie został zapamiętany jako katastrofa lotnicza(to też), ale przede wszystkim jako ludobójstwo z 1940 roku.

W obliczu tej tragedii byli też tacy, którzy zachowali się pięknie np. kominek wstawiając piękną galerie screenów pierwszych stron gazet piszących o katastrofie.

Czy minuta ciszy przed gran derbi



Piękny też zachował się Bronisław Wildstein na swoim blogu

Pisząc na początku „De mortuis aut bene, aut nihil” nie miałem na myśli, że Kaczyńskiemu należy się szacunek z racji faktu odejścia z tego świata. Prawdziwy szacunek należy mu się za Jego życie. Dzisiejsze pochwał nie są na wyrost a kontrast wynikający z komentarzy na Jego temat wynika z niedocenienia Go za życia. Powinniśmy wyciągnąć z tego lekcje i zapamiętać kto zmienił tak diametralnie zdanie, żeby nie zaufać mu w przyszłości. Zapamiętajmy kto z Prezydenta szydził i oblewał go pomyjami. Wildstein tłumaczy to tak: Być może głębokie i autentyczne zaangażowanie czyniło go łatwiejszym obiektem niewybrednych ataków. Jego pasja dla sprawy polskiej była widoczna, a więc mogła stać się celem taniej ironii tak rozplenionej w naszych czasach.

Bronisław Wildstein napisał o Kaczyńskim też tak:
To głębokie zaangażowanie w sprawy publiczne nie pozbawiło go dystansu do siebie samego, ciepłej ironii i poczucia humoru. Człowiek przedstawiany jako kostyczny ponurak był bowiem osobą wesołą i dowcipną. Wiedzą o tym doskonale wszyscy jego współpracownicy, przyjaciele i znajomi.

Mam nadzieje, że wszyscy właśnie Prezydenta tak zapamiętamy.

wtorek, 23 lutego 2010

ja chcę, ale czy na pewno?


Wielu ludzi próbuje swoje zachowanie usprawiedliwiać chęcią zrobienia czegoś np. chciałem mu pomóc dobrze napisać test, ale wyświadczyłem mu niedźwiedzią przysługę, albo po prostu: chciałem dobrze:). Istnieje też strategia odwrotna, czyli nie chęć do zrobienia czegoś np. nie chciałem go zabić, chciałem go tylko nastraszyć.
Jak widzimy jednak chęci to trochę za mało. Z resztą mądrość ludowa głosi „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. (zresztą złymi tym bardziej). Dlatego też odrzućmy chęci jako argumentacje swojego postępowania. Rozliczani powinniśmy być nie z tego co chcieliśmy zrobić, tylko z tego co faktycznie zrobiliśmy. To nie znaczy, że bandyta powinien być uniewinniony, gdy próba mordu nie powiodła się. Raczej nie powinien być sądzony za samą myśl, czyli chęci kogoś zamordowania. Dopóki taka myśl nie jest eksponowana w zachowaniu nie może być karalna. Inna sprawa gdyby swoimi ambicjami się ktoś chwalił np. mówiąc: zaraz go zapierdolę, bo to jest już groźba karalna i podlega pod kodeks karny. W prawodawstwie niższa karę dostaje się za nieudaną próbę mordu niż za udana i to jest bardzo dobre, ponieważ nie powinna podlegać każe sama chęć, tylko procent jej urealnienia.
Pół biedy jeśli ludzie faktycznie mieli by takie motywacje jak deklarują, dlatego na potrzeby wywodu chciałbym wydzielić nowe pojęcie, bo pojęcie chęci jest jak dla nasz za szerokie. Proponuję wyszczególnię pojęcia chęci chęci. Chęci chęci różnią się od samych chęci tym, że chęci chęci to chęci posiadania chęci. Takie pojęcie miało by na pewno duże poważanie i piętnowałoby nieudaczników bardzo dobrze. Np. dziecko, które po wywiadówce twierdzi, że chce się lepiej uczyć. Tak naprawdę chciałoby, gdyby podejmował akcję w tym kierunku, np. więcej by się uczyło a nie tylko deklarowało taką chęć, czyli chciało chcieć, co jest równoznaczne z niechceniem. Taka sprawa najczęściej się kończy tak, że w dzień wywiadówki dziecko ma karę, siedzi w domu i się uczy a na następny dzień wszystko wraca do normy. Oczywiście karę jednodniowego uczenia się też jest dla dziecka dobra, jednakże w tym przypadku chodziło o to aby każdy odbębnił swoje i miał czyste sumienie aż do następnego razu.
Brak pojęcia chęci chęci doprowadza to tego, że wiele osób ukrywa swoje prawdziwe motywy. Pod płaszczykiem dobrych chęci ukrywa złe zamiary. Zawsze może przecież wykręcić się dobrymi chęciami. Jednak ludzie w sobie mają coś złego, bo raczej rzadko występuje chęć robienia czego dobrego markowana złymi zamiarami. Pies warczący na nasz raczej nie chce abyśmy go głaskali, za to często zdarza się, że pies merdający ogonem z chęcią by nas ugryzł. Deklarowanych chęci jest naturalne, wiec nie należy się tym sugerować. Należy zawsze zachować nutę podejrzliwości. Tak więc raczej nie powinniśmy zwracać uwagi na kogoś deklaracje, jeśli nie są poparte realnym działaniem.
Chęci chęci możemy porównać też do marzeń. Marzenia zazwyczaj są to chęci osiągnięcia czegoś, ale zazwyczaj uznane za nierealne. Niepoprawnym marzycielom mówi się czasami: jak to dobrze, że za marzenia nie każą. Jednak marzeniem nie można nazwać postawy, którą chcieliśmy scharakteryzować, ponieważ marzyciel chciałby, żeby jego marzenie się spełniło. Czasami dąży nawet do jego urealnienia, mówi się: marzenia się spełniają. Natomiast nasz okaz nie dąży do urealnia swoich pragnień tzn. chciałby aby było tak jak twierdzi że chce, ale żeby to się samo stało, tak jakby czekał na cud. Tak więc wykazaliśmy, że osobnik stosujący się do zasady chcenia chcenia, jest osobą głębokiej wiary(podobnie jak dziecko w pierwszym przykładzie uważa, że oceny jakie uzyskuje są wynikiem jakieś potężnej siły sprawczej a nie jego pracy). I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Nasz człowieczek jest albo jest szarą masą, wypełniaczem świata, albo nikczemnym typkiem, który chce właśnie żerować na tym pierwszym. Istnieje jeszcze trzeci typ człowieka, czyli człowiek wolny. Wolny na tyle aby nie musieć ukrywać swoich prawdziwych motywacji ani dostosowywać się do poprawności, która jest nam narzucana.

piątek, 19 lutego 2010

Lepper vs. Tusk


Wbrew pozorom tych dwóch panów bardzo wiele łączy. Zarówno PO jak i Samoobrona według niektórych źródeł zostały stworzone przez służby specjalne. Ale zostawmy może dywagacje i zajmijmy się faktami.

Podejście do długu państwowego. W tym miejscu obydwaj panowie są zgodni. Dług trzeba zwiększać ponieważ inne rozwinięte państwa europy mają większe długi państwowe względem PKB niż Polska więc zależność jest prosta zwiększymy długi zwiększymy zamożność. Jest to oczywiście absurd. Ale chyba nie chcemy być nazywani zaściankowymi. Prawda? Lepper mówił wprost: musimy pożyczyć pieniądze na inwestycje. Nasz dług jest stosunkowo nie wysoki w porównaniu chociażby do Niemiec, wiec żadna katastrofa nam nie grozi. Było to może nawet uczciwe z jego strony, przecież on nigdy nie krył się ze swoim socjalnym poglądem w odróżnieniu do naszego drugiego bohatera. Donald wraz z jego giermkiem Vincentem( najlepszy obecnie minister finansów w drodze mlecznej jak i galaktyce Andromedy), którzy to uważają się za liberalnych. Może się nie uważają ale na pewno się na takich kreują. W tamtym roku gdy ktoś zarzucał im patrzenie przez różowe okulary, że ten budżet nie wytrzyma oni w odwecie pokazywali palcem na Kaczyńskiego, że to on chciał pakietu antykryzysowego a oni stoją na straży budżetu. Jak pamiętamy dziura budżetowa miała wynosić 18mld do tego dwie poprawki, ale i tak było oficjalnie 27mld. Jest to o tyle perfidna sugestia jeśli wziąć pod uwagę fakt, że od początku rządów Platformy Obywatelskiej dług publiczny wzrósł z 500mld złotych do 700mld zł. Czyli mniej więcej to czego domagał się Andrzej Lepper przed laty. W odróżnieniu od postulatów pierwszego mulata III rzeczpospolitej pieniądze te w zagadkowy sposób anihilowały.
NBP
Obaj panowie jakoś nie szczególnie lubią Narodowy Bank Polski pierwszy mówił, że Balcerowicz musi odejść. Oczywiście zgadzamy się w całej rozciągłości, że Leszek Balcerowicz to jednak był ogromny pech dla Polski (a mogło być inaczej). Ale z drugiej strony Lepper NBP uznawał za skarbonkę z której można wyciągnąć zawsze trochę kasy.
Lepper wtedy chciał wyciągnąć 1,2mld zł a o ile dobrze wiem Tusk 10mld. Oczywiście zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku zysk NBP nie jest żadnym zyskiem!! Zysk ten jest wynikiem zmian kursowych złotówki. Większość rezerw NBP ma w dolarach, euro, funcie brytyjskim i frankach szwajcarskich, więc gdy złotówka się osłabia wzrasta wartość tych walut wyrażona w złotych. A że owe zyski liczy się właśnie w złotych możliwy jest teoretyczny zysk bez zmiany ilości walut w rezerwie. Można to porównać do człowieka, który cieszy się z wzrostu swojej zamożności gdy dowiaduje się, że jego dom jest więcej wart(jak wiemy człowiek może okazać się bogatszy dopiero po spieniężeniu domu). Jak dobrze pamiętamy wszyscy wtedy Leppera wyśmiali i stwierdzili, że jest niebezpieczny dla Polskiej gospodarki. Za to Donald swój cel zrealizował i w tym roku zapcha dziurę budżetową świeżo wydrukowanymi pieniążkami od pana Skrzypka.

Podobieństwa w PR.
Stosunkowo nie dawno Tusk przyznał się do jarania blantów w młodości. Parę dni później Lepper oznajmił, że za młodu lubił dać komuś w ryja. Pamiętam wtedy jak to jeden z komentatorów wp stwierdził, że Lepper dopuścił się plagiatu. Ponoć Lepper próbował się lansować jako swój chłop, czyli małpować strategię Tuska. Naszła mnie wtedy refleksja, że to nie Tusk jest obiektem naśladowanym tylko Andrzej Lepper to on pierwszy w ten sposób reklamował swoje oblicze. Z resztą cały Donald Tusk wydaje się być Andrzejem Lepperem 2.0. niestety dla niego Andrzej miał słaby timing, można powiedzieć wyprzedał epokę. Kiedyś uznawany za centro lewicowego dziś mógłby spokojnie robić za skrajnego prawicowca- libertianina. Przypomnijmy sobie może chociażby jego pomysł wprowadzenia podatku obrotowego, który zastępowałby VAT.
W wielu punktach Andrzej Lepper okazywał się dużo bardziej liberalny od Tuska. Lepper uważał, że nadmierne opodatkowanie biednych jest niekorzystne ponieważ oni swoje wszystkie pieniądze i tak puszczają od razu w obieg. A tłumaczył to tak nawet jeśli w początkowo wpływy z podatku od osób fizycznych spadną za sprawą obniżenia składki, to wrócą do budżetu pod postacią akcyzy i VATu z zakupionych towarów za oszczędzone pieniądze a ponadto większy popyt na dobra konsumpcyjne generuje większe zatrudnienie a co za tym idzie odciąża państwo(socjał) i zwiększa zamożność obywateli. Donald ma odmienne zdanie i uważa, że miejsca pracy równie dobrze można zbudować w państwowej administracji za tą kasę a za zwiększoną konsumpcje mogą odpowiadać np. posłowie.

wtorek, 3 listopada 2009

Teoria kontaktów międzyludzkich w kontekście ekonomi.

Gdzieś przeczytałem, że naukowcy stwierdzili że obaj partnerzy w związku są tym szczęśliwsi czym bardziej zrównoważony jest ich bilans korzyści i poświęceń wynikających ze związku tzn. jeśli obydwie strony tyle samo wkładają i otrzymują w kontekście wzajemnych relacji.
Czyli jak łatwo domyślić się, że związek idealny opierałby się na zerowym bilansie przepływu kapitału, czyli obydwaj partnerzy dają z siebie tyle samo. Niestety jak wiemy ideały nie istnieją(zerowy bilans jest możliwy, ale przy zerowej wymianie, czyli de facto przy braku związku).
O ile w teorii jest to możliwe o tyle w praktyce już samo stworzenie systemu miar jest dość kłopotliwe tzn. nonsensem było by aby obydwie strony wnosiły to samo do związku. W tym miejscu najrozsądniejsza w tym miejscu była by specjalizacja, która jak wiemy jest podstawą cywilizacji i dopiero wtedy sumaryczna liczba dóbr i usług mogła by być szacowana bądź liczona(jeśli ktoś potrafi).
Dlatego też dobrze by było, aby obydwaj partnerzy byli podobnej wartości.
I nie chodzi to o to żeby specjalizowali się w tym samym(tu pukając się w czoło pozdrawiam dzielne feministki)
Dziwne też było by aby np. jednego dnia gotował on a innego ona, albo jedną szafkę naprawi on a drugą ona czy połowę stołu wytrze on a resztę zostawi.

Teraz dochodzimy do momentu gdzie partnerzy wymieniają się usługami ja tobie to, a ty mi tamto. Mi to z daleka śmierdzi już barterem. Co prawda kiedyś też dość efektywnie wykorzystywano barter, ale świat poszedł do przodu i wymyślono pieniądze. Jeśli i my chcemy dokonać takiej ewolucji w stosunkach międzyludzkich to i my musimy udostępnić sobie taką linię kredytową(dzisiejszy pieniądz to kredyt a nie realna wartość sama w sobie).

I dochodzimy do momentu kiedy to dążenie do równowagi jest możliwe bez jakiegoś karykaturalnego wyliczania swych poświęceń i czyjś profitów. I od nas zależy na ile jesteśmy w stanie kredytować usługi swojej drugiej połówce(oczywiście bezprocentowo), bo oczywiście w dalszej perspektywie czekamy na odwzajemnię się czyli ruch w obrębie położenia równowagi.(idealnie z punktu widzenia praktycznego)

Drugi model też wywodzi się z dla nas sprawy oczywistej czyli kredytowego podejścia do związku. W drugim modelu możliwa jest trwała dysproporcja w sumarycznej ilości profitów przypadających na jedną stronę, ale nie w każdej jednostce czasu tzn. może Monia być trwale beneficjentem w relacji z Markiem, ale nie w sensie chronicznej dysproporcji, (żeby saldo nie było cały czas tendencyjnie powiększane w jedną stronę), tylko w wyniku jakiejś wielkiej sprawy z przeszłości np. Marek wyciągnął Monikę z małej biednej wsi, ale dziwne było by aby z każdym miesiącem Marek dokładał jeszcze do interesu, czyli on się starał a ona leżała i pachniała.


Erozja kapitału

Jest takie przysłowie czas leczy rany, czyli pewne sprawy są mniej warte po czasie, czyli np. po pięciu latach jesteśmy mniej skłonni do zemsty niż np. po miesiącu od zajścia. Podobnie jest i w podejściu do rzeczy pozytywnych, czyli bardziej skłonni jesteśmy odwdzięczyć się sowicie komuś od razu po tym jak ktoś nam zrobił dobrze. Czyli nawet jeśli kiedyś włożyliśmy do związku więcej a teraz wkładamy dokładnie tyle co druga połowa, to dysproporcja się zmniejsza.

Erozja wartości

Korzystając z prawa popytu i podaży możemy stwierdzić że cena danego dobra jest zależna od ilości dobra w obiegu, czyli czym jest go więcej tym jest mniej warte.

W kontekście tego punktu problem mogą mieć osoby specjalizujący się tylko w małej liczbie dziedzin. Czyli np. jeżeli Piotrek zabiera Marysię często do kina a Marysia chce się odwdzięczyć to robi mu np. wspaniałą kolację, to jeśli Piotrek oprócz zabierania do kina zdecyduje się Marysię jeszcze często obdarowywać drogimi podarunkami, to Marysia nie zdecyduje się częściej gotować zajebistej kolacji, tylko też coś wymyśli nowego np. masażyk itd. Natomiast jeśli Marysia by tego nie zrozumiała, tylko zaczęła by częściej robić tą zajebistą kolację, to może się później zdziwić, czemu to między nią a Piotrkiem coś się psuje, zwierzając się swej przyjaciółce: „nie rozumiem co się z nim dzieje przecież tak lubił moje kolacje”(być może Piotrek uczęszcza teraz do na masażyk gdzie indziej, może nawet do wspomnianej przyjaciółki. Ha ha )

Zastanawiacie się może po co to wszystko? A no bo kolokwialnie mówiąc: się przydaje.
Część kobiet ma syndrom księżniczki o którą trzeba zabiegać, zdobywać. Bądź zwyczajni przerośnięte ego. Dla równowagi występuje też pewna część mężczyzn, która owe ego ma niedorozwinięte i w ocenie danej kandydatki bierze pod uwagę zbyt mało cech np. tylko wygląd. Człowiek taki skacze koło naszej księżniczki poświęcając się często aż za nadto a dziwi się czemu luba się zbytnio nie angażuje. Często bywa tak, że nasz drogi nieszczęśnik daje z siebie jeszcze więcej i więcej nie dostając więcej w zamian. Adorator czuje się coraz bardziej zdezorientowany nie rozumiejąc, że nic z tego nie będzie. A tak by tylko skalkulował czy mu się to opłaca i było by po sprawie na pewno dużo szybciej. Przykłady można oczywiście mnożyć, ale moim zamierzeniem było tylko nakreślenie szkicu pewnego rodzaju myślenia.