October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

poniedziałek, 14 marca 2011

Płaćcie abonament radiowo-telewizyjny!

Wiem, że płemieł powiedział, że abonament radiowo-telewizyjny jest archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych, haraczem ściąganym z ludzi. Ale jeszcze gorszy jest szantaż stosowany przez TVP gdy wpływy pieniężne maleją.

Leżę sobie ostatnio przed telewizorem, oglądając dwójkę a tu znienacka dostałem prawie śmiertelny cios. Na prawdę umarłbym, a wszystko przez tą reklamę poniżej.
Tak silnie uderzyła mnie swoją kiczowatością, że dostałem dreszczy, niemal zemdlałem. Na szczęście leżałem na boku, więc niebezpieczeństwa zadławienia się językiem nie było.

Uwaga!!! materiał drastyczny, dla osób o mocnych nerwach. Absolutnie nie dla widzów niepełnoletnich, oglądasz na własną odpowiedzialność.


Ja się pytam kto taki scheiss ogląda. Bardzo wątpię, że w naszym kraju żyje tak liczna grupa masochistów i samobójców, chociaż dzięki Tuskowi i jego ekipie, wraz z zmianą poziomu życia tych drugich na pewno przybyło.

Ale to nie koniec "reform" w TVP. Jak doskonale wiecie ostatnio z rozkładu wypadł Pospieszalski wcześniej Wildstein i Ziemkiewicz. To ja się pytam co ma oglądać normalny człowiek bez skrzywienia lewicowego w tej jebanej telewizji publicznej? Już nawet w teleturniej "Jeden z dziesięciu" są denne pytania o fundusze unijne(a co to kogo obchodzi).
Dajcie jeszcze jakiś program Palikotowi , a w niedziele zamiast "Anioła Pańskiego" czas na "Banialuki Magdaleny Środy"* i będzie komplet.
Tak, więc płaćcie ten abonament, może to sytuacji nie poprawi, ale jest szansa, że nie pogorszy. Kto wie co Nam zaserwują gdy okaże się, że wpływy z abonamentu dalej spadają. Tego możemy już nie przeżyć.


*zastrzegam sobie prawo do tego znaku. Wykorzystanie tego hasła będzie groziło odpowiedzialnością karną.

czwartek, 10 marca 2011

Co ma cukier do wiatraka- Rafał Ziemkiewicz.

Przedruk z Uważam Rze.

Wracając po socjalizmie do wielkiej rodziny wolnych, także rynkowo, krajów Europy, nie myśleliśmy, że produkcja cukru okaże się strategiczną kwestią UE.


Początek lat. 90. to dla mnie początek diennikarzenia,ale przede wszystkim, start ustrojowej i gospodarczej transformacji. Rok, nie pamiętam już dobrze, 1991 albo 1992. I po raz pierwszy chyba niezwykle upalne lato. Dwa miesiące dzień w dzień około 30 stopni i ani kropli deszczu. Pamiętają państwo, co wtedy stało się na krótko głównym tematem mediów? Wiatraczki. takie małe biurowe wentylatory. Gdy zaczął się skwar, wykupiono je ze sklepów w ciągu paru godzin, a w ciągu paru następnych zniknęły z hurtowni. I okazało się, że więcej wiatraczków ni będzie, bo fabryka, która je robiła, wtedy jeszcze państwowa, zdycha, i w ramach konwulsji na dwa wakacyjne miesiące zamknęła się na kołek, wypychając pracowników na bezpłatne urlopy. I ponowne uruchomienie produkcji nie jest możliwe szybciej niż za dwa miesiące. A z kolei z zagranicy wiatraczka nie sprowadzisz, bo dla ratowania zdychającego "przemysłu terenowego" władze, jeszcze peerelowskie, ustawowo nałożyły na import podobnego ustrojstwa wysokie cła, a miana stanu prawnego... ho, ho, u trzeba znacznie więcej niż dwa miesiące, każdy wie.
Więc w efekcie wszyscy dyszeli w przegrzanych pomieszczeniach jak zziajane psy, usiłując się wachlować gazetami i powtarzając z dumą, że o proszę, cóż za modelowy przykład, jakim systematem absurdów i nonsensów był socjalizm.
Z którym już kończymy, wracając do Europy, do Zachodu, do wielkiej rodziny krajów wolnych i jak się wtedy naiwnie myślało kapitalistycznych. Pamiętacie państwo?Jeśli nie, nie ma potrzeby grzebać w niesfornej pamięci. wystarczy zajrzeć do najbliższego sklepiku i zapytać, dlaczego tak drożeje cukier. Oczywiście, zawsze może się trafić mniej kumaty sprzedawca, który wiedzieć będzie tylko że drożeje, bo więcej sobie za niego życzą w hurtowni. Ale prawdopodobnie sklepikarz będzie umiał wyjaśnić, a jeśli kto ciekaw, sam może zajrzeć do ekonomicznych serwisów, że ceny cukru szybują, bo popyt gwałtownie rozminął się z unijnymi regulacjami.
Bo nie ma czegoś takiego jak "rynek cukru". Cukier jest europejskim surowcem strategicznym, który produkować wolno tylko w ramach wyznaczonych "kwot", a te kwoty wyznaczane są na wieloletnie okresy, poza tym Unia włożyła ogromne dotacje w likwidację cukrowni i upraw buraków, wszystko to zostało przez mądrych planistów bardzo dobrze przeliczone. A że się minęło z rzeczywistością, to już nie wina planistów, bo skąd mogli przewidzieć?
Tak czy owak. cukru wolno nam wyprodukować bardzo mało, nawet gdybyśmy chcieli więcej, nie ma jak, importować nie wolno pod unijnym zakazem, więc cena idzie do góry. I zanim stosowne podania i dezyderaty przejdą odpowiednią drogę, zanim dostojne eurogremia przetłumaczą je na wszystkich paręnaście języków, przeczytają, przemyślą, zbiorą się ustalą porządek dzienny... to prędzej byli bimbrownicy zaczną w Polsce na masową skalę z powrotem odcedzać deficytowy cukier z wódki. Tej europejskiej, na bananach, bo zboże i ziemniaki też są objęte wspólną unijną polityką. I tak uciekliśmy z realnego socjalizmu. W drugi realny socjalizm.
Aha, miesiąc temu czytałem, że wyroby cukiernicze to najbardziej dynamicznie rosnąca dziedzina naszego eksportu. Kilka dni temu, że branża przy cenie hurtowej 4 złote za kilo bankrutuje.


Uważam Rze nr. 5/2011.

sobota, 5 marca 2011

Brak autostrad- rozwiązanie zagadki.


Jak widać na obrazku, ktoś tu nas robi w chuja. Od ponad dwudziestu lat próbujemy budować autostrady i niewiele z tego wynika. Co jest tego przyczyną?
Nieudolność wykluczamy, bo jak wiemy od prawie 4 lat mamy technokratyczny rząd "fachowców". Ten sławetny gabinet cieni to przecież nie byle co, prawie jak w "dojrzałych demokracjach".



A tu mamy kolejnego "specjalistę", który dziś jest ministrem infrastruktury, znany głównie z perfekcyjnego porządku na kolei. Tak ładnie opowiada w filmiku, że wydaje się, że zna rozwiązanie wszelakich bolączek trapiących Polaków.
A może po prostu gdzieś indziej trzeba szukać przyczyn rozkładającej się infrastruktury transportowej Polski.

Może autostrad ma po prostu nie być.
Jak dobrze wiemy Polską targają przeogromne moce znane nie tylko z mitologi(http://teoriazycia.blogspot.com/2010/06/mitologia-polska.html). Jak dowiaduje się ze złOnetu rozwój sieci polskich autostrad skutecznie wstrzymują Macedończycy. Trudno w tej chwili udowodnić, że Aleksander Wielki maczał w tym palce, ale zawracając uwagę na niezwykłe zdolności naszych rządzących musi być to mniej więcej ten kaliber.

Na domiar złego do akcji włączyli się źli Chińczycy, którzy by to budowali za pół darmo. Zamiast uczciwie budować z 220 mln za kilometr budują za 40 a to się nie godzi, wiec trzeba ich zbojkotować(http://biznes.onet.pl/drogowcy-bojkotuja-chinczykow,40490,4189403,1,prasa-detal). Chińczycy jednak trzymają się mocno i dalej budują. Co to będzie jak zbudują? Nie będzie czego kraść!! A że Chińczycy budowanie mają we krwi to nie od dziś wiadomo. Popatrzmy chociażby na mur chiński, który swojego czasu był nie do pokonania. Sztuka ta udała się tylko Czyngis-chanowi.

Jak nieoficjalnie dowiedziałem się wyprawa życia Michała Tuska nie miała tylko stricte turystycznego charakteru, ponoć przy okazji rozmawiano o wskrzeszeniu Czyngis-chana, który by to utemperował zapędy chińskich budowniczych. Michał oglądał też Wielki Mur po to, aby ocenić czy faktycznie Czyngis-chan podoła zadaniu.
Proszę pamiętać, że młody Tusk jechał do Chin jako "człowiek roku, przyjaciel kolei", czyli Grabarczyka a jak wiemy to on jest odpowiedzialny za infrastrukturę, co by się układało w logiczną całość.

Tak więc dochodzimy do wniosku, że dróg i kolei w Polsce ma nie być. Dlaczego? Ponieważ boimy się sąsiadów. W razie działań wojennych nieprzejezdne polskie drogi będą skutecznie opóźniać marsz piechoty ewentualnego zaborczy. Jeśli wymyślił to sam psychiatra Bogdan Klich to faktycznie jest to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mój spokój mąci tylko fakt, że równolegle postępuje degradacja polskiej armii. Być może Bogdana dopadła jakaś schizofrenia? Chciałoby się rzec lekarzu ulecz się sam.