W końcu ktoś poważny wypowiedział się na temat Janusza Mikke nie wiadomo dlaczego zwanego Korwinem. Krul posługuje się też manipulacją, więc dorośnijcie korwiniści.
A rozchodzi się o to, że Mikke wybrał sobie pewną definicję prawicy i ją wbija w głowę młodym ludziom, którzy później tą swoją "wiedzą" chwalą się w internecie. W sumie to ciekawa sprawa z tymi korwinistami, bo z każdym którym gadam wymięka max po 10 minutach. Nie to żebym ich tam przepytywał z jakiś trudnych rzeczy tylko z ich ponoć konika, czyli ekonomi. Kilka podstawowych pojęć, trochę myślenia abstrakcyjnego do tego kilka przykładów z życia i taki korwinoid zmasakrowany;). Uwierzcie mi, albo nie sami sprawdzicie, że 90proc. korwinistów nie zna pojęcia minarchizm mimo, że ponoć są zwolennikami tej doktryny. Wytłumaczenie czym jest "choroba holenderska" lub dlaczego deflacja nie jest fajna, często w stosunku do korwinisty jest zajęciem jałowym. Mylenie produkcji przemysłowej z PKB to też nie rzadkość. Zazwyczaj kończy się tym, że korwinista mówi, że nie musi tego wszystkiego znać żeby dobrze wybierać;)
No i właśnie ten cały korwinizm ufundowany jest na niewiedzy. JKM wbije takiemu jednemu z drugim kilka pojęć w tą wątłą czaszkę i taki myśli, że jest lepszy od jak to krul zwykł mówić: od plebsu.
Tak powolutku zmierzamy do tego, że to do końca nie jest jak Mikke mówi. Owszem jest tak prawica jak mówi Janusz, ale nie jest to prawica jedyna. Z resztą mógłbym się przychylić do zdania Jarkacza, że Nowa Prawica to nie prawica, bo hołduje skrajnemu społecznemu liberalizmowi, żeby nie powiedzieć libertynizmowi. No bo jak nazwać postulat zalegalizowania wszystkich narkotyków i całkowite wycofanie się państwa z ochrony dobrych obyczajów np. korwin twierdzi, że państwo nie powinno ścigać pedofilów, co najwyżej pedofilowi ktoś powinien dać w mordę. Duża część korwinistów swój konserwatyzm rozumie hasłem: "baba do garów." no bo przecież nie Kościół, zbyt niepokorny jest taki przecież. Jak to taki geniusz ma chodzić do kościoła itd. Już jest przecież za duży, żeby mama mu kazała.
W sumie łatwo tak wymachiwać szabelką, że jest się jedynie słusznym. Nie tylko z pozycji "opozycji pozaparlamentarnej" i bredzić coś o dyskryminacji z powodu słuszności i innych spisków, ale też z powodu, że nie ma się racji.
Kaczyński z resztą powiedział jasno(i wytłuaczył), że Mikke nie ma monopolu na prawicę. Od siebie dodam, że takie teoretyczne prawice mogą zaistnieć tylko w specyficznych warunkach np. całkowitego rozkładu państwa. Przyjmijmy, że jakiś kraj zbankrutował, ale nie Grecja tylko taki zwykły, który nie może zadłużać się w nieskończoność. Taki kraj nie ma innego wyjścia tylko musi zdemontować cały socjal jak i inne koszta. Jest to solidny kopniak w dupę kraju, który pozwala zastartować taki kraj od nowa, ale jest niesłychanie bolesny i nikt go nie wybiera jeśli nie ma innego wyjścia.
Innym sprzyjającym momentem do powstania "liberalnego raju" jest faza że ją tak nazwę prepaństwowa, ale ona jest trochę podobna do zbankrutowanego kraju. Tutaj też nie stać kraju na socjale, ale tu sytuacja jest lepsza, bo kraj się rozwija cały czas(nie spadł z wysokiego konia). Pozornie mamy do czynienia z taką sytuacją w XIX-wieczną Ameryką na którą to JKM tak często się powołuje. Otóż nie moi korwiniści. Ten dziki kapitalizm wcale tak naturalnie się w Ameryce nie rozwijał.
Mogę się mylić co do czasu, ale nie chce mi się teraz tego sprawdzać, ale to "Amerykanie" głównie osiedlali się na wschodzie kontynentu i za bardzo nie chciało im się penetrować Zachodu, woleli sobie dostatnie i w sumie socjalnie prosperować na Wschodzie. Legenda o wspaniałym amerykańskim liberalizmie powstała dlatego, że władze chciały zwyczajnie pozbyć się Indian z kontynentu. Dlatego też musiały w jakiś sposób zachęcić ludzi do zagarnięcia tych obszarów. Wymyślono, że wprowadzi się bardzo liberalne prawo, które pozwoli w niemal całości położyć łapę właścicielowi na wszystkich odkrytych dobrach. Wielu ten zakład podjęło i stąd mamy amerykański sen i jawę korwina.
Każdy niby wie, ale niewiele osób przywiązuje uwagę do faktu, że to ryzyko rodzi sukces. Kto nie ryzykuje ten nie ma. Wielu zastanawia się skąd taka pomyślność Żydów? Właśnie z ryzyka! Jeśli ktoś zapoznał się chociażby z opisem przedwojennych polskich Żydów ten wie, że Oni żyli dużo skrajniej niż My. Wielu było takich którzy biedowali przeokrótnie, ale też wielu dorabiało się niemałych fortun, zajmowali wysokie stanowiska i trudnili się prestiżowymi zajęciami. Trud podjęcia studiów był wtedy nieporównywalnie większy niż dziś. Oni takie ryzyko podejmowali częściej niż my, ale też częściej przegrywali.
Dążę też do tego, że taki korwinoid jeden z drugim wcale nie odniósłby sukcesu w jego liberalnym raju. Człowiek, który nie potrafi ruszyć dupy od kompa i wziąć się do roboty nie dorobi się w żadnym systemie. Żaden Pinochet tu nie pomoże, więc się trochę kurwa ogarnijcie!!