October Baby

October Baby to poruszająca opowieść o dziewczynie imieniem Hannah, która przeżyła aborcje. Film pokazuje, że to co miało być strzępkiem tkanek jest jednak człowiekiem...

Wyborcza się kompromituje

Dzisiaj Wyborcza uraczyła nas porcją wyrwanych z kontekstu słów ekspertów komisji Macierewicza. Faktycznie niektóre zdania wydają się śmieszne, ale gdy czyta się całe protokoły już tak śmiechowo nie jest.

Fotografika

Fotki i grafiki śmieszne aż do bulu;) (ostatnia aktualizacja-26.06.)

Najlepsze filmy i seriale

Chwila relaksu dla pasjonatów polityki

Teoria Życia TV

Drugi, lepszy obieg. Tego w TV nie zobaczysz!

Znajdź nas na Facebooku

Polub i miej pewność, że nic Cię nie ominie!

sobota, 27 lutego 2010

program tv- przegląd

Z racji chwilki wolnego czasu jaki obecnie mam, siadłem do telewizora aby dowiedzieć co tam ciekawego w pudełku puszczają. I tak oprócz „M jak Miłość” i Tomasza „Lisa na żywo” zebrałem się do oglądania innych zakątków programu telewizyjnego. Na pierwszy strzał poszedł TVN. A tam rozmowy w toku, które jakoś zawsze odruchowo przełączałem, ale tym razem postanowiłem chwilę się temu przyjrzeć. Kto nie oglądał od razu pragnę poinformować, że jest to program do którego przychodzą zawsze jakieś dziwne osoby. Gdy ja oglądałem akurat było o koksujących babach, wtedy też zapowiadali, że w następnym odcinku będzie jakąś maciora dziewczyna o kobiecych kształtach(100kg), która to rzekomo nie ma problemów z chłopakami. Raz zdarzyło się, że był nawet Żyd. A wracając do samego programu to odniosłem wrażenie jakby sama prowadząca urodziła się wczoraj. Nie wiem czy jest to efekt celowy, aby wywołać w widzu poczucie autentyczności, czy też może lenistwo pani prowadzącej, ale zostawmy to.

Później można było obejrzeć program para kryminalny, który prowadzi sędzia Anna Maria Wesołowska. Strasznie wali w oczy elokwencja i umiejętność poprawnej budowy zdań u świadków przesłuchań, nie ustępująca niczym niedorozwiniętemu ośmiolatkowi. Może wraz z tym programem płynie przesłanie: nie będziesz się uczył, zostaniesz przestępcą, albo nie uczysz się jesteś przestępcą, czy coś w tym stylu. W większości odcinków tego show dochodzi do sytuacji gdy rzutem na taśmę jeden ze świadków odkrywa jakąś tajemnice, dzięki której to podejrzany jest inny świadek a dotychczasowy podejrzany, zaginionym bratem pani sędziny.

Po obejrzeniu tych wspaniałych dwóch programów i w międzyczasie setki reklam przełączyłem na inny kanał. W tym wypadku było to MTV. Jakie było moje zdziwienie gdy odkryłem, że zamiast jak to kiedyś teledysków(w tym celu powstało MTV2) mogłem obejrzeć Halka Hogana w roli moralizatora, który próbuje odwieść od pochopnych decyzji rozwydrzonych latorośli jakiś bogaczy. Mimo tego co zobaczyłem na tym programie zdecydowałem się kontynuować seans z MTV. W dalszej części mogłem zobaczyć np. jak zostać przyjacielem Paris Hilton. Jest to o tyle dla nas dziwne bo myśleliśmy, że aby mieć przyjaciela to trzeba z takim kimś pobyć odpowiednią ilość czasu i utrzymywać relacje bezinteresowne. W tym serialu tego brakował, ale my może jesteśmy jacyś staromodni. Idąc tym tropem jak najbardziej odpowiedni byłby program-poradnik jak zostać blacharą. Po części jest zrealizowany i ten pomysł, bo zobaczyłem też program w którym to rodzice synowi szukają dziewczyny. Wybierają trzy dziewczyny a z pośród nich następca rodu wybiera sobie to najodpowiedniejszą(cokolwiek to znaczy).

Jakoś przypadkowo przerzuciliśmy na TV mango. Pomyślałem a niech będzie zobaczmy co tam ludzie kupują. A że my jesteśmy trochę z nowinkami na bakier i oglądanie telezakupów porzuciliśmy na etapie abgynica(takie coś co wali nas prądem po brzuchu), tym większe było nasze zdziwienie gdy dowiedziałem się do istnieniu wiertarko latarki udarowej, dzięki której możemy wiercić nawet w nocy, ale szczególnie zaskoczeni byliśmy mikro-piekarnikiem opartym o technologie lamp ogrodowych. Niestety z reklamy nie dowiedziałem się czy taki piekarnik działa również zimą, gdy za sprawą słabszego światła baterie słabiej się ładują.

Poza negatywnymi zaskoczeniami typu TV meteo gdzie mogliśmy dowiedzieć się jaka pogoda była wczoraj, były też i pozytywne akcenty np. kanał history praktycznie bez reklam i z sensem i espn classic gdzie można do dziś oglądać jak to nasi piłkarze grali na najwyższym światowym poziomie. Co prawda do dziś można zobaczyć ich na innych kanałach np. taki Grzegorz Lato, ale niestety tylko w kontekście wałków w PZPN, albo Zbigniewa Bońka, który to już dawno temu zwiał do Włoch, ale dzięki temu wie(a przynajmniej tak uważa) co w piłkarskiej trawie piszczy.

Tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć tę część relacji.

wtorek, 23 lutego 2010

ja chcę, ale czy na pewno?


Wielu ludzi próbuje swoje zachowanie usprawiedliwiać chęcią zrobienia czegoś np. chciałem mu pomóc dobrze napisać test, ale wyświadczyłem mu niedźwiedzią przysługę, albo po prostu: chciałem dobrze:). Istnieje też strategia odwrotna, czyli nie chęć do zrobienia czegoś np. nie chciałem go zabić, chciałem go tylko nastraszyć.
Jak widzimy jednak chęci to trochę za mało. Z resztą mądrość ludowa głosi „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. (zresztą złymi tym bardziej). Dlatego też odrzućmy chęci jako argumentacje swojego postępowania. Rozliczani powinniśmy być nie z tego co chcieliśmy zrobić, tylko z tego co faktycznie zrobiliśmy. To nie znaczy, że bandyta powinien być uniewinniony, gdy próba mordu nie powiodła się. Raczej nie powinien być sądzony za samą myśl, czyli chęci kogoś zamordowania. Dopóki taka myśl nie jest eksponowana w zachowaniu nie może być karalna. Inna sprawa gdyby swoimi ambicjami się ktoś chwalił np. mówiąc: zaraz go zapierdolę, bo to jest już groźba karalna i podlega pod kodeks karny. W prawodawstwie niższa karę dostaje się za nieudaną próbę mordu niż za udana i to jest bardzo dobre, ponieważ nie powinna podlegać każe sama chęć, tylko procent jej urealnienia.
Pół biedy jeśli ludzie faktycznie mieli by takie motywacje jak deklarują, dlatego na potrzeby wywodu chciałbym wydzielić nowe pojęcie, bo pojęcie chęci jest jak dla nasz za szerokie. Proponuję wyszczególnię pojęcia chęci chęci. Chęci chęci różnią się od samych chęci tym, że chęci chęci to chęci posiadania chęci. Takie pojęcie miało by na pewno duże poważanie i piętnowałoby nieudaczników bardzo dobrze. Np. dziecko, które po wywiadówce twierdzi, że chce się lepiej uczyć. Tak naprawdę chciałoby, gdyby podejmował akcję w tym kierunku, np. więcej by się uczyło a nie tylko deklarowało taką chęć, czyli chciało chcieć, co jest równoznaczne z niechceniem. Taka sprawa najczęściej się kończy tak, że w dzień wywiadówki dziecko ma karę, siedzi w domu i się uczy a na następny dzień wszystko wraca do normy. Oczywiście karę jednodniowego uczenia się też jest dla dziecka dobra, jednakże w tym przypadku chodziło o to aby każdy odbębnił swoje i miał czyste sumienie aż do następnego razu.
Brak pojęcia chęci chęci doprowadza to tego, że wiele osób ukrywa swoje prawdziwe motywy. Pod płaszczykiem dobrych chęci ukrywa złe zamiary. Zawsze może przecież wykręcić się dobrymi chęciami. Jednak ludzie w sobie mają coś złego, bo raczej rzadko występuje chęć robienia czego dobrego markowana złymi zamiarami. Pies warczący na nasz raczej nie chce abyśmy go głaskali, za to często zdarza się, że pies merdający ogonem z chęcią by nas ugryzł. Deklarowanych chęci jest naturalne, wiec nie należy się tym sugerować. Należy zawsze zachować nutę podejrzliwości. Tak więc raczej nie powinniśmy zwracać uwagi na kogoś deklaracje, jeśli nie są poparte realnym działaniem.
Chęci chęci możemy porównać też do marzeń. Marzenia zazwyczaj są to chęci osiągnięcia czegoś, ale zazwyczaj uznane za nierealne. Niepoprawnym marzycielom mówi się czasami: jak to dobrze, że za marzenia nie każą. Jednak marzeniem nie można nazwać postawy, którą chcieliśmy scharakteryzować, ponieważ marzyciel chciałby, żeby jego marzenie się spełniło. Czasami dąży nawet do jego urealnienia, mówi się: marzenia się spełniają. Natomiast nasz okaz nie dąży do urealnia swoich pragnień tzn. chciałby aby było tak jak twierdzi że chce, ale żeby to się samo stało, tak jakby czekał na cud. Tak więc wykazaliśmy, że osobnik stosujący się do zasady chcenia chcenia, jest osobą głębokiej wiary(podobnie jak dziecko w pierwszym przykładzie uważa, że oceny jakie uzyskuje są wynikiem jakieś potężnej siły sprawczej a nie jego pracy). I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Nasz człowieczek jest albo jest szarą masą, wypełniaczem świata, albo nikczemnym typkiem, który chce właśnie żerować na tym pierwszym. Istnieje jeszcze trzeci typ człowieka, czyli człowiek wolny. Wolny na tyle aby nie musieć ukrywać swoich prawdziwych motywacji ani dostosowywać się do poprawności, która jest nam narzucana.

piątek, 19 lutego 2010

Lepper vs. Tusk


Wbrew pozorom tych dwóch panów bardzo wiele łączy. Zarówno PO jak i Samoobrona według niektórych źródeł zostały stworzone przez służby specjalne. Ale zostawmy może dywagacje i zajmijmy się faktami.

Podejście do długu państwowego. W tym miejscu obydwaj panowie są zgodni. Dług trzeba zwiększać ponieważ inne rozwinięte państwa europy mają większe długi państwowe względem PKB niż Polska więc zależność jest prosta zwiększymy długi zwiększymy zamożność. Jest to oczywiście absurd. Ale chyba nie chcemy być nazywani zaściankowymi. Prawda? Lepper mówił wprost: musimy pożyczyć pieniądze na inwestycje. Nasz dług jest stosunkowo nie wysoki w porównaniu chociażby do Niemiec, wiec żadna katastrofa nam nie grozi. Było to może nawet uczciwe z jego strony, przecież on nigdy nie krył się ze swoim socjalnym poglądem w odróżnieniu do naszego drugiego bohatera. Donald wraz z jego giermkiem Vincentem( najlepszy obecnie minister finansów w drodze mlecznej jak i galaktyce Andromedy), którzy to uważają się za liberalnych. Może się nie uważają ale na pewno się na takich kreują. W tamtym roku gdy ktoś zarzucał im patrzenie przez różowe okulary, że ten budżet nie wytrzyma oni w odwecie pokazywali palcem na Kaczyńskiego, że to on chciał pakietu antykryzysowego a oni stoją na straży budżetu. Jak pamiętamy dziura budżetowa miała wynosić 18mld do tego dwie poprawki, ale i tak było oficjalnie 27mld. Jest to o tyle perfidna sugestia jeśli wziąć pod uwagę fakt, że od początku rządów Platformy Obywatelskiej dług publiczny wzrósł z 500mld złotych do 700mld zł. Czyli mniej więcej to czego domagał się Andrzej Lepper przed laty. W odróżnieniu od postulatów pierwszego mulata III rzeczpospolitej pieniądze te w zagadkowy sposób anihilowały.
NBP
Obaj panowie jakoś nie szczególnie lubią Narodowy Bank Polski pierwszy mówił, że Balcerowicz musi odejść. Oczywiście zgadzamy się w całej rozciągłości, że Leszek Balcerowicz to jednak był ogromny pech dla Polski (a mogło być inaczej). Ale z drugiej strony Lepper NBP uznawał za skarbonkę z której można wyciągnąć zawsze trochę kasy.
Lepper wtedy chciał wyciągnąć 1,2mld zł a o ile dobrze wiem Tusk 10mld. Oczywiście zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku zysk NBP nie jest żadnym zyskiem!! Zysk ten jest wynikiem zmian kursowych złotówki. Większość rezerw NBP ma w dolarach, euro, funcie brytyjskim i frankach szwajcarskich, więc gdy złotówka się osłabia wzrasta wartość tych walut wyrażona w złotych. A że owe zyski liczy się właśnie w złotych możliwy jest teoretyczny zysk bez zmiany ilości walut w rezerwie. Można to porównać do człowieka, który cieszy się z wzrostu swojej zamożności gdy dowiaduje się, że jego dom jest więcej wart(jak wiemy człowiek może okazać się bogatszy dopiero po spieniężeniu domu). Jak dobrze pamiętamy wszyscy wtedy Leppera wyśmiali i stwierdzili, że jest niebezpieczny dla Polskiej gospodarki. Za to Donald swój cel zrealizował i w tym roku zapcha dziurę budżetową świeżo wydrukowanymi pieniążkami od pana Skrzypka.

Podobieństwa w PR.
Stosunkowo nie dawno Tusk przyznał się do jarania blantów w młodości. Parę dni później Lepper oznajmił, że za młodu lubił dać komuś w ryja. Pamiętam wtedy jak to jeden z komentatorów wp stwierdził, że Lepper dopuścił się plagiatu. Ponoć Lepper próbował się lansować jako swój chłop, czyli małpować strategię Tuska. Naszła mnie wtedy refleksja, że to nie Tusk jest obiektem naśladowanym tylko Andrzej Lepper to on pierwszy w ten sposób reklamował swoje oblicze. Z resztą cały Donald Tusk wydaje się być Andrzejem Lepperem 2.0. niestety dla niego Andrzej miał słaby timing, można powiedzieć wyprzedał epokę. Kiedyś uznawany za centro lewicowego dziś mógłby spokojnie robić za skrajnego prawicowca- libertianina. Przypomnijmy sobie może chociażby jego pomysł wprowadzenia podatku obrotowego, który zastępowałby VAT.
W wielu punktach Andrzej Lepper okazywał się dużo bardziej liberalny od Tuska. Lepper uważał, że nadmierne opodatkowanie biednych jest niekorzystne ponieważ oni swoje wszystkie pieniądze i tak puszczają od razu w obieg. A tłumaczył to tak nawet jeśli w początkowo wpływy z podatku od osób fizycznych spadną za sprawą obniżenia składki, to wrócą do budżetu pod postacią akcyzy i VATu z zakupionych towarów za oszczędzone pieniądze a ponadto większy popyt na dobra konsumpcyjne generuje większe zatrudnienie a co za tym idzie odciąża państwo(socjał) i zwiększa zamożność obywateli. Donald ma odmienne zdanie i uważa, że miejsca pracy równie dobrze można zbudować w państwowej administracji za tą kasę a za zwiększoną konsumpcje mogą odpowiadać np. posłowie.